5964. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
255. dzień panowania Roberta Fryderyka
Park Stołeczny, Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste, 23.02.2018 r. o 12:01:29, tantiemy: 9 376.00 lt
[Puchar Króla Teutonii] Półfinały i Wielki Finał
H61371ge.png


Półfinały

W sobotę, 10 lutego 2018 r. na stadionach w Złotym Grodzie i Zielnyborze rozegrane zostały dwa mecze półfinałowe Pucharu Króla Teutonii, w których zmierzyły się 4 drużyny pozostające w grze o to najwalniejsze trofeum w teutońskim futbolu: YK Słoniki Sodomia, RVT Hrabia Ruhnhoff, Margońskie Konie i Synowie Wandy.

YK Słoniki Sodomia - RVT Hrabia Ruhnhoff, stadion im. Banitów, buntowników i bohaterów w Złotym Grodzie

W pierwszym z półfinałów doszło do starcia legendarnych Słoników z równie legendarnymi Telewizorkami. Wyraźnymi faworytami tej konfrontacji byli podopieczni Timana Demollari, co nie mogło specjalnie dziwić, biorąc pod uwagę, że ekipa z Ruhnhoff od początku typowana była jako jeden z mocnych kandydatów do wygrania całego turnieju, zaś niedawny spadek z SLP Ekstraklasy tylko podrażnił ich ambicje i wzmógł towarzyszący tej drużynie od zawsze głód wygrywania. Ich rywale, Słoniki z Sodomii, wprawdzie największa legenda SLP, ale też zespół po ogromnych przejściach, któremu zdecydowanie nie udał się poprzedni sezon, a wizja powrotu do elity, jeszcze niedawno tak realna, zaczęła się powoli, lecz nieubłaganie, rozmywać na futbolowym horyzoncie dziejów. Z drugiej strony, pozycja underdoga podopiecznych Leszka de Ruth miała także swoje zalety. O ile bowiem Hrabiowie wybiegając na murawę co najmniej powinni wygrać ten mecz, o tyle podopieczni Leszka de Ruth jedynie mogli, a z całą pewnością nie musieli.

JjfNb9Hd.jpg
Trybuny stadionu pękały w szwach na długo przed pierwszym gwizdkiem. Na zdjęciu kibice Słoników wspierają swoich ulubieńców.

Obaj trenerzy zdecydowali się na tą samą taktykę – uniwersalne 451 – zapewniające bardzo dobry balans pomiędzy formacjami i dające drużynie możliwość płynnego przechodzenia od defensywy do ofensywy.

Już pierwsze minuty meczu szybko zweryfikowały formę i klasę piłkarzy biegających w obu drużynach. Od początku wyraźną przewagę mieli – zgodnie z prognozami – piłkarze z Ruhnhoff. Już w 3 minucie spotkania na brawurowy rajd lewą stroną boiska zdecydował się Giacomo Gucci (zdecydowana gwiazda całego spotkania). Młodzian wykazał się imponującą szybkości i pomimo prób rywali – doskoczyć do niego próbowali zarówno Ochotorena, Lisboa oraz Azurza – skrzydłowy nie dał się złapać i w pełnym biegu zacentrował piłkę na głowę obrońcy – Cristi Puiu – który zwietrzywszy swoją szansę w zainicjowanej przez Gucciego akcji ofensywnej, opóścił szeregi obronne i wpadł z impetem w pole karne Słoników. Precyzyjna głowka i było 0-1.

Podrażnione stratą bramki Słoniki próbowały odpowiedzieć na gola Hrabiów. Mimo, że lepsi piłkarsko Teutończycy nie pozwalali im na wiele, mecz odrobinę się wyrównał, a podopieczni Leszka de Ruth zdołali oddać nawet dwa strzały na bramkę rywali, niestety dla nich – oba stosunkowo niegroźne.

