5874. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
165. dzień panowania Roberta Fryderyka
Kuryer Impertynencki, Konrad Jakub Arped-Friedman, 30.01.2018 r. o 22:13:41, tantiemy: 9 752.00 lt
[No. 3] Mikro-Forex
Seria wydawnicza: Felietony Kuryera
Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
X8u2tTIh.png
964IDtCN.png
X8u2tTIh.png
C R A C O F F I A 30 stycznia 2018 roku
WYDANIE III
mpPp1rYh.png
X8u2tTIh.png


Dobry wieczór,

D
zisiejszy artykuł w pewien sposób jest pisany w ramach programu wyborczego. Oprócz czystych propozycji, kandydaci winni też co jakiś czas ustosunkowywać się do bieżących problemów i przedstawić swoją filozofię dotyczącą podejścia do nich. Tym samym, chciałbym poruszyć problem funkcjonowania systemu wymiany walut w mikronacji, co jest przecież związane z samą istotą systemu gospodarczego, czy pośrednio zahacza również o politykę zagraniczną. Nie przedłużając — zapraszam do lektury.


z38IJ797.jpg
Autorem felietonu jest K. J. Arped-Friedman



MIKRO-FOREX


K
rótkie przedstawienie problemu — czy wymiana walutowa z obcymi państwami jest możliwa? Czy powoduje ona jakiekolwiek korzyści, dla którejkolwiek ze stron? A jeżeli tak, na jakiej zasadzie powinna się odbywać?

Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na to, że wymiana walutowa przecież się odbywa. Co jakiś czas, czy to drogą oferty na forum, czy poprzez prywatne wiadomości, obywatele kraju X, wymieniają się walutami z obywatelami kraju Y. I w zasadzie na tym można skończyć artykuł, gdyż odpowiedzieliśmy na wyżej postawione pytania.


W
szystkie ewentualne programy czy aplikacje mające być płaszczyzną do wymiany walut, będą co najwyżej usankcjonowaniem rzeczywistości, a nie czymś nowym samym w sobie. I dlatego całość problemu sprowadza się do rzeczy czysto technicznych i informatycznych. Nie trzeba tutaj nic opracowywać, nie ma potrzeby stwarzać modeli ekonomicznych, nie musimy analizować poszczególnych zmiennych i sprawdzać, jaki mają wpływ na efekt końcowy. Wystarczy stworzyć platformę działającą na pseudo arkuszu zleceń, w której transakcje zawierane byłyby według określonego skryptu, wiążącego dwa podmioty składające zlecenia kupna bądź sprzedaży. System pośredniczył by między dwoma systemami gospodarczymi różnych państw, a po obu stronach można by zabezpieczyć bazę walutową która wspierałaby płynność wymiany. Dodatkowo, bazując na ofertach z arkusza, wyliczał by aktualny kurs walut.

I w zasadzie tyle. Każdy mechanizm umożliwiający handel walutami, to tak naprawdę jedynie platforma ułatwiająca coś, co odbywa się już teraz — przy okazji, lekko uatrakcyjniając i popularyzując zabawę. Podobnie jak jest z wymianą znaczków — można to robić przez licytację na forum, można napisać specjalny program, który sam w sobie nie robiłby nic więcej. Ale jeżeli już ten program zrobimy, to jest to jedynie narzędzie do wykorzystania w zabawie, która już trwa. Można to porównać do budowania boiska do piłki nożnej — nie wymyślamy żadnej nowej gry od zera, nie trzeba nic opracowywać i ustalać zasad, a jedynie pozwalamy dzieciakom przenieść się spod trzepaka, na świeżo zasianą trawę; dajemy infrastrukturę pod coś, co już się odbywa.

Całość powyższego sprowadza się zwrócenia uwagi na to, że wymiana walut to nie jest coś, co trzeba „zrobić”, jak to jest czasami sugerowane. Nie trzeba wymyślać koła od nowa i niepotrzebnie tego typu inicjatywy równamy do systemów gospodarczych. Bo porównując do tego boiska, tutaj tę grę trzeba wymyślić od zera i opracować zasady, potem je dotrzeć i ulepszyć, a dopiero na końcu zbudować plac.


PUSTY STADION


K
ontynuują porównanie do boiska — problemem w mikronacji nie jest więc to, że nie ma gdzie grać w piłkę. Problemem jest to, że nikomu się tego nie chce robić. I dlatego jeżeli mamy te boisko budować, to najpierw należy odpowiedzieć na pytanie, czy jest dla kogo to robić.

