Park Stołeczny, Karol Khartoum, 05.06.2012 r. o 10:27
Wywiad z Calisto Kami- Chojnacką

Drodzy Sarmaci,

Zgodnie z obietnicą daną w poprzedniej publikacji Związek Morvańczyków zmienia się. Oto dziś mam dla Was coś specjalnego :), mianowicie, wywiad, który przeprowadziłem z diuczessą Calisto Kami-Chojnacką, osobą która walnie przyczyniła się do tego, że w przeciwieństwie do pozostałych prowincji, które zniknęły z mapy Księstwa, o Morvanie słyszy i mówi się cały czas.

Życzę miłej lektury!

Witaj Calisto, na wstępie chciałbym Ci serdecznie podziękować, że zgodziłaś się udzielić wywiadu Związkowi Morvańczyków.

Witam i serdecznie dziękuję za zainteresowanie moją osobą. Prawdę mówiąc nie spodziewałam się takiego zaszczytu, szczególnie po tym, jak podczas obchodów rocznicowych zostałam nazwana „Morvanobójczynią”. Cieszy mnie niezmiernie, że osoba tak zasłużona dla Morvanu dostrzegła maleńką cegiełkę, którą próbowałam wmurować w świątynię tej kultury.

Wszyscy w KS niezmiernie się cieszymy, że postanowiłaś do nas wrócić. Pierwsze pytanie, które chciałbym Ci zadać dotyczy tego jak to wszystko się zaczęło, jak trafiłaś do KS?

Do Księstwa Sarmacji trafiłam 16 listopada 2005 roku po wielodniowym zmaganiu się z dylematem – rejestrować się, czy nie. Na swoje usprawiedliwienie dodać mogę jedynie, że byłam wówczas oseskiem nie tylko w świecie mikronacji, ale i w tej całej wirtualnej sieci. To, że od razu trafiłam na wirtualne państwo zawdzięczam artykułowi Avistaka, zamieszczonemu na łamach CD Action. Zafascynował mnie wówczas ten świat i zapragnęłam go bliżej poznać, zgłębić, przeżyć w nim coś niezwykłego.

Początki nie należały do najłatwiejszych, gdyż strasznie bałam się wychylić, aby moją nieznajomością zasad nikogo nie urazić. Chociaż już na początku podjęłam kilka prób wgryzienia się w Sarmację, to właściwą aktywność rozpoczęłam dopiero znacznie później, w okolicach wydarzenia zwanego „Teutońskim Majem”. Byłam wówczas mieszkanką jednego z Teutońskich miast i zamieszanie związane z tym wydarzeniem, którego notabene, ni w pięć ni w dziewięć, nie pojmowałam trochę mnie przeraziło. Tak czy inaczej była to moja brama do późniejszej, wieloletniej aktywności w Księstwie.

Co było dla Ciebie największym sukcesem z początków Twojego v-życia?

Moja pierwsza inicjatywa w Księstwie – Sarmackie Muzeum Wszech Ras. To właśnie tworząc je nawiązałam współpracę z człowiekiem, dzięki któremu poznałam i pokochałam Morvan. Poznałam również inne osoby, które tak jak ja interesowały się światem elfów, krasnoludów i innych istot niezwykłych. Przyznam, że czerpałam wiele satysfakcji ze swojej ówczesnej v-aktywności. Nieskażona politycznymi brudami bawiłam się v-życiem.

Samo Muzeum odniosło raczej umiarkowany sukces – być może zabrakło polotu z jego organizacją – nie wykorzystałam wówczas potencjału jakim niewątpliwie byli fani klimatów magicznych. Otworzyłam łącznie 3 komnaty, a w planach było ich znacznie więcej. Można było zatem poznać dzięki SMWR świat elfów, krasnoludów oraz wampirów. Po zamieszkach w Morwieńcu Muzeum zostało zamknięte, a materiały ukryte. Później próbowałam inicjatywę odnowić, ale jakoś do tej pory nie doszło to do skutku.

Przejdźmy teraz do kwestii związanych z Morvanem. Zdaje się, że jak przybyłaś do Sarmacji prowincja Morvan już nie istniała. Jak to się, więc stało, że właśnie tę kulturę postanowiłaś rozwijać?

