Głos Pusty, Konrad Jakub Arped-Friedman, 21.07.2018 r. o 12:25
Rezygnacja z urzędu Kanclerza
Seria wydawnicza: Propaganda

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Dzień dobry,

po ogłoszeniu decyzji na Ćwirku, dnia 18 lipca złożyłem na ręce JKM rezygnację z urzędu Kanclerza.

Wbrew kreowanej przez niektórych narracji, nie ma żadnego paraliżu Rady Ministrów. Z Kanclerzem i ministrami jest kontakt, wypełniają oni swoje obowiązki, zajmują się bieżącą administracją i podobnymi sprawami. Można mówić o chwili przerwy, jednak w ciągu całej mojej posługi na urzędzie od ponad już roku, robiłem sobie podobne nieformalne urlopy na kilka dni, w których nie robiłem zupełnie niczego w Sarmacji. Taka sytuacja jest i teraz — primo, ani nie opuszczam mikronacji, secundo, chwilowa absencja już się kończy. Z tego powodu, prosiłbym o nieprowadzenie nadzwyczajnych kroków właściwych dla sytuacji utraty kontaktu z szefem rządu i całkowitą niemożnością wykonywania przez niego swoich obowiązków. W obecnej sytuacji, apeluję o ograniczenie apokaliptycznych scenariuszy i nadużywania swoich kompetencji przez innych urzędników państwowych, uzasadniając to “paraliżem rządu”. Podobnie proszę o nieużywanie nadal tego pojęcia, które wprowadza w błąd.

Do czasu wyboru nowego Kanclerza, obecny gabinet będzie nadal wykonywał swoje obowiązki i aktywnie zajmował się bieżącymi sprawami. To, czego nie robił w ostatnich dwóch tygodniach, niezwłocznie nadrobi.

Co się zaś tyczy powodów rezygnacji, jak nakreśliłem wyżej, nie są to wyłącznie bądź głównie kwestie realiozy i bardziej lub mniej przymusowego opuszczenia Sarmacji. Owszem, jest to jeden z czynników, jednak wahania wolnego czasu, czasem o całkiem krytycznej amplitudzie, występowały u mnie od pierwszych dni w Sarmacji, a jednak jakoś udawało się zostać wśród żywych. Tym razem doszło kilka innych czynników, w tym stricte politycznych.

Po pierwsze, zmęczenie materiału. Według moich arkuszy, Kanclerzem jestem już 412 dni, co plasuje mnie na trzecim miejscu po JKM i JKW Piotrze Mikołaju (wliczając okresy rządów książęcych), dzięki czemu Karolina Aleksandra spadła na 4 miejsce z aż ponad setką dni do tyłu. Jest to zdecydowanie za dużo, tym bardziej uwzględniając fakt, iż są to w zasadzie nieprzerwane kadencje. Każdy kolejny dzień to minimalny spadek zaangażowania i chęci, który normalnie nie jest tak widoczny. Jednak tutaj działa zasada procentu składanego i coraz większej kumulacji negatywnych efektów wraz z czasem.

Dwa, oprócz osobistego spadku aktywności poniżej poziomu dodatniej efektywności krańcowej, której to krzywa nie tylko przyjęła już dawno ujemne nachylenie, ale w ogóle przybrała ujemne wartości, trzeba uwzględnić aspekt polityczny. Tego typu drastycznie długie, nieprzerwane rządy są zjawiskiem jednoznacznie negatywnym. Sprzyja to betonowaniu sceny politycznej i stagnacji. Trzeba co jakiś czas przewietrzyć pokój, żeby się w nim nie podusić. Spodziewałem się że nastąpi to podczas ostatnich wyborów, jednak ku zaskoczeniu wszystkich, tak się nie stało. Nie można tego jednak nadal odwlekać. Potrzebujemy nowego rządu jak tlenu, nieważne kto się w nim znajdzie i kto będzie nowym Kanclerzem. Bez względu na to jakim jesteś politykiem, w pewnym momencie przynosisz swoją obecnością więcej szkód niż pożytku. Odpowiedzialność rządu nie powinna ograniczać się tylko do kwestii sprawowania rządów, ale wzięcia pod uwagę tego, kiedy władzę oddać.

Ostatnim powodem jest to, że chciałbym skupić się na zgoła odmiennych celach w Sarmacji niż do tej pory. Przede wszystkim, jest to Baridas. Przez długi okres musiałem łączyć centralę z samorządem, gdzie w razie konfliktu wolnego czasu i zaangażowania między sprawami Sarmacji a Baridasu, wybierałem to pierwsze, nieustannie obiecując, że na Baridas przyjdzie w końcu czas. Ten czas wreszcie nadszedł.

Nie rezygnuję więc z uwagi na jakiś paraliż czy real, ale ze względu na sytuację polityczną i osobiste wypalenie się na urzędzie. Z Sarmacji nie odejdę, zajmę się natomiast wreszcie na poważnie Baridasem, a ponadto działalnością prasową, swoim lennem i szeroko rozumianą narracją i kulturą. Być może próba powrotu do Trybunału, ewentualnie Prefektury. Co z Sejmem i Rządem? Nie wykluczam, jednak jedynie jako szeregowy polityk pracujący na rzecz innego szefa i wykonując jego polecenia.

Ze swojej strony dziękuję za wspólnie spędzony czas i kilkukrotne dowody zaufania względem mnie. Przepraszam za to, czego zrealizować się nie udało i za rezygnację mimo jeszcze trzymiesięcznego okresu ważności mandatu społecznego do sprawowania rządów. W mojej jednak ocenie, zmiana na stanowisku wyjdzie i mnie osobiście, jak i całej Sarmacji na dobre.


Dziękuję

KJAF

Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
10 380,00 lt
Ten artykuł lubią: Helwetyk Romański, Krzysztof Czuguł-Chan, Andrzej Fryderyk, Albert Jan Maat von Hippogriff, Alfred Fabian von Tehen-Dżek, Erik Otton von Hohenburg, Albert Felimi-Liderski, Laurẽt Gedeon I, Stanisław Mostowicki, Bartłomiej Czapka, Peter West, Eddard Noqtern.
Komentarze
Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste
Abstrahując całkowicie od decyzji Kanclerza KJAF o dymisji i jej powodów, apeluje: w wyborach na bank zgłosi się któryś z 'młodych'. Dajmy mu wreszcie k**** szansę!
Odpowiedz Permalink
Albert Felimi-Liderski
@Vanderlei Ton tego komentarza wskazuje na to, że wybory kanclerskie w ostatnim czasie były zalewane kandydaturami młodych. Jak pokazuje jednak krótki research — to nieprawda. Myślę, że jeśli ujawni się jakiś sensowny, młody kandydat, to nikt nie będzie się dwa razy zastanawiał. W tym ja.
Odpowiedz Permalink
Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste
@Albert nie były zalewane, ale zazwyczaj, poza ostatnimi wyborami taki młody kandydat był. Z tego co pamiętam był nim Pan Peter West. Problem polega na tym, że - mam wrażenie - każdy młody kandydat, który chciałby być kanclerzem, nie zostanie przez ogół uznany za sensownego... Ja apeluje o to, żeby postawić wszystko na jedną kartę. Taki Kanclerz West to dla Sarmacji o wiele lepiej niż po raz n-ty kanclerz Rihanna, KJAF, Diuk K, czy inne zgrane dawno karty z sarmackiej talii.
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@Vanderlei Chyba każdy z wypalonych dziadów chciałby świeżej krwi u steru. Nie wpływa to w żaden sposób na to, że nie każda „nowa” kandydatura będzie z definicji dobra. Nie mieszajmy systemów walutowych.
Odpowiedz Permalink
Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste
@Helwetyk nie kazda, natomiast - co mamy do stracenia?
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@Vanderlei Kilka miesięcy. Ocena tego, czy to dużo czy mało, jest już mocno subiektywna.
Odpowiedz Permalink
Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste
@Helwetyk Mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że każda 'nowa' kandydatura będzie jakościowo gorsza (w tym - bardziej nieudolna politycznie) od 'starego wyjadacza'. Wierzę jednak, iż jednocześnie będzie to świetna szansa na wyjście poza naszą strefę komfortu. Takie otwarcie wszystkich okien na oścież w bardzo dusznej izbie. Owszem, zrobi się przeciąg, który pewnie porozwala papiery i stlucze drogocenny wazon po babci, ale jednocześnie będzie się dało znowu egzystować w tym pomieszczeniu bez ryzyka torsji.
Odpowiedz Permalink
Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste
@Helwetyk wytnijny z Sarmacji ostatni rok. Aż tak wiele się zmieniło? Kilka miesięcy to stosunkowo małe ryzyko. Umówmy się - jeśli eksperyment okaże się klapą, kandydat zrezygnuje raczej po kilku tygodniach.
Odpowiedz Permalink
Konrad Jakub Arped-Friedman
@Vanderlei ładnie nam się tutaj wymienia argumenty które neutralizują wady młodych kandydatów na najwyższe urzędy, ale ja oczekiwałbym czegoś więcej, czyli podanie ich zalet. Bo owszem, nie musi być tak źle jak się nam wszystkim wydaje, ale dobrze — też nie. Nie sztuka wybrać młodego, wszystko sprowadza się do tego, czy jest on lepszy od innych.

To trochę jest na zasadzie dobierania partnerów do wiadomych celów. Każdy w pewnym momencie rozgląda się za dużo młodszymi, z różnych powodów. A kiedy już takiego uda się zdobyć okazuje się, że to jednak kiepski i przereklamowany kochanek, więc może jednak ci starsi i doświadczeni byli lepsi. Obawiam się, że z młodymi politykami jest podobnie, a wszystko sprowadza się do starego prawidła z psychologii które mówi, że po drugiej stronie płotu trawa zawsze jest zieleńsza.

Kiedy wpuścimy na boisko młodego piłkarza, to fajnie, ale musimy mieć pewność że nie odwali numeru w postaci złapania w swoim polu karnym piłki w ręce, bo przecież nie wiedział że tak nie można.

Ja widzę cały czas skrajności — albo betonowanie sceny starymi dziadami, albo przedstawianie młodych jako wybawienia którzy mogą zrobić wszystko. A prawda jest taka, że to jest bez większej różnicy jaki ktoś ma staż polityczny czy kiedy dostał paszport. W wyborach powinniśmy się kierować kandydatami, którzy są lepsi od reszty. Jeżeli ktoś jest młody i lepszy, to się go wybiera, ale jeżeli ktoś jest tylko młody, to nie widzę sensu modlenia się do ich avatarów. Młodość nie idzie w żadnym wypadku w parze z dobrymi rządami, a jeżeli do tej pory ci młodsi byli miażdżeni w wyborach, to najwidoczniej na tylko tyle zasługują z uwagi na ich kiepską jakość. Absolutnie nie mogę się zgodzić z priorytetem młodego wieku, gdyż jest to cecha która nie ma wpływu w zasadzie na nic, a nawet jest czasami zjawiskiem in minus.

Jeżeli któryś z młodych Sarmatów faktycznie miałby być super kandydatem, to już dawno by wygrał te wybory. W ogóle pomija się w takich dyskusjach argument, że być może ci starzy wygrywają wybory, a ci młodzi przegrywają nie dlatego bo jedni są starzy a drudzy młodzi, tylko że ci którzy wygrywają, są akurat lepsi. A jaki mają staż w KS, w ogóle nie było brane pod uwagę.

Weźmy przykład moich wszystkich kadencji — płyną z niej dwie cenne lekcje. Po pierwsze - można być młodym i dopchać się wszędzie. Przecież kiedy byłem jednocześnie Marszałkiem TK i Kanclerzem, wciąż byłem mało znanym Sarmatą. Po drugie - byłem tym młodym, dynamicznym i świeżym, który dostał stery w ręce od starszych. I teraz pytanie - co się zmieniło w Sarmacji?
Odpowiedz Permalink
Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste
@KonradFriedman ależ mi właśnie o to chodzi w 'mlodym' kandydacie - by złapał piłkę w ręce tam gdzie jej łapać nie można, by zgorszył nas wszystkich swoją ignorancją, by złamał reguły, które wyznajemy. Jednym słowem - by rozpierdzielil w drobny mak Sarmację, ktorą znamy.

Ty może i byłeś młody stażem w KS obejmując urzędy, ale byłeś też dosyć leciwy i zdecydowanie zbyt profesjonalny. Ja chce oddać całość władzy w ręce nastolatków i niech się dzieje.
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@Vanderlei To znaczy, w zasadzie, co? Mamy te nieszczęsne wybory bezpośrednie. Załóżmy na potrzeby dyskusji, że młody „rewolucjonista” zostanie w nich wybrany. Tego samego dnia będzie musiał zmierzyć się z rzeczywistością polityczną i przekonać się, że bez Sejmu nic nie zdziała; niezależnie od tego, ile by publicznego zgorszenia nie wywołał.

Wydaje mi się, że dość dobrze wyczuwam, co Wicehrabia chce przekazać (co więcej, nawet zgadzam się co do celu), ale zupełnie, ale to zupełnie nie widzę drogi z tak nakreślonego punktu A do punktu B.
Odpowiedz Permalink
Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste
@Helwetyk no ale przecież właśnie chodzi wyłącznie o ogólną myśl, ideę, a nie o to, że w ten sposób dojedziemy z punktu A do B. To co napisałem to stek uproszczeń i skrótów myślowych - to jasne.

Inna sprawa to moje bardzo jasno określone stanowisko co do bezpośrednich wyborów Kanclerza. Mam nadzieję, że rozwiązanie to przejdzie niebawem do historii.
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@Vanderlei Tak, jak to widzę, „rewolucjonista” musiałby zorganizować skuteczną kampanię wyborczą i wygrać nie tylko wybory kanclerskie, ale także zapewnić sobie większość w Sejmie — co wymaga nie dość, że cytowanego wcześniej „profesjonalizmu”, to jeszcze porozumienia z aktualnymi elitami (jakie by one, prawda, nie były, pozdrawiam) w takim stopniu, że zamiast rewolucji nastąpiłaby kooptacja.

Nie twierdzę, że byłoby w tym coś złego, ale… ;-)
Odpowiedz Permalink
Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste
@Helwetyk ja to widzę tak (ale to znowu wyłącznie idea), że młody wygrywa wybory kanclerskie i znajduje nić porozumienia z innymi młodymi będącymi w Sejmie.

Z drugiej strony, rewolucjonista nie mający poparcia w Sejmie i nie mogący przepchnąć swoich rewolucyjnych pomysłów to wciąż lepiej niż nuda i stagnacja kolejnego profesjonalnego i odpowiedzialnego męża stanu.
Odpowiedz Permalink
Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste
@Helwetyk zreszta, ten rewolucjonista to tak jak mówiłem pewna idea, być może utopijna. Z kogoś względnie młodego, nieogranego i całkowicie przewidywalnego też byłbym zadowolony. Tak na szybko: Lwowski, Jan Maat, Ossoliński.
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@Vanderlei Wariant „optymistyczny” byłby przynajmniej teoretycznie możliwy przy założeniu, że młodych w Sarmacji jest większość. Spis obywateli na to nie wskazuje. Przy czym: to dobrze, że stare dziady w Sarmacji pozostają; gorzej, że nie równoważy ich odpowiednio silna reprezentacja młodszych stażem. W rezultacie mamy to, co mamy: kłótnie o pilota w salce telewizyjnej domu starców. (Pozdrawiam kolegów z partii).
Odpowiedz Permalink
Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste
@Helwetyk dobrze, że o pilota. Za kilka lat będą o basen ;)
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@Vanderlei To bardzo dobre nazwiska, tak. Jedynie w przypadku bnt. Maata, Ministra Edukacji Narodowej, miałbym wątpliwości — wyłącznie po linii (bardziej wiecznej niż unia z Wandystanem) nieaktualności IES.
Odpowiedz Permalink
Erik Otton von Hohenburg
Cytuję:
Ja chce oddać całość władzy w ręce nastolatków i niech się dzieje.
Już się boję

Abstrahując totalnie od tematu, to jeszcze nie słyszałem o rewolucji z której byłby jakiekolwiek pożytek.
Odpowiedz Permalink
Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste
@HochErik Panie Hohenburg, abstrahując od Pana tezy (z którą się nie zgadzam, ale to temat na całkowicie inna dyskusję), proszę pamiętać - jesteśmy w mikronacjach, tutaj reguły realnej polityki nie obowiązują w skali 1:1
Odpowiedz Permalink
Laurẽt Gedeon I
@KonradFriedman Powodzenia :)
Odpowiedz Permalink
Szymon de Canterville
Jej, po 412 dniach coś się dzieje w Sarmacji.
Kanclerz podał się do dymisji.
Odpowiedz Permalink
Peter West
Na pewno dobry młody kandydat ma dużo energii i zapału. Stara się unowoczesniac tradycję czyli iść do przodu. To mają młodzi, chęć zmian których czasem nam potrzeba. Stary wyjadacze nie zaryzykuje nowego podejścia a młody nie ma nic do stracenia więc będzie ryzkowal i eksperymentowal
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Szkoda, że RvT nie może kandydować :)
Odpowiedz Permalink
Andrzej Fryderyk
@AJCartonwhisky Hmm. Czy jest jakieś prawo tego zabraniające…?
Odpowiedz Permalink
Eddard Noqtern
Cóż, 4 kadencje w największej polskiej mikronacji to naprawdę spore osiągnięcie. Gratulacje dla kanclerza należą się zdecydowanie. Wielkie brawa!
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
@anglov - Prawo Murphy'ego ?!
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.