Wbrew uwagom Poważanego J. Niezyda, zabawa w wymianę walut jest jedną z łatwiejszych rzeczy do wykonania na gruncie uatrakcyjnienia gospodarki, jeżeli chodzi o czysto techniczne rzeczy do zrobienia.

Nie trzeba kombinować i zastanawiać się nad ilością pieniądza w dwóch krajach, cenami różnych walut i stanem gospodarki mikronacyjnej. Jedyne czego nam trzeba, to kurs wymiany — który i tak ustali się samoistnie. Bo wymieniać można tak naprawdę wszystko, można oferować jedną rzecz, za inną, w ogóle niezwiązaną z tą drugą — tak przecież działa gospodarka. W czasach prehistorycznych, kiedy królował barter, wymieniano skóry zwierzęce na prymitywne narzędzia, chociaż oba przedmioty różnią się diametralnie wszystkim. I tak samo działa wymiana przykładowo liberta na dreama. Dlatego w zupełności nie mogę się zgodzić z problemami zawartymi w przytoczonym artykule, gdyż to ile pieniędzy jest w Dreamlandzie i Sarmacji, jakie mamy ceny w obu państwach, jak wysokie są podatki i cała gama podobnych problemów, nie gra tutaj żadnej roli. Bo to wszystko wpływa jedynie na wycenę jednej waluty w walucie innej, ale nia na to czy wymiana w ogóle może być możliwa.


S
klepy to nic innego, niż „kantory” różnych dóbr — pieniądz jest li tylko miarą i symbolem innych dóbr, a nie dobrem samym w sobie (o ile pieniądzem nie jest przykładowo złoto). Kiedy górnik idzie do sklepu i kupuje kilogram mięsa, to jest to zamiana wypracowanej przez niego pracy, czyli wydobytego przez niego węgla, na owoce pracy wykonanej przez kogoś innego — tu, rzeźnika który dostarczył mięso. I pieniądze nie różnią się specjalnie od tego węgla i mięsa, podlegają takim samym zasadom wymiany.


PROBLEM EKONOMICZNY, CZY INFORMATYCZNY?


N
ajwiększym problemem w stworzeniu systemu wymiany walutowej jest czysta robota informatyka. „Klepanie kodu” to praktycznie wszystko, co nam jest tutaj potrzebne. Do stworzenia systemu gospodarczego, siłą rzeczy potrzebny jest ktoś ogarnięty w naukach ekonomicznych, podobnie jak do napisania dobrego prawa wypada choć trochę się na nim znać. Ale w kwestii wymiany naszych mikronacyjnych walut, wiedza specjalistyczna nie gra głównej roli.

I dlatego, chociaż swego czasu tworzyłem wstępny zarys platformy która miała w zamierzeniu docelowo umożliwiać wymianę walut i łączyć gospodarkę sarmacką, z jakąkolwiek inną opartą o chociażby prowizoryczny system bankowy (typu gospodarka Dreamlandu), to problemem było głównie brak specjalistycznej wiedzy w programowaniu. Zdolna osoba obeznana w temacie, napisałaby cały system w tydzień.


8eh9fi86.jpg

Rynek walutowy mógłby istnieć też na wpół fabularnie — na GPW w Srebrnym Rogu wystarczy utworzyć osobny indeks, gdzie nazwy spółek podmieniłoby się nazwami różnych walut — ich wycena wyrażona byłaby w libercie



NIEPOTRZEBNY PIENIĄDZ


P
roblemem więc nie jest ani czysta ekonomia, ani nawet nie ograniczenia technologiczno-informatyczne. Nikt pieniędzy nie wymienia dokładnie z takich samych powodów, dla których nikt ich nie wydaje. Dopóki systemy gospodarcze będą tak ubogie jak obecnie, nie ma większego sensu marnowanie czasu na tworzenie platformy do handlu walutami. Gdyby było zapotrzebowanie na taką zabawkę, handel odbywałby się bardziej intensywnie poprzez fora państwowe czy kanały prywatne.

