Park Stołeczny, Mkbewe Czarniecki, 30.05.2020 r. o 03:41
Status kuło

Było ich trzech: pół-wampir, ćwierćdroid i pół półmózg oraz biało-niebieska kaczuszka o znacznej mocy. Odbębniali właśnie nocny dyżur w placówce nienazwanej sieci gastronomii systemowych na planecie KU-łamane przez-W i er „A”, dobijała godzina szósta sekund trzydzieści trzy czasu astroidalnego. Najpierw odezwała biało-niebieska kaczuszka o znacznej mocy - „Ćwierćdroidzie! Ćwierćdroidzie! Ile mamy jeszcze panierowanego kurczaka? Pora już późna, a dziś, jak powszechnie wiadomo, dzień promocji na panierowanego kurczaka!” - droid ukradkiem spojrzał przez ladę grzewczą, spokojem swoich lazurowych oczu przeliczył ilostan panierowanego mięsa, zatrząsł, zamrugał, zapsioczył i rzekł - „Spokojnie kaczuszko! Mamy jeszcze 3,4*2^34 kawałków panierowanego mięsa! Powinno wystarczyć na jakieś 3/15 z 7/24 czasu pracy!” A pora była tak nietęga, że i pół-wampirowi zabrakło animuszu w produkcji wiader pysznego wysokokalorycznego smalcu spod lady. Głównej atrakcji całej gastronomii! Zafurkotał, zagrzechotał i zapiał radośnie, bo wiedział, że dzień będzie dla niego dobry. „Żółta kaczuszko, przepraszam, biało-niebieska kaczuszko, gdzie są moje fryty? Gdzie są moje fryty ja się pytam! Gdzie się podział sprzęt do robienia fryt? Gdzie są wszystkie moje ziemniaki! Gdzie krajalnica a gdzie tłuszcz?” A tłuszczu nie było. Zapukał do restauracji człowiek akuratny, powszechnie znany, szanowany i podziwiany, nazywał się, znaczy się miał na imię, w sensie na imię i nazwisko miał tak zwyczajnie. Zupełnie normalnie, tak po ludzku, że każdy jak go widział, to cisnęło mu się na usta jego imię i nazwisko. Był niski, dość krępawy, nosił przyduży garnitur, zawsze płacił za wszystko bonami towarowymi i kradł keczup z dużego, acz filigranowego wazonika znajdującego się po prawej stronie od kuluaru, który zawsze zajmował w celu odbycia spokojnych przedśmiertnych konwulsji, jak to zawsze miał w zwyczaju o tej porze dnia, w tym dokładnie miejscu. W restauracji wszyscy go zawsze lubili bo zostawiał duże napiwki, a i gdy przyszedł to inni klienci wychodzili, bo nie mogli znieść jego smrodu. Tak, człowiek okuratny miał problem z nadmierną potliwością, dlatego wokół niego unosiły się opary, swoją konsystencją całkiem podobne do oparów unoszących się w zimowym metrze w godzinach szczytu. Największym wrogiem człowieka okuratnego był pelikan Wojtuś, który lubił klekotać i żreć tłuszcz spod lady. Pelikan Wojtuś nie miał przyjaciół, uzurpował sobie za to władzę w tzw. Papiacie Pabionu, gdzie był ćwierćgroszowym Kupidynałem. Pelikan Wojtuś dostał się na swój stołek totalnie przypadkiem, za pomocą kierowanego puczu wojskowego, sam był w tych czasach jeszcze szeregowcem. Ponieważ był całkowicie bezmyślny, a za to ładnie śpiewał, puczyści dali mu do podpisania traktaty o secesji swoich ziem spod buta Papiajsko Pabianiosticznego. Zrobił to bez zastanowienia, zresztą nie bolało go to bardzo, bo tak czy inaczej, nie wiedział czego podpisuje, ale o tym w Papiacie Pabionu się nie mówiło. Ćwierćdroid z półpółmózgiem podeszli do stolika pelikana Wojtusia i odstrzelili mu łeb z Mausera siedem przecinek dziewięćdziesiąt-dwa milimetra, na co okuratny człowiek rzekł: „Teraz pójdę sobie zezgonować w kiblu.” Pół-wampir przygotował znowu swoje ulubione udka, zyskały one cudowny, złocisty kolor, były mięsiste, a zarazem chrupkie jak piach z dna Wisły. Prawdziwa pychota! Tak jak mówili w reklamie, a reklamy, jak powszechnie wiadomo, nie kłamią. Pół-wampir miał dzisiaj dyżur jako kierownik kuchni i musiał upiec jeszcze pięć takich udek! Poszło mu szybko, bo był dość szybkim gościem, w przeciwieństwie do wolnych gości, którzy byli wolni. Przyjacielski dzień przerwało przyjście kurki-kierowniczki Xenii...
Zawsze chciałem pojechać do XYZ lub czegoś podobnego. To było dawno temu, kiedy byłem nastolatkiem. Właśnie zaczynałem odczuwać potrzebę od czasu do czasu wyjść, zobaczyć miasto i siebie. Zawsze chętnie odwiedzałem inne miejsce niż to, co wiedziałem, i zawsze lubiłem chodzić do światowej sławy parków i terenów zielonych, gdzie było wiele rzeczy do zrobienia: jazda na rowerze, piesze wycieczki, turystyka, bieganie, po prostu pójście na spacer i zwiedzanie w ogóle. Przyszedłem tutaj, ponieważ ktoś mi o tym wspomniał, więc znaleźliśmy to miejsce u podnóża góry. To było piękne miejsce, z małym centrum miasta, pięknymi ogrodami i otaczającą nas przyrodą. Zatrzymaliśmy się u tego wspaniałego człowieka o imieniu Eric, który zaprosił nas do siebie w swoim mieszkaniu. To było piękne miejsce - tutaj wszystko jest piękne, z wyjątkiem lata - ale starałbym się unikać lata. Po prostu mieszkaliśmy w mieście z wieloma małymi sklepami, do których bardzo łatwo było dotrzeć podczas spaceru, autobusem, samochodem, rowerem lub metrem. To było dobre miejsce do życia - i jestem pewien, że było wiele innych takich miejsc - do lata 2001 roku. Do tej pory naprawdę kochałem XYZ i często wracałem. Ale przez jakiś czas nie przyszło mi do głowy, że to będzie mój stały dom. Kochałem miasto i miasto i chciałem być częścią wszystkiego tutaj. Lubiłem jeździć na rowerze do pracy i z pracy, w pociągu z przyjaciółmi lub gdybym chciał wybrać się na spacer po parku. Zacząłem więc kupować wiele rzeczy, które pomogą mi dostać się tam więcej. Zacząłem od wielu rzeczy na komputerze: książek, dobrej muzyki, kilku laptopów, jednego własnego komputera z odtwarzaczami CD i dużej liczby książek na temat fotografii - nie zrobiłem tego Naprawdę dużo wtedy wiedziałem o fotografii, ale dołączyłem do niej i fajnie było słyszeć o różnych kulturach i różnych ludziach. Zawsze też chciałem czytać książki, więc postanowiłem dużo czytać. W przeszłości używałem zarówno zwykłych, jak i białych odmian tego grzyba, aby dowiedzieć się, jaki smak dostanę. Biel ma doskonały orzechowy smak, co moim zdaniem może być zabawną zmianą. Smak tej odmiany podoba mi się z wielu powodów. Jednym z nich jest robienie sosu cebulowego przez dodanie odrobiny wody do puszki zupy grzybowej (zrobiłem to). Użyłem również grzyba po zrobieniu potrawy z ziemniaków, która miała grzyby jako podstawę (trudno je znaleźć). Zacznę eksperymentować z różnymi grzybami, aby dowiedzieć się, jakiego rodzaju smaku chcę, i będę kontynuować poszukiwania wielu odmian cebuli, marchwi, selera, dyni i innych warzyw. Grzyb ten jest jednym z moich ulubionych spośród wszystkich znanych mi grzybów. Wypróbowałem je wszystkie i większość z nich nie jest moją filiżanką herbaty. Użyłem tego grzyba na dwóch moich sałatkach i obie były całkiem dobre. Ale pomyślałbym o tym więcej: nie robię dla siebie dużo jedzenia, ponieważ staram się zostać lepszym kucharzem. Jeśli wrócę do codziennego jedzenia regularnych świeżych grzybów, straciłbym smak wszystkich i straciłbym tyle ich smaku. Nie jestem pewien, co robić! I nie jestem pewien jak to zrobić. I choć interesujące jest to, jak różne smakują, wciąż nie widzę piękna w smaku tych rzeczy. Smak grzyba jest zbyt ziemisty, aby był interesującym źródłem smaku, ale pikantność byłaby całkiem fajna, aby użyć go w niektórych przepisach i zacznę szukać sposobu, aby uzyskać go wcześniej niż później. Nie mogę sobie wyobrazić, że wywołałoby to taką reakcję, jakiej oczekuję od ludzi lubiących grzyby, ale jestem pewien, że są ludzie, dla których smak jednego z tych małych facetów byłby całkiem smaczny!
Dotacje
9 500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Michaś Elżbieta II, Henryk Leszczyński.
Serduszka
5 350,00 lt
Ten artykuł lubią: Filip I Gryf, BetelRigSun (Karol von Sarm), Alfred Fabian von Hohenburg Tehen-Dżek, Felix Polon von Sarm, Michaś Elżbieta II, Wojciech Hergemon, Henryk Leszczyński, Eugeniusz Maat, Guedes de Lima, Joahim von Ribertrop von Sarm.
Komentarze
BetelRigSun (Karol von Sarm)
Super!
Odpowiedz Permalink
Michaś Elżbieta II
<3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3
Odpowiedz Permalink
Henryk Leszczyński
nie płakałem po pilchu.
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.