Wzmożone wysiłki ekipy z Sodomii by postawić się ekipie z Ruhnhoff, choć heroiczne, miały swoje przełożenie na kondycję piłkarzy biegających w niebiesko białych strojach, która pod koniec pierwszej połowy po prostu siadła. Bezlitośnie wykorzystały to Telewizorki. Począwszy od 41 minuty podopieczni Timana Demollari raz za razem przeprowadzali kolejne szturmy na bramkę zmęczonego rywala. Efekt przyniosło to w 44 minucie. Po sprytnym podaniu Babkiewicza do Acermana, atomowy strzał teutońskiego napastnika zdołał wprawdzie jakimś cudem zablokować Isaksson, wybijając piłkę na rzut rożny, ale już perfekcyjnie wykonany przez piłkarzy RVT stały fragment gry bezlitośnie obnażył wszystkie niedomagania defensywy Słoników. Piłkę z rożnego zacentrował Babkiewicz, główkował Pinardi, było 0-2.

Po chwili dobiegła końca pierwsza połowa meczu, a miny schodzących z boiska Słoników jasno wskazywały, że wiele by dali, by nie musieć wybiegać już na kolejne 45 minut. Pot lał się z ich twarzy, oddychali ciężko - wyraźnie mieli już dosyć. Na ich nieszczęście, druga połowa miała się jednak odbyć...

To co złotogrodzcy kibice zobaczyli po przerwie, to kompletna dominacja ekipy Telewizorków. Hrabiowie trzykrotnie – w 66, 84 i 88 minucie – wyprowadzali kolejne ciosy, po których bramkarz Sedov musiał wyciągać futbolówkę z bramki. W każdej z tych akcji w roli bezlitosnego egzekutora obsadzany był przez swoich kolegów (kolejno: Pindę, Atzoriego i znów Pindę) bezbłędny w tym spotkaniu Gucci, którzy tym samym skompletował klasycznego hattricka.

Gdy Ann Onym w 91 minucie potrójnym gwizdnięciem oznajmiła koniec spotkania, nikt nie mógł mieć już wątpliwości, że Hrabiowie właśnie ustawili się na pasie startowym do lotu po końcowy tryumf w turnieju i że będzie to podróż iście odrzutowa. Wprawdzie Trener Demollari na pomeczowej konferencji podkreślał, iż trudy zbliżającego się wielkimi krokami sezonu w SLP powodują, że w finale nie może sobie pozwolić na walkę na całego, a jednak wprawne oko dostrzegło na jego twarzy dyskretny uśmiech, który świadczył o tym, że sam nie wierzył w to co mówi.

7xN0DGgc.jpg
Leszek de Ruth (po prawej) gratuluje Timanowi Demollari (po lewej) awansu do finału.


Margońskie Konie - Synowie Wandy, stadion im. Cesarza Jakoba w Zielnyborze

W drugim z półfinałów, rozgrywanym na stadionie Cesarza Jakoba w Zielnyborze, zmierzyły się ze sobą ekipy Margońskich Koni i Synów Wandy. Podobnie jak pierwsze ze spotkań półfinałowych , również to miało swojego zdecydowanego faworyta - wandejską ekipę trenera Michaelusa. Opiekun Świeckich od początku turnieju nie krył zresztą, że jego celem jest zdobycie Pucharu Króla Teutonii, więc Konie nie mogły oczekiwać jakąkolwiek taryfy ulgowej.

Świadomy trudów meczu opiekun Margończyków zdecydował się na bardzo zachowawczą taktykę. Ustawienie autobusu we własnym polu karnym, bo tak trzeba nazwać grę w systemie 442 z bardzo defensywnym nastawieniem, wskazywało, że Teutończycy będą próbowali przetrwać mecz bez straty bramki czekając na jakiś cud lub pojedynczy błąd Synów. O ile podejście Tytusa Aurelisza-Chojnackiego nie mogło specjalnie dziwić, o tyle lekko zaskakujące było, że również Świeccy, mimo sporej przewagi, podeszli do rywala z dużym szacunkiem, decydując się na ostrożne 451.

Jeżeli ktokolwiek przed meczem jakiekolwiek wątpliwości co do tego, jak będzie przebiegała ta konfrontacja, to już pierwsze minuty powinny pozbawić go złudzeń. Jeśli porównalibyśmy spotkanie obu ekip do czołowego zderzenia pojazdów to Synowie byliby tu niczym samochód ciężarowy marki 'Star' obciążony dodatkowo naczepą pełną buraków cukrowych, zaś Konie jak cinquocento w holenderskim gazie. Wynik takiej kolizji mógł być tylko jeden. Synowie od pierwszego do ostatniego gwizdka całkowicie zdominowali ten mecz.

W 18 minucie Dimitrij Tyurikov posłał dokładne podanie niepilnowanemu w polu karnym Pżepżechowiczowi, ten zaś nie myśląc wiele spojrzał tylko jak ustawiony jest bramkarz Koni i huknął dokładnie w przeciwną stronę bramki. Matejko nie miał szans tego obronić, było 0:1. O ile pierwsza bramka dla Synów nie obciąża konta golkipera Teutończyków, o tyle druga była już w dużej mierze jego zasługą. W 60 minucie po dosyć lekkim strzale Frolijka, wyraźnie zdekoncentrowany Matejko zamiast złapać piłkę wypiąstkował ją tak niefortunnie, że przeleciała ona nad bramką i wyszła na rzut rożny. Do wykonania stałego fragmentu gry podszedł Manuel Eleder, rzucił okiem na to jak ustawieni się kotłujący się w polu karnym piłkarze obu ekip, podniósł wysoko prawą rękę, pokazując kolegom trzy środkowe palce, co miało wskazywać, który wariant rozegrania wybierze i po krótkim rozbiegu posłał mocną dosyć płaską wrzutkę w pole karne, wprost na kolano wbiegającego w pole karne Mosleya. Piłka odbiła się od nogi wandejskiego obrońcy i wylądowała tuż pod poprzeczką bramki Matejki. Było 0:2.

W 62 minucie meczu na boisku pojawił się Marcelino Armenta, zastępując Manuela Eledera i to właśnie on był architektem trzeciego i ostatniego w tym spotkaniu gola. W 84 minucie Wandejczyk wygrał pojedynek w środku pola, przejął futbolówkę, w brawurowy sposób zatańczył z nią, balansując ciałem na prawo i lewo, jakby w rytm słyszanej jedynie w swojej głowie samby, z pełną gracją ominął dwóch piłkarzy Koni - którzy nie tylko nie śmieli mu przeszkodzić, wyraźnie urzeczeni tym niecodziennym spektaklem, ale nawet jakby lekko cofnęli się, nie chcąc zepsuć popisu wandejskiemu maestro - i gdy wydawało się, że Wandejczyk za chwilę zdecyduje się na strzał z dystansu, ten leciutko, zewnętrzną stroną prawej nogi, podciął piłkę wprowadzając ją w rotację, a ta obracając się wokół własnej osi, dostojnie wzniosła się w górę i zakręcając lekko poszybowała wprost na głowę Dmitrija Tyurikova. Tyurikov nie miał wprawdzie najłatwiejszego zadania, gdyż główkowanie podkręconej piłki ma to do siebie, iż trajektoria oddawanego strzału jest dosyć przypadkowa, tym niemniej, najwyraźniej dobry Wanda sprzyjał mu tego dnia i futbolówka zatrzymała się łopocząc w siatce strzeżonej przez Matejkę bramki.

1L80c0tL.jpg
Synowie Wandy świętują wygraną. W środku zdobywca bramki Dmitrij Tyurikov



Wielki Finał

RVT Hrabia Ruhnhoff – Synowie Wandy, stadion im. Bohaterów Maja w Srebrnym Rogu

Finał Pucharu Króla Teutonii rozegrany został 14 lutego 2018 r. na stołecznym stadionie im. Bohaterów Maja w Srebrnym Rogu.

Na przedmeczowej konferencji prasowej obaj trenerzy deklarowali otwarcie, że znaleźli się tu by odnieść końcowe zwycięstwo. Zdecydowanie śmielej robił to opiekun Synów Wandy, Michał Michaelus, który buńczucznie podkreślał, że Świeccy, jako drużyna wprawiona w pucharowych wiktoriach, powinna bez trudu zagarnąć puchar. Trener Demollari był trochę bardziej wyważony. Oczywiście, nie zaprzeczał, że chciałby wygrać, ale jednocześnie wskazywał, że priorytetem dla jego drużyny jest dobre przygotowanie się do sezonu, w związku z czym nie zamierza pozwalać sobie na jakieś szczególne szaleństwa.

O ile 'na papierze' i wśród bukmacherów faworytami byli Synowie, o tyle większość kibiców trzymało kciuki za zwycięstwo broniących honoru Teutonii Telewizorków. Chłodny stosunek dla wandejczyków wzmógł się jeszcze bardziej po fatalnej gafie popełnionej przez Michała Michaelusa na przedmeczowej konferencji prasowej. Trener Wandejczyków spytany przez dziennikarza Głosu Teutonii o to, czy nie wahał się przed przyjęciem zaproszenia do udziału turnieju, stwierdził, że w ostatnich sezonach synowie bardzo polubili rozgrywki pucharowe, więc gra Pucharze Króla Baridasu to dla niego prawdziwa przyjemność. Mina dziennikarza oraz zgromadzonych na konferencji oficjeli mówiła sama za siebie – do takiej pomyłki nie powinno dość, a już na pewno nie w Teutonii. Wprawdzie opiekun Synów natychmiast poprawił się, ale złe wrażenie pozostało. Teutończycy potraktowali błąd jako potwarz, a Świeccy mogli być pewni, że dwunasty zawodnik, jakim będą trybuny Bohaterów Maja, przyodzieje niebiesko czarne barwy klubu z Ruhnhoff.

Gdy dochodziła 19:30, czyli godzina rozpoczęcia meczu, stadion w Srebrnym Rogu był wypełniony po brzegi. W loży honorowej zasiadł sam Król Teutonii – Jego Królewska Mość Andrzej Fryderyk.

2jm0pNnh.png
JKM Andrzej Fryderyk pozdrawia zgromadzonych na stadionie poddanych


Trener Demollari, mimo tonujących nastroje przedmeczowych zapowiedzi, nie tylko desygnował do gry najsilniejszą możliwą jedenastkę, ale zdecydował się na dosyć ofensywne w charakterystyce ustawienie z trójką obrońców, piątką pomocników i dwójką napastników. Odpowiedzią na to ze strony wandejskiej była 'sprawdzona' w półfinałach taktyka 4-5-1 obliczona na ostrzeliwanie zza linii pola karnego brami Teutończyków.

Pierwsze 45 minut teutońsko-wandejskiej konfrontacji stanowiło typowe rozpoznanie przeciwnika w boju i nie dostarczyło zbyt wielu emocji. Lekką przewagę w posiadaniu piłki miało RVT, co więcej, to właśnie Teutończycy zdołali oddać dwa strzały na bramkę rywali, ale próby te sklasyfikować należałoby raczej jako lekką rozgrzewkę dla debiutującego w bramce Świeckich 25-letniego Gufrona Kido (sprowadzonego za niebagatelną kwotę ponad 8 095 800 mln engelsów i ochrzczonego przez wandejskich kibiców - Jaszynem z Sosnowca) niż prawdziwe wyzwanie.

5ebrH82F.jpg
Michał Michaelus na ławce trenerskiej wciąż czuje lekki niesmak po popełnionej gafie.


Kluczowymi dla losów meczu okazały się decyzje personalne podjęte w przerwie oraz drugiej połowie spotkania przez trenerów obu ekip. Timan Demollari postawił się na jedną, za to dosyć kontrowersyjną zmianę. Opiekun Telewizorków zdecydował się odesłać na ławkę bohatera półfinałowego meczu oraz turniejowego lidera klasyfikacji strzelców – Giacomo Gucciego - którego najwyraźniej przytłoczyła ranga meczu i rozgrywał w pierwszej połowie wyjątkowo bezbarwny występ. Młodego Teutończyka zastąpił doświadczony 35-letni Darcy Every.

Zdecydowanie większe roszady kadrowe wnastąpiły w składzie Wandejczyków. W 55 minucie napastnik Lionel Burlett został zastąpiony przez Philipa Strandmana. W 60 minucie Leigh Mosley ustąpił miejsca Ioanowi Husowi. W 70 obrox Nikitę Chistyakova zmienił Vitali Grabar, zaś w 80 za pomocnika Manuela Eldera na murawie pojawił się Marcelino Armenta.

Tak wiele zmian dodało wprawdzie Świeckim sporo świeżości, dzięki czemu byli w stanie lekko zabiegać przeciwnika i przechylić szalę posiadania piłki na swoją stronę, ale z drugiej strony odbiło się również na ich zgraniu. Nowi wandejscy piłkarze, bez odpowiedniego wyczucia rytmu meczowego, nie byli w stanie - z tak żelazną jak ich koledzy precyzją - zachowywać narzuconej przez trenera dyscypliny taktycznej.

Zemściło się w 87 minucie gdy podczas wyprowadzania szybkiego kontrataku przez piłkarzy Telewizorków Vitali Grabar złamał linię spalonego swojej drużyny. Wykorzystał to Czesław Pinda uruchamiając dokładnym, prostopadłym podaniem podaniem Benedetto Pinardiego, który widząc jakim prezentem obdarowała go obrona przeciwnika, pognał w stronę bramki Kido, wbijając się już po chwili pole karne Świeckich niczym pocisk w żel balistyczny i widząc kątem oka, iż główny winowajca - Vitali Grabar – chcąc naprawić swój błąd, gna co tchu z obłędem w oczach w jego stronę i lada chwila go dopadnie, spojrzał jak ustawiony jest bramkarz Synów, pochylił się do przodu, zacisnął mocno usta i powieki tak jakby chciał wycisnąć ze swojego ciała cała energię i skumulować ją w tym jednym punkcie na swojej stopie i strzelił.

Pierwszym, co do niego potem dotarło, był ryk tłumów zgromadzonych na stadionie Bohaterów Maja. Dopiero potem, gdy podniósł głowę i otworzył oczy, które potrzebowały chwili by zgrać się z błędnikiem i zacząć świadomie rejestrować rzeczywistość, zobaczył podnoszącego się z murawy Kido, całego czerwonego, spoconego, ze skrzywionymi w kwaśnym grymasie ustami i piłkę nieruchomo spoczywającą w bramce wandejczyków. Złoty gol, nagła śmierć, granica między niebem a piekłem - to musiało być decydujące trafienie i takie właśnie było.

Q35FT5WC.png
Benedetto Pinardi celebruje zdobytą bramkę.

Kilka minut później sędzia Dick Tator zakończył spotkanie i na kartach teutońskiego futbolu zapisała się nowa historia. RVT Hrabia Ruhnhoff został pierwszym tryumfatorem Pucharu Króla Teutonii.

Bezpośrednio po meczu odbyła się dekoracja zwycięzców. Trener Demollari i jego piłkarze zostali udekorowani przez Jego Królewską Mość pamiątkowymi medalami, odbierając dodatkowo nagrodę pieniężną za zwycięstwo w wysokości 40 000 libertów. Również dodatkowa nagroda dla króla strzelców imprezy w wysokości 10 000 libertów powędrowała do piłkarza Hrabiów – Giacomo Gucciego.

UV0D3h3u.jpg
JKM Andrzej Fryderyk bezpośrednio po dekoracji zwycięzców świętuje z nimi historyczny sukces.
Dotacje
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Ten komentarz czeka na serca.
Ignacy Urban de Ruth, 23.02.2018 r. o 15:31:27
Wymagana mała poprawka: opóścił ;)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Szymon de Canterville, 23.02.2018 r. o 15:54:00
Gratuluję. Było mi miło uczestniczyć w stawce tak prestiżowego turnieju.
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Ignacy Urban de Ruth.
Michał Michaelus, 23.02.2018 r. o 17:26:02
Szkoda tego finału. Tak blisko...
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Ignacy Urban de Ruth.
Timan Demollari, 23.02.2018 r. o 18:52:24
Ponownie — epicka relacja.

Pozostaje jeszcze raz podziękować prezesowi Federacji Piłkarskiej Królestwa Teutonii Vanderleiowi Bouboulina-à-la-Triste za tak wspaniałą oprawę rozgrywek i Jego Królewskiej Mości Andrzejowi Fryderykowi oraz Jego Książęcej Mości Robertowi Fryderykowi za patronat nad imprezą. Aż się chce rywalizować!

Puchar może i towarzyski, ale dla mnie osobiście wiele znaczy. Bardzo się cieszę, że przeszliśmy do historii jako pierwsi zwycięzcy.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Gotfryd Slavik de Ruth, 25.02.2018 r. o 15:34:28
Hrabiowie to duma Enderasji i Ruhnhoff; ten finał to ogromny sukces i prestiż. Do tego wybrana z taką drużyna to perfekcja, w pełni zasłużona wygrana. Chwała wygranym i szacunek dla pokonanych. Stworzyliście spektakl i za to wam gratuluję :)
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany