Niezależna Agencja Mediów, Peter West, 26.01.2018 r. o 21:58
Peter West w Teutonii

8817379_NAMpolitykakrajowaPNG.png

P8z4d69S.png

W piątek (26 stycznia 2018 roku) kandydat na kanclerza Księstwa Sarmacji - Peter West, spotkał się z mieszkańcami Teutonii.

Poniżej prezentujemy tekst wystąpienia:
Cytuję:
Szanowni Obywatele Teutonii!
Dzisiaj kończąc moją podróż po Sarmacji w ramach pierwszej tury wyborów na urząd kanclerza Księstwa Sarmacji odwiedzam Was - Drodzy Teutończycy.
Teutonia to niewątpliwie region dobrze rozwinięty, w którym również proszę o pomoc Was - Obywateli. Mój rząd będzie rządem obywatelskim, słuchającym ludzi.

Dzisiaj chce przedstawić Wam skład mojego rządu.
Minister Spraw Wewnętrznych - Konrad Jakub Arped-Friedman,
Minister Finansów - Jan Zaorski,
Minister Spraw Społecznych - Krzysztof Hans van der Ice,
Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego - Matheos Wielkopolitański.

W swoim rządzie stawiam na młodych. Stąd kandydatura na urząd ministra kultury Matheosa Wielkpolitańskiego. To młody energiczny człowiek, który zapewne przy osobach bardziej doświadczonych nabierze doświadczenie, dzięki czemu w przyszłości będzie wzorowym obywatelem.
Mój rząd to rząd równowagi - doświadczeni politycy jak i młode osoby.
Wszyscy będziemy dążyli do jak najlepszego wypełnienia woli obywateli.

Jako priorytety stawiam debatę nad Sejmem, debatę na temat znalezienia rozwiązania w sprawie aktywności. Przyjrzeć się też chcę wyborom, a mianowicie sile głosu i aspektu łamania równości przez to prawo.
Poza tym podtrzymuję postulaty jakie zaproponowałem w programie mojego kanclerstwa.
Spisuję także Wasze uwagi - drodzy obywatele, tak by ostateczne ogłoszenie moich planów w expose było jak najbardziej spójne z Waszymi głosami i pragnieniami.

Dziękuję za bardzo miłe przyjęcie i do zobaczenia przy urnach, już od jutra.
Liczę na Was głos; liczę na Twój głos!
Peter West na Kanclerza dla obywateli!

Peter West prowadzi jedną z najaktywniejszych kampanii w tych wyborach kanclerskich. Spotkał się we wszystkich regionach Sarmacji z ich mieszkańcami.
Oby jak najwięcej takich kandydatur z takim zapałem w kampanii wyborczej.

8817542_NAM2018PNG.png
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
3 081,00 lt
Ten artykuł lubią: Konrad Jakub Arped-Friedman, Matheos Wielkopolitański.
Komentarze
Prokrust Zombiakov
A dla mnie (hipotetycznie) by się coś znalazło w Rządzie ?
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
Ci sami @KonradFriedman i @Camel, którzy kandydują na urząd Kanclerza…?
Odpowiedz Permalink
Prokrust Zombiakov
Właśnie czuję się pominięty. Ale bardzo miło będzie jeżeli najaktywniejsi kandydaci potem spotkają się w czyimś rządzie ;)

Mówię to mając świadomość , że np. osobiście nie mam składu :)))
Odpowiedz Permalink
Konrad Jakub Arped-Friedman
@Helwetyk tak, ci sami. Nie widzę powodu dla którego miałbym odmówić kontrkandydatowi ewentualnej pomocy jeżeli o nią prosi. Współpraca ponad podziałami to coś, do czego powinniśmy równać w Sarmacji.

Dla informacji — w moim ewentualnym rządzie również mam osoby, które biorą bierny udział w tych wyborach.
Odpowiedz Permalink
Tytus Aureliusz-Chojnacki
@KonradFriedman

Jaki jest w związku z tym sens wyborów, skoro niezależnie od nich w hipotetycznym rządzie spotkamy tak czy siak te same twarze?

Równać w Sarmacji powinniśmy do prawdziwej wielości ugrupowań politycznych, które - mając własne wizje rządzenia i pomysły - ze sobą rywalizują. Symulujemy przecież realną politykę, która do tego się sprowadza. Mogę się zgodzić, że w chwili obecnej sytuacja zmusza nas to tego żeby kandydaci ze sobą współpracowali (po wyborach), ale na pewno nie powinno być to naszym celem.
Odpowiedz Permalink
Ignacy Urban de Ruth
@Tytus Szwajcarem to Pan nie zostaniesz :)
Odpowiedz Permalink
Guedes de Lima
Czym będzie zajmował się resort ds. spraw społecznych?
Odpowiedz Permalink
Prokrust Zombiakov
@Tytus - wszystko zależy od skali. Jak jest 50 aktywnych obywateli to ile można z tego rzadów złożyć ? Jak dobrze pójdzie to 2 średnie - ale lepiej jeden plus rezerwowi.

Poza tym, wydaje mi się, że wybór Kanclerze (i rzadu) w oderwaniu od wyborów sejmowych dodatkowo nie sprzyja partyjnym rzadom. Rzad musi być w stanie współpracować z dowolnym składem sejmu - cokolwiek się urodzi.
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@Zombiakov W przypadku technokratycznego (to nie jest z mojej strony samo w sobie pejoratywne sformułowanie) rządu, jasne. Z tym, że na odcinku politycznym rezultatem będzie zgniły kompromis i przypadkowe ustawodawstwo. Przy pięćdziesięciu aktywnych obywatelach można spokojnie złożyć trzy przyzwoite rządy. Na marginesie, skoro już eksperymentowaliśmy z prawie wszystkim, może nadszedł czas na eksperyment z Sejmem jako radą nadzorczą? (To nie jest tendencyjne pytanie, autentycznie się zastanawiam).

Że odrębne wybory (w połączeniu z jednoosobowymi komitetami i ogółem niskimi barierami wejścia) nie służą rozwojowi formacji politycznych, to odrębny temat.
Odpowiedz Permalink
Tytus Aureliusz-Chojnacki
Zgadzam się w pełni. Jesteśmy w takiej sytuacji w jakiej jesteśmy i mamy to co mamy.

Dla mnie system partyjny powinien działać niezależnie od ustroju politycznego. Modelowo Kanclerz (niezależnie od tego jak się go wybiera) powinien mieć zaplecze partyjne, które następnie startując w wyborach do Sejmu może go wspierać ustawodawczo lub, jak przegra, nie.
Odpowiedz Permalink
Konrad Jakub Arped-Friedman
@Helwetyk @Tytus pozwolę się z PT Panami nie zgodzić, a to z jednej i prostej przyczyny. Zakładacie Państwo od razu rząd technokratyczny albo koalicję polityczną. To nie jest współpraca w Sejmie, gdzie kompromis i umowa JEST PUNKTEM WYJŚCIA, od którego zależy stabilność gabinetu, a wobec tego, należy iść na "zgniłe kompromisy". Nie będzie "przypadkowego ustawodawstwa", bo jak miałoby być, gdy w przypadku problemów na gruncie współpracy rządowej, Kanclerz po prostu kogoś dymisjonuje? W systemie parlamentarno-gabinetowym takie obawy miałyby sens, ale póki co tego typu zarzuty, biorąc pod uwagę sytuację w jakiej znajduje się obecnie Sarmacja, to trochę sabotaż.

Nie możemy przesadzać w drugą stronę, gdzie kiedy ktoś pyta, czy najzwyczajniej w świecie mu pomogę — bez określania warunków, bez docierania programu, bez kompromisów, w skrócie - na warunkach osoby która prosi — to nie widzę potrzeby odmawiania w imię zasady, że jesteś moim wrogiem.

Czy wobec tego jeżeli wygram, powinienem na propozycję współpracy z JKM odpisać mu "pie*dol się"? Czy robić czystki w imię walki politycznej?

Nie przenośmy tych złych standardów z reala, bo jeżeli przyjąć że mamy aż tak wiernie - a przy okazji sztucznie - symulować scenę polityczną, to tym sposobem jestem kandydatem idealnym, bo przecież mam wyrok w Trybunale gdzie zostałem osądzony za manipulacje przy wyborach. Czyli realna polityka pełną gębą.

Można stworzyć nawet 50 rządów, tylko w praktyce jest o wiele inaczej, a ludziom się zwyczajnie nie chce. Jeżeli ktoś jest zaangażowany i pełny zapału, to dlaczego marnować ten potencjał? Betonowanie i czystki to przesada w drugą stronę. A to tym bardziej nie ma sensu, że jak pisałem, to nie jest współpraca polityczna w obiegowym tego słowa znaczeniu. Jeżeli mam współpracować z kimkolwiek, na jego warunkach, mając do realizacji konkretny cel - który akurat jest spójny czy podobny do mojego - to czemu się nie zgodzić? Jeżeli coś nie będzie nam pasowało, to się rozstaniemy.

To raz, bo dwa — w stronę takiego rządu technokratycznego będę równał w tej kadencji, gdyż cel mam jeden, a do tego potrzeba powszechnej zgody i współpracy - demografia. To załatwimy albo technokratycznym rządem, albo żadnym.

Ostatnim czasy dość było komentarzy, w których oskarżano kolejne gabinety o zbyt duże politykowanie, a za mało konkretów. O podziały i nieumiejętność prowadzenia dialogu. Domagano się kogoś, kto nie będzie właśnie politykował, ale zrealizuje konkretny program który przysłuży się wszystkim. I taki czas właśnie powoli nadchodzi.

Symulacja polityki dla samej symulacji polityki wychodzi już wszystkim bokiem, bo efektów z tego nie ma żadnych.
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@KonradFriedman Jestem na drugim biegunie postulatu polityki dla polityki (biorę poprawkę na to, że to pojęcie jest różnie definiowane). Uważam, że jeżeli kandyduje się w wyborach, to kandyduje się w konkretnym celu, choćby celem tym było utrzymanie status quo. Wspomniana polityka demograficzna to nadal polityka.

W tych wyborach mam (rzadki dla siebie, gdy jestem obecny) luksus bycia komentatorem z zewnątrz i wymądrzania się, co bym zrobił na miejscu rządu. Rozumianego nie wąsko, jako Rada Ministrów, a jako faktyczny — oby zaistniał — ośrodek władzy. Z jednym, jedynym wyjątkiem dla sposobu wyłaniania tego ośrodka władzy, a i to pozostawionym na środek, jeżeli nie koniec kadencji, konsekwentnie nie zajmowałbym się finansami, gospodarką, kulturą czy próbą reaktywacji martwych instytucji (oprócz jakkolwiek rozumianego IES, gdyż rzeczona demografia). Co mogłoby zostać zautomatyzowane, jak postuluje @Zombiakov, zostałoby zautomatyzowane, co mogłoby zostać zlecone prowincjom, zostałoby zlecone prowincjom. Uznanie, że skupiamy się na polityce demograficznej i konsekwentne odrzucanie wszystkich propozycji, które nie służą jej realizacji — choćby po to, by nie tracić na nie cennego czasu — to także polityka.
Odpowiedz Permalink
Tytus Aureliusz-Chojnacki
@KonradFriedman

Tak jak pisałem wcześniej, rozumiem że w chwili obecnej sytuacja w Sarmacji zmusza kandydatów do współpracy. I to jest pierwsza sprawa. Osobiście nie robiłbym tego jednak w tak jaskrawy sposób (poprzez prezentowanie jako kandydata na własnego ministra innego kandydata na Kanclerza), gdyż według mnie to niszczy trochę istotę wyborów kanclerskich. Skoro tak ważne dla kandydata jest po prostu działanie na rzecz demografii, to dlaczego od razu nie utworzył Pan wspólnego komitetu z panem Westem? Jednak, jak wspomniałem, rozumiem to i traktuję to jako sprawę drugorzędną.

To do czego się uczepiłem to twierdzenie kandydata to coś takiego powinno być naszym celem w Sarmacji w ogóle. I z tym się nie zgodzę. I powtórzę co wcześniej. Celem naszym powinno być symulowanie realnej polityki, poprzez tworzenie partii politycznych, debatowanie nad swoimi planami i wszystko to co się z tym wiąże, a o czym nie muszę pisać. Kandydat na Kanclerza powinien być kandydatem przedstawianym właśnie przez ugrupowanie, który następnie rywalizuje z innymi kandydatami z przeciwnych obozów.
Odpowiedz Permalink
Konrad Jakub Arped-Friedman
@Helwetyk właśnie problem w tym, że widzicie politykę tam, gdzie jest jej mało.

Przychodzi młody człowiek do mnie, chce zostać kanclerzem. Niestety, nigdy nie miał nawet posady w rządzie czy poważniejszego urzędu. Ma określony program, jednak brak mu doświadczenia i zwyczajnej wiedzy jak go zrealizować.

Pisze mi wiadomość z pytaniem, czy gdyby mu się udało wygrać, byłbym w stanie mu trochę pomóc. Nie chodzi o dobijanie targów politycznych, kompromisów, dogadywanie programów. Nie mam z nim bawić się w politykę. Mam być swego rodzaju mentorem, który czasami podpowie, co i jak zrobić od technicznej strony. Jak przepchać ustawę w Sejmie, jak zrealizować wniosek złożony w Radzie Ministrów. Jak ma powołać swoich ministrów, która ustawa nakłada na niego takie a takie obowiązki et cetera. Jednocześnie ja w sposób prowadzenia polityki nie ingeruję, nie przepycham własnego programu pod stołem, nie angażuje się w nic poza to, co wchodzi w zakres mentora i doradcy. Kogoś, kto nie mówi CO ma zrobić, ale wyjaśnia JAK się do tego zabrać.

I rozumiem, że lepszym wyborem dla mnie byłoby odpisanie "radź sobie sam"?

I w drugą stronę, z perspektywy mojej. Tzn. Kanclerzem zostaję ja, biorę do rządu osoby, które również startowały w tych wyborach.

Jest grono osób, które chcą coś zrobić, ale nie mają doświadczenia. Chcą w przyszłości zostać szefami własnych rządów, ale a) póki co, sami sobie rady nie dadzą b) wiedzą o tym i wyborcy, którzy sceptycznie podchodzą do Kanclerzy-nowicjuszy.

W pewnych sprawach się zgadzamy, na przykład właśnie polityka demograficzna. Sposób wyboru Sejmu, Kanclerza, ustrój Księstwa, kwestia kodeksów trybunalskich, wizja prefektury w Sarmacji, polityka zagraniczna, stosunki z dworem — tutaj poglądy mamy różne i to wiemy. Ale właśnie polityka demograficzna i stosunek do edukacji i pozyskania młodych, to jest punkt wspólny. Mam kogoś, kto myśli w tym aspekcie podobnie i co najważniejsze - mam pewność, że będzie "zapieprzał" całe 4 miesiące, a nie po prostu grzał stołek bez konkretnych efektów, nie będzie mi robił hucpy pod stołem i nie zrezygnuje (bądź sam go nie odwołam z powodu lenistwa) po kilku tygodniach. Ta osoba skupia się na swojej tylko działce, reszta go nie obchodzi.

Dodatkowo, cała robota ma funkcję stażu - pokazuję jak coś przepchać przez Sejm, jak się pisze ustawy, na co powinien zwrócić uwagę jako Kanclerz. A współpraca jest niezobowiązująca, bo to nie jest stricte koalicja gdzie ewentualny rozłam skutkowałby upadkiem gabinetu. Ot, jest to jest, nie ma go i się rozstajemy — wpływ na stabilność rządu i program który mam do zrealizowania, wynosi równy zero. Jednocześnie realizuję 100% programu i nie idziemy na żadne kompromisy, bo to nie jest na zasadzie "pomogę w ministerstwie X, ale za to tę i tę ustawę którą napisałem masz wdrożyć, a ustawę Y którą napisałeś, masz wyrzucić do kosza".

I również rozumiem, że te podejście jest złe i nie powinienem nikogo takiego brać do swojego Rządu?

Problem polega na tym, że nie dostrzega różnicy WKW między mentorowaniem komuś w Rządzie, bez wpływania na program i przepychanie własnych pomysłów, tudzież oferowanie komuś quasistażu bez wpływu na politykę rządu, a koalicjami politycznymi z pełnoprawnymi politykami.

Co innego gdybym oferował układ pełnokrwistym graczom, co innego zwyczajna pomoc młodym. Kiedy próbowałem budować szerokie stronnictwo z von Thornem, to tak, wtedy WKW miałby pełną rację co do minusów takiej współpracy. Ale w tym akurat przypadku, to nie ma absolutnie żadnego przełożenia. Nie można porównywać nieporównywalnego.

To jest zwyczajna pomoc i życzliwość, ponad podziałami. Nie deal polityczny, ale prośba o poradę i robienie za anioła stróża.

I myślę, że kiedy teoretyczny wróg tak po ludzku cię o to prosi w rozmowie prywatnej, to jest to dla kogoś takiego jak ja, całkiem przyjemne uczucie. Że ktoś wie, że może się do ciebie zwrócić i spośród całej gamy kandydatów, pisze właśnie do ciebie. A jeszcze fajniejsze jest to, że możemy w takich właśnie przypadkach po prostu bezinteresownie pomóc, z czystej dobroci, bez, za przeproszeniem, pierdolenia o polityce.

Jak dla mnie, to tego typu przypadki to rzecz absolutnie pozytywna. I nie gasiłbym czegoś takiego już w zarodku. Myślę, że mimo wszystko ludzie to docenią, bo skorzystać możemy na tym wszyscy.
Odpowiedz Permalink
Konrad Jakub Arped-Friedman
@Tytus całość przedstawiłem wyżej — celem politycznym oczywiście nie powinno być, tylko jak wspomniałem w poprzednim poście - tutaj akurat polityki nie ma za dużo. A właśnie gdyby było, to bym ten wspólny komitet utworzył.
Odpowiedz Permalink
Matheos Wielkopolitański
Wskazanie mnie jako kandydata na ewentualnego ministra to dla mnie wielkie wyróżnienie. Dziękuje.
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@KonradFriedman Mam nieodparte wrażenie, że posługujemy się po prostu odmiennymi definicjami polityki. Polityka nie jest tożsama z politykierstwem w wydaniu telewizyjnym. Ale — do rzeczy.

„Przychodzi młody człowiek do mnie, chce zostać kanclerzem. Niestety, nigdy nie miał nawet posady w rządzie czy poważniejszego urzędu […]. Co innego gdybym oferował układ pełnokrwistym graczom, co innego zwyczajna pomoc młodym. Kiedy próbowałem budować szerokie stronnictwo z von Thornem, to tak, wtedy WKW miałby pełną rację co do minusów takiej współpracy” — myślę, że to stanowi istotę różnicy w naszych podejściach.

Wychodzę z założenia, że jeżeli ktoś decyduje się o ubieganie o najwredniejszy urząd w państwie, należy jego kandydaturę traktować stosownie do rangi tego urzędu, bez taryfy ulgowej. Jeżeli traktujemy kandydaturę poważnie, proponowana formuła rządu musi wydawać się nieco osobliwa. We wspólnym komitecie, o którym napisał @Tytus, nie byłoby niczego złego. Takich porozumień, na płaszczyznach, które są wspólne, przecież potrzebujemy, bo nikt nie jest w stanie rządzić ani nawet administrować w pojedynkę.
Odpowiedz Permalink
Marek von Thorn-Chojnacki
To chyba pierwszy kandydat ktory odwiedzil prowincję
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.