Archethyck, Alfred Fabian von Tehen-Dżek, 14.10.2018 r. o 15:24
[O tytuł ciężko] Uzależniłem się, to chore

MX5t33V2.jpg
Mikronacje to jak wszyscy wiemy świetna zabawa, a realioza przeszła do ludowego folkloru. Jednak czasami warto sobie zadać pytanie, po co właściwie bawimy się w mikronacje. Czy nie marnujemy w ten sposób swojego czasu? A może to jest czas, którego lepiej wykorzystać nie moglibyśmy? Początkowo odpowiedź wydaje się prozaicznie prosta – mikronacje to zabawa, na którą poświęcamy tylko wolny czas. Jednak z czasem warto pochylić się nad tym problemem jeszcze raz. Wtedy dopiero, po pewnym czasie i z pewnym doświadczeniem można dojść do dosyć ciekawych wniosków

Mikronacje, oprócz tego, że są świetną, wręcz wyborną zabawą, dla właściwie elity, śmietanki towarzyskiej, również potrafią uzależnić. Do tego naprawdę mocno. Realioza z czasem zamiast chorobą wydawać się zaczyna wybawieniem. Dla każdego z nas. Urlop, rezygnacja czy znudzenie, to tylko niektóre z przykładów, w jaki sposób oddajemy się w wydawać nam się by mogło - szpony realiozy, które faktycznie jednak są objęciami zatroskanego rodzica, wybawieniem. Efektami takiego uzależnienia jest to, bardziej się oddalamy, a nawet przestajemy się interesować własnym życiem.

Oczekiwanie na nowy post z czasem staje się manią, pisanie nowych obsesją, a brak zainteresowania nie jest o tyle obojętny, co sprawia nam wewnętrzny ból. To są tylko niektóre objawy uzależnienia. Uzależnienia, z którym ciężko walczyć, szczególnie, kiedy ma się zbyt dużo czasu. Skutki takiego uzależnienia również są trudne do zlekceważenia. Brak zainteresowania się światem może odbijać się na naszej karierze naukowej, zawodowej, życiu prywatnym lub szczęśliwej rodzinie.

Mikronacje są atencyjne. Potrzebują uwagi. Szukają jej. Chciałby być znane w całym (realnym) kraju. Każdy z obywateli mikroświata chciałby, żeby o jego mikronacji było głośno. Wirtualne państwa nie cierpią ciszy. Jednak tę ciszę przerywają jedynie ci, którzy już dawno się w to bawili. Ci, którzy nie potrafią powiedzieć sobie „Dość. Nie obchodzi mnie już to, niech sobie upada, jeżeli chce”. To są właśnie osoby, uzależnione od mikronacji, dla których ich wirtualne państwo jest prawie że drugą ojczyzną, a niewykluczone, że niektórzy stawiają swoją wirtualną ojczyznę ponad realną.

Również jestem w gronie uzależnionych. Z mikronacjami potrafiłem się rozstać bez większego powodu – na 7 dni. Nie więcej. Już przestałem wytrzymywać, czułem, że jeżeli nie wrócę to umrę. Ze znudzenia, z braku zajęcia, z tęsknoty. Za mikronacjami się tęskni. Przyciągają do siebie, nie pozwalają odejść. Raz uzależnionemu już ciężko jest rzucić uzależnienie. Analogicznie do tytoniu, zaczyna się niewinnie od małych ilości, aż w końcu nie można bez nich żyć.

Jedynie faktyczne realne zajęcia są w stanie pozwolić na dłuższy odpoczynek. Dlatego też przez lipiec, kiedy takie zajęcie miałem (staże wakacyjne, które nadal wspominam, jako najlepsze wakacje w przeciągu mojego 16-letniego życia) był czasem, w którym miałem urlop. Jednak to i tak nie pomogło. Pomimo tego, że nie byłem aktywny w Sarmacji, pod przykrywką, zarejestrowałem swojego klona w Unii Trzech Narodów, gdzie podziałałem. Z pracy. Ze „służbowego” komputera. Służbowego w cudzysłowie, ponieważ w praktyce nie był mi w pracy potrzebny (szczególnie przy serwisowaniu rzutnika multimedialnego, czy drukarki z funkcją kopiarki i skanera).

Jednak sam brak rezygnacji z mikronacji nie sprawia, że już czujemy się lepiej. Jeżeli nie mamy co robić, także odczuwamy braki. Nie chce nam się. Działać, pracować, pisać. Ale jeżeli nic nie robimy to cierpimy tak samo, jak rozstając się z mikronacjami całkiem. Taki już urok wirtualnego świata. Uzależniony, oprócz przebywania w swej wirtualnej ojczyźnie musi coś w niej robić. Mieć swój własny kąt. Swój własny zakątek. Swoje własne, absorbujące zajęcie. Jeżeli nic nie robi, to nie ma powodu, aby w swoim mikronacyjnym kącie siedzieć. I albo emigruje szukając szczęścia gdzie indziej, albo cierpi, bo niby jest, a jednak go nie ma.

W związku z tym, chociaż chciałbym przestać lubić Sarmację, przestać być uzależnionym od niej, to nie mogę. Jestem na to zbyt słaby. Nie jestem w stanie zrezygnować z tych 20 miesięcy zabawy w wirtualne państwa, aby nagle powiedzieć sobie dość, już nie grasz. Tak samo, jak palacz nie potrafi powiedzieć – już nie będę palił – z dnia na dzień. To efekt kilku dni, tygodni, czasami miesięcy. Tak samo i rzucanie mikronacji nie uda się z dnia na dzień. Człowiek powinien zanikać, powolutku, po cichutku. Ale tak się nie da. To niewykonalne, bez żadnego zajęcia. Dlatego nie pozostaje mi nic innego jak wrócić. Na łono matki Sarmacji.

Co będę chciał osiągnąć? Z pewnością, zaczynam z pewnym doświadczeniem, ale również z czystą kartą. Nie mam na razie żadnych obowiązków i z tego mogę się z pewnością cieszyć. Będę mógł się skupić na czymś, co sprawi mi przyjemność. Nie wiem, czy nie przeniosę się gdzieś. Jeszcze ze 2 tygodnie temu składałem wniosek o nadanie lenna, który skończył na biurku u JKW Konrada Jakuba w dziale – do rozpatrzenia w innych okolicznościach. Nie wiem, czy jest sens ponownie go składać, przynajmniej po zdarzeniach ostatniego tygodnia. Ostatecznie jednak zobaczymy, jak potoczy się historia przez najbliższe kilka dni, może tygodni. Może się pokuszę o start w wolnej elekcji. Czas pokaże.

Tak na koniec, zdecydowałem się przytoczyć słowa pewnego nieumarłego Diuka
Cytuję:
Na nudę jest prosty środek. Zostać Księciem i to Księciem z dość silną opozycją w postaci rządu i jednej lub nawet dwóch prowincji :)
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
5 519,00 lt
Ten artykuł lubią: Albert Felimi-Liderski, Laurencjusz Ma Hi at Atera, Jarosław Wawrzyniak, Albert Jan Maat von Hippogriff, David de Hoenhaim, Elżbieta Kaczmarek, Guedes de Lima, Aaron Nerling.
Komentarze
Albert Felimi-Liderski
Ostatnio zaglądam do KS bardziej z sentymentu. Czasem, kiedy mam ochotę i chęci, uaktywniam się na dłuższy czas i angażuję np. w jakieś stanowisko. Powszechnie wiadomo, że zaczynałem z mikronacjami dosyć wcześnie. Kiedyś wydawało się, że tak w zasadzie będę w Sarmacji siedział i bawił się do końca życia. A potem przyszło otrzeźwienie :-)

Ładnie ilustruje to rada, którą niegdyś otrzymałem od pewnego księcia-seniora, za którym niezwykle przepadam: nigdy nie zostawaj Księciem przed maturą! Sama matura nie ma tu wiele do rzeczy, cała anegdota skłania jednak do refleksji przede wszystkim dla młodszej części naszej społeczności: Sarmacja to zabawa jak każda inna, z wiekiem wszyscy mamy coraz mniej czasu i w końcu każdy da sobie spokój na dłużej lub krócej.

Dlatego nie piszcie o uzależnieniu, o realiozie będąc w gimnazjum (oberwało mi się kiedyś za to w Kiełbasie Czarnoleskiej – diuku CC, pamiętam!), bo wszystkie takie „uzależnienia” zostają poddane weryfikacji, kiedy musicie wybrać pomiędzy wyjściem z domu, a pisaniem artykułu w DSG — zazwyczaj jednak wybiera się to pierwsze.

Poczułem się strasznie staro, a przecież dalej nie mogę zostać Księciem ;-)

Ciekawy artykuł, pozdrawiam!
Odpowiedz Permalink
Karolina Aleksandra
@Albert

Na jak bardzo wysokim poziomie prokrastynacji jestem, gdy po przeczytaniu tego komentarza przekopałam się przez archiwa Kiełbasy Czarnoleskiej – dusząc się ze śmiechu od wszystkich sucharków i dowcipów – tylko po to, aby znaleźć to?
Cytuję:
Alberta Liderskiego dopadła realioza. Musiał na 2 godziny odejść od komputera, by zjeść obiad, wyrzucić śmieci i pójść do sklepu po chleb.
Odpowiedz Permalink
Albert Felimi-Liderski
@Karolina obawiam się, że na standardowym :P
Odpowiedz Permalink
Krzysztof Czuguł-Chan
@Albert aż się łezka w oku kręci, jak się czyta Wasze komentarze z tamtego okresu!
Odpowiedz Permalink
Defloriusz Dyman Wander
@Albert A moze jednak powinienes zostac?
Odpowiedz Permalink
Guedes de Lima
Mikronacje potrafią uzależnić. Szkoda, że tylko wąskie grono, które w żaden sposób nie jest stymulowane dopływem świeżej krwi.
Odpowiedz Permalink
Piotr III Łukasz
A ja po pół roku powoli zaczynam wracać :)
Odpowiedz Permalink
Guedes de Lima
@LukaszN więc jest szansa na wypuszczenie nowej partii kukulicy!
Odpowiedz Permalink
Piotr III Łukasz
@GuedesDeLima Kukulica zawsze w moim sercu, bez dwóch zdań :)
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
W krótkich słowach powiem że to dobrze napisany tekst; z wieloma trafnymi spostrzeżeniami :)
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.