Dlatego na zadane ostatnio pytania można odpowiedzieć w sposób następujący: czy dałoby się stworzyć stabilną i działającą platformę wymiany walut? Tak, nie trzeba długo nad tym siedzieć. Czy od strony czysto ekonomicznej jest to jakieś wyzwanie? Absolutnie żadne, a przeszkód bankowo-finansowo-gospodarczych nie ma. Czy system jest trudny do napisania od strony informatycznej? Również nie, z powodzeniem pisał go taki laik jak ja. Dlaczego więc go nie skończyłem, lub dlaczego nie robi tego nikt inny? Tutaj następuje prawdziwa istota problemu — bo nikomu taki system nie jest potrzebny.


1x6gm071.jpg

Czy jest ekonomiczny sens wymieniania walut, skoro nie ma nawet ekonomicznego sensu samego ich posiadania?




P
ieniądz ma sens tylko wtedy, jeżeli istnieje rynek dóbr i usług na którym może zostać użyty. Jeżeli jest potrzeba:
  1. wyceny danego dobra i porównanie wartości dwóch dowolnych dóbr;
  2. stworzenia środka, który byłby powszechnie akceptowalny w wymianie tych dóbr;
  3. istnienia czegoś, co możemy oszczędzać i odkładać żeby przydało się na później — czyli żeby odłożyć w czasie nabycie bądź zbycie dóbr;
— to wtedy pieniądz ma rzeczywiście sens. I dlatego właśnie libert jest traktowany po macoszemu, bo zwyczajnie nie ma powodów dla których miałby istnieć. Wyżej wymienione warunki nie zachodzą. Zostają tylko kwestie fabularne czy symboliczne, typu swego rodzaju ranking punktów. Innymi słowy, pieniądz dla gospodarki jest jak benzyna dla samochodu — na nic nam ta benzyna, kiedy nie mamy czym jeździć. A jeżeli benzyna jest niepotrzebna, to nie ma po co budować stacji paliw — tak samo, jak nie ma sensu tworzyć kantorów walutowych.

Jeżeli chcemy wymieniać pieniądze z Dreamlandem, to najpierw i dream i libert musiałby mieć jakikolwiek sens do istnienia. A żeby tak się stało, oba kraje muszą mieć przynajmniej skąpy system gospodarczy.

Pojawiły się też pomysły stworzenia unii walutowej z innym krajem, zamiast pisania programu pod wymianę walutową. To jednak w mojej ocenie nie ma największego sensu, chociaż o tym wolałbym wspomnieć w innym artykule.


J
edynym więc powodem dla którego mielibyśmy stworzyć rynek mikro-forexu już teraz, to kwestia fabularna oraz fakt, że od strony technicznej nie potrzebujemy na to specjalnych nakładów czasu i umiejętności — moglibyśmy to sobie zrobić w kilka dni. Tak naprawdę wszystko sprowadza się do operacji na bazie danych i połączeniu tego zarówno z systemem bankowym KS — czyli zwyczajną integracją — oraz taką samą integracją z bazą danych systemu bankowego przykładowo Dreamlandu.

Reasumując — tworzenie mikro-kantoru to jedna z najłatwiejszych funkcjonalności do napisania w ramach wielopoziomowego systemu gospodarczego, i możemy to zrobić nawet teraz. Wszystko rozbija się o tak prozaiczną sprawę, jaką jest brak zapotrzebowania na tego typu ficzery. Bo nie wymiana liberta na dreama jest problemem, ale to i libert, i dream jest problemem samym dla siebie — czy mówiąc precyzyjniej, gospodarki Księstwa oraz Królestwa te problemy tworzą. W jaki sposób? W taki, że nie istnieją.




Dla „Kuryera Impertynenckiego” — Konrad J. v-hr. Arped-Friedman



ZJC1Ro1B.png



X8u2tTIh.png
Dotacje
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Ten komentarz czeka na serca.
Alfred Fabian von Tehen-Dżek, 30.01.2018 r. o 23:24:52
Szanuje przemyślenia, jednak możliwość wymiany waluty między mikronacjami nie jest jednak taka prosta jak v-hr twierdzi. Owszem, gdy znamy osoby, z którymi takiej wymiany można dokonać to problemu nie ma. Co jednak zrobić, gdnaakiej osoby nie znamy? Do rządu kraju raczej się nie zgłosimy. Bo po co takiemu premierowi Dreamlandu liberty? Do każdego z osobna tez pisac raczej nie wypada, chyba że mamy na myśli osobę, która taką wymianą walut się zajmuje. Natomiast ogłoszenie na forum nie zawsze ma jakiś odzew. W przypadku gdyby taki system zaistniał, kazdy miałby nao inne waluty otwarty rynek.

Tak jak starałem się podkreślić w swoim artykule - chodzi mi głównie o organizację zawodów i konkursow między mikronacjami (chociażby ta nieszczęsna olimpiada z przełomu lipca i sierpnia 2017). Posiadanie kantoru wiąże się z możliwością nadania nagrody w libertach, którą zwycięzca, jeżeli jest z innego kraju może sobie bezproblemowo wymienic. Oczywiście jest również druga opcja nagradzania, którą również przedstawiłem i ktora na obecne czasy wydaje mi się ciekawsza - nie ukrywam, sam spróbuję w tym roku z tego pomysłu skorzystać.

Jednak co do jednej kwestii nie sposób mi się nie zgodzić. Jest nim mała ilość możliwości dla których libert w ogóle istnieje. Bo niby mamy karczmę, giełdę, kantynę, konkursy, prace itd. ale to mało. Tym bardziej że popyt na liberta maleje, a my zwiększamy jego podaż. (Np. kolejne systemy gospodarcze, dzięki którym zdobywamy liberty, a nie wydajemy ich). Dlatego również w ankiecie Gauleitera zagłosowałem za ścisłą opcją. Ale tylko dlatego, żeby ilość wydawanych libertów (pienieznego wkładu własnego) i czasu który poświęciliśmy na rozwój (czasowy wkład własny) była porcjonalna do osiągnięć.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Konrad Jakub Arped-Friedman, 30.01.2018 r. o 23:36:51
@Jihymed ale jeżeli nie ma popytu, to nie ma podaży bez względu na to, jaką platformę obierzemy. Wiadomo, że zebranie ofert w jednym miejscu nieco rozrusza rynek, ale to nadal będzie szczątkowa liczba. Bo jak udowadniałem, problemem jest to, że ludzie nie chcą się wymieniać, gdyż nie mają po co. W piłkę nikt nie gra nie dlatego, że nie ma boiska, tylko bo nie ma graczy.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Alfred Fabian von Tehen-Dżek, 30.01.2018 r. o 23:41:09
W piłkę nikt nie chce grać bo nie ma graczy, a graczy nie ma z racji braku piłki w którą mogą grać.

Gdybyśmy ruszyli z inicjatywami dla kilku mikronacji, byłaby piłka. A jeżeli będzie piłka będą gracze. Jak się zbiorą, to wypada żeby mieli gdzie grać. Bo pod trzepakiem długo nie pograją, bo wyjdzie sąsiadka spod ósemki i wszystkich rozgoni ;)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Prokrust Zombiakov, 30.01.2018 r. o 23:45:05
W temacie nagród realnych napisałem pod artem @Jihymed

Co do walut.

1. Faktycznie nikt tego nie potrzebuje. I serio tak uważam. W temacie nagród wirtualnych to o wiele korzystniejsze z punktu widzenia współpracy międzynarodowej jest zdobycie zagranicznych sponsorów. A i bez tego imprezy się udają - np. pamiętam regaty międzynarodowe. Wzięło w nich udział sporo osób z różnych państw i nikt nie potrzebował kantoru.

2. Jeżeli zignorujemy fakt, że nie jest to potrzebne (bo w sumie po co komu w ogóle mikronacje ;) - to jeżeli tylko ktoś stworzy sensowny model który spotka się z nieformalnym zainteresowaniem za granicą to nasza polityka zagraniczna pewnie mogłaby to pociągnąć.

3. Dla samej przyjemności posiadania obcych walut ludzie na początku pewnie nawet by jakiś obieg wygenerowali. Potem to padnie. Chyba, że model nie będzie bazował na wymianie między ludźmi (tak jak GPW)

4. Jak @KonradFriedman pisze, i w zupełności się z nim zgadzam, sam kantor/forex to od strony technicznej pikuś. Właśnie taki piszę pod Zyriuszem. Symulacja opiera się na realnych kursach gdzie libert to dolar ... a inne kryptowaluty odpowiadają innym konkretnym realnym walutom. Dodatkowo kurs jest zniekształcony i pewnie same wahania kursu też będą zniekształcone byle tylko trendy pozostawały niejako logiczne i grywalne w połączeniu z realną wiedzą. Cel tutaj jest prosty - zabawa, przy nieograniczonym popycie i podaży.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Konrad Jakub Arped-Friedman, 31.01.2018 r. o 01:12:50
@Jihymed no właśnie nie — w czym problem napisać na forum KD, że chcesz kupić dreamy? Tutaj piłką jest waluta, a ona jak najbardziej istnieje.

Jak pisałem - nie ma wymiany, bo po co się wymieniać czymś, co nie jest przydatne? Główną determinantą popytu jest tutaj użyteczność. Dlaczego ludzie nie wymieniają się masowo kamieniami, liśćmi i patykami? Nie dlatego, że nie ma placu targowego ze stoiskami na patyki, ale dlatego, że nikt ich nie potrzebuje.

Przecież ewentualny kantor to nic innego, jak oskryptowanie i automatyzacja wątków na forach, gdzie odbywają się transakcje — zamiast pisać "hej, mam tyle i tyle libertów po takiej cenie", klikasz i wystawiasz ofertę, czekając aż ktoś po drugiej stronie "odpisze". Z tym że zamiast "hej, ja kupię", będzie to kliknięcie myszką.

Pomysł z kantorem odżywa co pół roku, zawsze ktoś inny proponuje i zawsze na innych zasadach. Kończy się tak samo, bo i sytuacja jest taka sama.

Ja widzę ewentualny kantor jako raczej ciekawostkę, prosta duperela która oprócz tego że jest, i że "może", nie ma wpływu na nic. Typowy miś który ma pokazywać że to nasze, i że to nie jest nasze ostatnie słowo. Z tym, że skoro stosunkowo łatwo jest go zrobić i może być ozdobą samą w sobie, nawet nieużyteczną, to jeśli ktoś jest chętny, można go w tym wesprzeć.

A na końcu się zrobi protokół zniszczenia.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Daniło de la Vega, 01.02.2018 r. o 18:56:59
Zgadzam się z Panem Konradem - sprawa jest prosta. W sensie ekonomicznym ogranicza się do rozumienia, że dwa towary (waluty) powinny być wymienione przez uczestników na podstawie ich własnych preferencji i umowy akceptowanej kliknięciem. W sensie rachunkowym ogranicza się zaś do rozumienia na jakie konta i w którym kraju odnosić należy dane kwoty w libertach i dajmy na to dreamach. Zakładam bowiem, że wszyscy przedmówcy rozumieją i uznają za rzecz normalną, że:
  • nasza własna waluta jak i ta, którą chce się kupić, nie bierze się z powietrza, tylko została wyemitowana przez uprawniony organ w danym kraju, a co za tym idzie:
  • waluty do kantora dostarcza ich emitent.
W niektórych krajach, gdzie gospodarki są animowane narracyjnie, a nie w sposób informatyczny, spotkać się można czasem z twierdzeniami, że w ich "kantorach" są waluty obcych państw. Nie może to być prawdą, gdyż prawo do emisji danej waluty posiada tylko dany kraj, który bezpośrednio lub przez swoich obywateli i inne podmioty może rozprowadzić ją po świecie.

Daje to więc odpowiedź Panu Jihymedowi - głównymi uczestnikami rynku walutowego powinny być same państwa, czyli grube ryby, które wymieniłyby między sobą dużą pulę gotówki. Dałoby to rzut oka na pierwszy kurs wszystkim innym małym rybkom, które mogłyby się nim sugerować robiąc transakcje z osobami prywatnymi. Gdyby ktoś nic nie wystawił, ostatecznie można byłoby kupić/sprzedać walutę grubej rybie.

Problem zaczynałby się w sytuacji takiej, gdy np. jedna z grubych ryb straciłaby całą swoją rezerwę walutową na transakcje z małymi rybami, a druga nie. Sprawiałoby to, że tylko jedno państwo byłoby w tej sytuacji chętne na dalszą wymianę. Drugie nie chciałoby kupować waluty tego pierwszego, bo miałoby jej wystarczającą rezerwę. Zainteresowane rządy musiałyby więc uzgodnić, jak wówczas wychodzić z sytuacji takiej nierównowagi w bilansie płatnicznym.
Ten komentarz czeka na serca.
Gotfryd Slavik de Ruth, 02.02.2018 r. o 17:50:44
Sporo i rzeczowo o sprawach obecnie istotnych. Ciekawe ile z tego będzie faktycznie do ogarnięcia. Czy tylko na dyskusjach się skończy...nie mniej urzeka mnie odniesienie do tych spraw.
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany