Jakub Bakonyi
Komentarze
Dziękuję za rzetelny raport. ;)
Wszystko fajnie, ale 2 z 3 ww. twierdzeń opiera się na założeniu, że faktycznie było/mogło być naruszenie III RP. Oczywiście, założeniu dotąd niepotwierdzonym.

Generalnie Autor stawia takie tezy:
- osoba fizyczna nie może sobie swobodnie przeprowadzić aukcji na stronie Sarmacji
- jeśli taka aukcja zostałaby przeprowadzona, to uznano by, że Księstwo Sarmacji (administrator strony) prowadzi działalność gospodarczą
- w takim wypadku administrator narusza prawa gospodarcze RP (przypominam: to usługobiorca tj. user przeprowadził aukcję), prowadzi nielegalną działalność gospodarczą
- w takim wypadku strona, na której przeprowadzono aukcję może zostać zablokowana przez funkcjonariuszy RP.

Czy Autor jest w stanie potwierdzić którąkolwiek z nich? Bo mnie się wydaje, że to jakaś paranoja. Ba! Gdyby były one prawdziwe, to byłbym nie tyle przestępcą, co przestępcą-recydiwistą.

Wystarczy wspomnieć, że kupiłem kiedyś za liberty w licytacji na Basea rysunek mar. Leszczyńskiego. Wiadomym jest, że taki rysunek ma pewną wartość do określenia w złotówach. To znaczy, że złamałem prawo? Dalej - jeśli sprzedałem towar T na forum X, to rozumiem, że administrator forum X ma przerąbane? (cóż, licytacja to też forma sprzedaży)

Inna sprawa jest taka, że z tego, co zrozumiałem, to JKM jako administrator strony uniemożliwił dostęp do treści artykułu nie dlatego, że doszukał się bezprawności, ale z zupełnie innych pobudek. Skąd więc ten wątek łamania prawa?

Nietrudno się też przyczepić do tezy, że jak są pieniądze, to jest zepsucie. A jak nie ma pieniądza, to nie ma zepsucia, czy tak? Cóż za ignorancja... Otóż nie wydaje mi się, by łączenie mikronacji z pieniądzem realnym z góry przesądzało jakikolwiek los tejże mikronacji. Można snuć podejrzenia, spekulować, ale nie widzę podstaw do tego, by cenzurować.

Coś mętna ta doktryna...
Pupka: "jak już pracujesz, to twoje dzieło staje się własnością wspólną i twórca podlega takim samym wspólnie ustalonym zasadom jak wszyscy inni"

Pełna zgoda.
A co się tyczy realnych autorskich praw majątkowych, to ja - jako obywatel - odnoszę całkiem uzasadnione wrażenie, że w co najmniej tym jednym przypadku służą one jako narzędzie do manipulacji... Pardon, ale inaczej tego zinterpretować nie potrafię.
PS. Nagrody wypłacone.
Calisto, masz rację, nie jest to odpowiednio zaakcentowane. No ale jednak znak maryjny w herbie zobowiązuje. ;D
Ja rozumiem - narracja. Ale bez przegięć...
Jeżeli chodzi o zjazd,to zostałem przekonany - jestem pedałemi nie boję się do tego przyznać!
Potwierdzam. ;)
Zabrakło chyba tylko praktycznych, skonkretyzowanych przykładów zastosowania argumentum ad nucleus. ;)
"Ustawa normuje sprawy oficjalnego uznania urzędowej mapy Księstwa, zarządzania nią przez JKM, własność miejscowości, przynależność terytorialną oraz jej lokację na mapie oraz prawa do miejscowości i prowincji historycznych."

Jakie konkretne pomysły ma SKR na unormowanie powyższych kwestii?
Ja liczę szczególnie na to powiązane logowanie, bo LastPass mi się wywala i albo na ZW, albo na FC muszę się logować ręcznie (dziwnym sposobem rozpoznaje jedno i drugie jako integralną całość...)
Również gratuluję. ;D
Postulaty autora, co do zasady, uważam za słuszne. Jednak metoda wydaje się już być zbyt radykalna. Nie sądzę, by była zgoda na odbieranie tytułów szlacheckich. Niezależnie od bieżącej aktywności lub nieaktywności tytuły szlacheckie za coś jednak były przyznawane i tym zasługom ujmować nie sposób. Myślę, że uwaga władz winna być raczej skierowana na mechanizmy obywatelstwa. Może utrudnić nieco ścieżkę odzyskiwania obywatelstwa osobom nieaktywnym? Np. wymóg czegoś na rodzaj usprawiedliwienia swojej nieaktywności? Wszak arystokrata czy szlachcic nieposiadający obywatelstwa i tak nie ma już głosu w sensie formalnym, niezależnie od wagi głosu przypisanej tytułowi. Można się jeszcze zastanowić nie nad odbieraniem, a nad zawieszaniem tytułu szlacheckiego. Możliwości w kierunku zawieszenia powinny być jednak ograniczone wieloma kryteriami.
Panu Kaniewskiemu radzę się następnym razem zastanowić. ;)
http://fc.sarmacja.org/viewtopic.php?f=106&t=5971&p=58539#p58539
Propsy.
Co prawda, to prawda! ;)
Za obciążający dla Markusa Iwanowicza należy uznać także fakt, iż wkroczył on swoją flotą naprzeciw mojej floty, by następnie podłym, nieznajdującym uzasadnienia w żadnym z morskich kodeksów zwyczajem złowić skrupulatnie wyczekiwaną przeze mnie ławicę ryb. Czyn ten godny jest potępienia. Kaw. Iwanowiczowi pozostaje bodaj tylko pokorna modlitwa i błaganie, by czyn jego nie odbił się sromotnie na majątku jego.
Za obelżywe i fałszywe należy uznać posłannictwo Markusa Iwanowicza. Naówczas, kiedy hr. Bakonyi przystępował bowiem do walki, wszelkie znaki na niebie i morzu głosiły jasno: trzydzieści i trzy. Takim oto zdrowiem cieszyć miał się Markus Iwanowicz. Czy zatem za schorowanego i konającego należy uznać woja, któremu na 10 części przysługują wciąż 3 części świętego błogosławieństwa? Przeto hr. Bakonyi, władając równoliczną <i>vis vitalis</i>, nie więcej niż kilka klepsydr wcześniej zdolny był jeszcze pojedynkować się przeciwko orężowi diuka Kowalczykowskiego czy hr. Wiśnickiego, a Markus Iwanowicz śmie się wzbraniać przed drobną potyczką? Czy wobec tego cnotę wiarygodności przypisać można żalom, lamentom i krzykliwym utyskiwaniom Markusa Iwanowicza? Wątpliwe. <br />
Przeto ja, widząc Markusa Iwanowicza utwierdzonego we wsi Dahrim, podjąłem się ostrzału nie dlatego, coby mu uczynić krzywdę czy szkodę z tytułu własnego widzimisię, lecz w ramach swoistej lekcyi dobrych manier, a taka — zaiste — by się mu przydała. Gdzież był bowiem ojciec, gdy jego syna na byle tratwie podejmowano gwałtem i przemocą...?
(usunięto)
To chyba tylko z relacji uczestników na tę chwilę można wywnioskować. Xi Iwanowicz-Chojnacki rzeczonego dnia, w późnych godzinach nocnych przebywał na wodach przybrzeżnych Bytowa, gdzie oddał się spoczynkowi. Hr. Wiśnicki z tegoż miasta Bytowa wypłynął w morze i zaatakował Iwanowicza-Chojnackiego. Traf chciał, że ja w tym czasie, w towarzystwie swoich kompanów i swojej służby pokładowej, piłem piwo w jednym z bytowskich szynków, gdy ktoś krzyknął znienacka: "Pali się!". Wybiegłem czym prędzej na zewnątrz i ujrzałem na horyzoncie płonący okręt Iwanowicza-Chojnackiego. Wielce mnie to rozsierdziło, takaż przemoc rządzącego wobec, zaiste, bezbronnego obywatela. Takoż postanowiłem podjąć pościg za hr. Wiśnickim, coby mu zadośćuczynić za haniebny występek. Jakem się rychło przekonał, miał to być długi pościg przez sarmackie krainy, bowiem — jakoby w okamgnieniu — hr. Wiśnicki, pędząc w popłochu, zbiegł do Grodziska. Przejechałem więc koleją żelazną kolejno z Bytowa do Ciudad de Bravo, z Ciudad de Bravo do Almery, z Almery do Czarnolasu. Przebyłem morza, przebyłem pustynie, przebyłem i puszcze. Tam, w rodzimym Czarnolesie, gdym już paść miał na pysk z wycieńczenia, rzekłem do siebie: "U kaduka, NIE MOŻE BYĆ!", zaparłem się, sprężyłem i rzyć spiąłem w troki. Pospieszyłem ku dworcowym podwojom, gdzie zakupić mi było dane ostatni bodaj bilet na ekspres do Grodziska. Gdym znalazł się już u progu Kancelarii Kanclerza, a było to około godziny pierwszej, minut trzydzieści jeden, wyzwałem hr. Wiśnickiego na pojedynek, zdawałoby się, ostateczny. Takimż sprytem go podszedłem, zamachnąłem się nań swym Wierzycielskim Mieczem, ażżem go zmiótł z ziemi doczesnej. Tak oto zadość sprawiedliwości uczyniłem.
Chwała Poecie!
Oj tam, oj tam. ;P
Bezbłędne.
Jestem ciekaw, co kierowało Księciem, kiedy ustalał limit akurat na te 16 h. :D
To był chyba Ekspres Polarny, bo ja żadnych pociągów na swoją linię jeszcze nie wpuściłem. :D
www.goniec.sarmacja.org
Kopę lat!
Myślę, że nazwa "Goniec" jest jednak nietrafiona. W popkulturze sarmackiej funkcjonuje 1 "Goniec" i jest nim "Goniec Czarnoleski", żywy nawet mimo trwającej właśnie zapaści. ;)