W wir kultury Morvańskiej pchnął mnie los. A zaczęło się od rzeczonego Muzeum Wszech Ras. Po tym jak ogłosiłam, że planuje stworzyć coś takiego, zgłosił się do mnie Michał Radetzky. Zaoferował pomoc i budynek, w którym mieścić się miało Muzeum, oczywiście w mieście, którego był wówczas burmistrzem – w Morwieńcu. Później, zatrudnił mnie na stanowisku doradcy burmistrza ds. Kartografii. Opuściłam więc miasto Zielnybor, w którym mieszkałam od chwili rejestracji i przeprowadziłam się nad Jezioro Błękitne. Tam dojrzewałam jako mieszkanka Morwieńca i Sarmatka. Wkrótce tereny Morvan stały się moim domem.

Niestety, nic, co dobre nie trwa wiecznie. W końcu, Sarmację opuścił człowiek, który zaraził mnie Morvanem, a wraz z nim inni działający na rzecz tego kawałka Sarmackiej ziemi, a ja zostałam niejako sierotą Morvan nie do końca jeszcze znając tę kulturę i nie bardzo wiedząc, co z nią dalej począć. Tylko jednego byłam wówczas pewna – musiałam dołożyć wszelkich starań by nie dopuścić do jej całkowitego zaniku.

Pomówmy o wsi Nadzieja. Skąd wziął się pomysł? Trudno było zrealizować założone plany? Co było kluczem do sukcesu?

Nadzieja to był jedyny sposób na kultywowanie kultury Morvanu. Jak już wspominałam, za słabo ją znałam by być w stanie kontynuować choćby prace Radetzky’ego w Morwieńcu. Stworzyłam więc coś swojego, co nie było kopią starego Morvanu, ale jednak sprawiało, że o tej krainie się mówiło, że ona wciąż żyła. Stworzyłam namiastkę Sarmackiej Krainy Jezior najlepiej jak umiałam.

Pomysł na założenie własnej wsi kołatał mi się po głowie odkąd pamiętam. WSI – kluczowe słowo – nigdy nie chciałam, żeby Nadzieja była miastem. Wieś ma swój klimat – ludowość, staromodność, wieś daje wytchnienie mieszkańcom i natchnienie twórcom. Pragnęłam by taka była ta miejscowość. Mała przystań, z dala od wielkiego świata pełnego nienawiści i polityki, miejsce które pozwoliłoby rozwinąć skrzydła i stworzyć wiele inicjatyw.

Czy realizacja moich planów była trudna? Nie. Mogłam liczyć na pomoc ludzi dobrej woli, jak choćby JKW Piotr Mikołaj, któremu w ramach uznania zasług dla Nadziei miałam przyjemność nadać tytuł Honorowego Mieszkańca. Problemem było tylko to, że stworzenie miejscowości od podstaw w kulturze, o której ma się wątpliwe pojęcie wymagało ogromnego nakładu sił na poszukiwanie informacji o tejże. Trudno też było wlać życie w żyły wsi. Ciągła walka o aktywność mieszkańców, bezustanne próby przyciągnięcia nowych, aktywnych działaczy – to tak naprawdę były wyzwania na miarę całego przedsięwzięcia.

Ostatecznie Nadziei udawało się od czasu do czasu przeżywać rozkwit aktywności, choć wykres tejże przedstawiał się raczej jako sinusoida, do góry i w dół, do góry i w dół – co zresztą doskonale wpisuje się w historię przedinternetową miejscowości. Jeśli uznać te skoki aktywności za sukces to kluczem do jego osiągnięcia była determinacja – obiecałam sobie, że rozkręcę aktywność w Nadziei, choćbym miała orać gołymi rękami jej ziemię – i czasami orałam – sama lub z pomocą innych – orałam tę ziemię aż coś z niej wyjrzało. Naprawdę jednak, orać zaczęło się lekko, gdy znalazłam wsparcie wśród znajomych ze studiów, wtedy tworzyliśmy magazyn „W Czarnej Dziurze”, wtedy nagraliśmy film jako „Biała Maska”, wtedy wraz moim narzeczonym tworzyliśmy nowe inicjatywy. I jakoś się kręciło.

No właśnie, ale tak jak wspomniałaś Nadzieja była miejscowością o zupełnie innym charakterze niż stare morvańskie miejscowości, czy uważasz, że tworząc Nadzieję zmieniłaś oblicze kultury Morvanu w Sarmacji?

Zapewne zmieniłam, słyszałam nawet, że są osoby, które mają mi to za złe. Osobiście jednak nie czuję się z tego powodu winna. Dzięki temu, że powstała Nadzieja nowi mieszkańcy mieli możliwość zapoznania się z kulturą Krainy Sarmackich Jezior – być może poznając Nadzieję ktoś z nich zapragnął poznać jej korzenie i dzięki temu dawna tradycja Morvanu również mogła przetrwać.

Zawsze pragnęłam by ktoś wspomógł moje starania w zachowywaniu pamięci o Morvanie. Takim jakim kto go pamięta – ja nie miałam okazji poznać go jako prowincji. Ominęły mnie jego początki i rozkwit. Widziałam tylko jedną działającą morvańską osadę – stworzyłam więc nieco inny obraz – taki jaki byłam w stanie stworzyć. Nie raz widząc złośliwości innych ludzi żałowałam, że zdecydowałam się na tak odważny krok. Ale Nadzieja wbrew złośliwościom trwała.

Przejdźmy może do teraźniejszości. Wróciłaś, masz jakieś dalsze plany na życie w KS?

Jeśli mamy być precyzyjni to nigdy nie odeszłam. Nie miałam stałego dostępu do Internetu, więc siłą rzeczy nie mogłam się udzielać. Tak czy inaczej przydał się odpoczynek od codziennych spraw Sarmackich, pozwoliło mi to nabrać świeżości i przynajmniej na jakiś czas dystansu potrzebnego do zmagania się z wiatrem v-przeznaczenia.
Co do dalszej aktywności, to jeszcze dokładnych planów nie mam. Pierwsze siły koncentruję na poznaniu Złotej Wolności. Później, planuje się udzielać w sprawach związanych z kulturą – myślę, że głównie, choć nie tylko, na łonie Nadziei. Nie ukrywam jednak, że z powodu zbliżającego się wielkimi krokami realnego wesela jeszcze przez pewien czas zapewne nie będę w stanie uzyskać poziomu aktywności sprzed „odejścia”. No, ale czas pokaże.

Nie raz pojawiały się plany odtworzenia prowincji Morvan, jak dotąd bezskutecznie. Jak myślisz, czy ludzie wywodzący się z Morvanu mają nadal szansę na utrzymanie swojej odrębności?

Wydaje mi się, że odrębność Morvanu trzyma się nieźle w Sarmacji – w sercu moim, Twoim i w sercach tych wszystkich, którzy z niego się wywodzą. Sukcesem naszej kultury powinno być dążenie do tworzenia inicjatyw. Dzięki temu nowi mieszkańcy mieliby szansę poznać ją, pokochać i być może wesprzeć nas w jej krzewieniu na gruncie poczucia przynależności do Księstwa Sarmacji.

Ideą Związku Morvańczyków jest odtworzenie i rozwój kultury byłej prowincji Morvan, bez tworzenia samorządu terytorialnego. Ma łączyć Morvańczyków w całym KS, bez względu na to, jakie tereny aktualnie zamieszkują. Co myślisz o takim pomyśle? Jaką przyszłość przewidujesz dla naszej organizacji?

Myślę, że jest to jedyne słuszne rozwiązanie. Jesteśmy Morvańczykami, ale przede wszystkim Sarmatami. Nie potrzebujemy samorządu by to zademonstrować. Poza tym, kultura powinna być ponad podziałami terytorialnymi. Wydaje mi się, że dzięki temu, że przynależność do Związku Morvańczyków nie wymusza przynależności terytorialnej do konkretnej prowincji, większa część dawnych mieszkańców Krainy Sarmackich Jezior, jak i jej nowych zwolenników, zdecyduje się na dołączenie do Związku.
Co do przyszłości – niestety nie dysponuję żadną kulą magiczną, która pozwoliłaby mi ją poznać, jednak, życzę Związkowi Morvańczyków, aby osiągnął zamierzony cel. Dla dobra Sarmacji, Morvanu i nas, którzy pokochaliśmy tę niezwykłą kulturę.

Jeszcze raz chciałbym wyrazić radość z Twojego powrotu, bardzo dziękuję Ci za rozmowę i życzę wielu sukcesów oraz miłych chwil spędzonych w KS.

Dziękuję również, w szczególności tym wytrwałym, którzy przebrnęli razem z nami przez tę przecież niekrótką historię. Mam nadzieję, że choć część tych sukcesów będzie naszym wspólnym udziałem.


Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
0,00 lt
Ten artykuł lubią: Irmina de Ruth y Thorn, Karolina Aleksandra, Konrad Hohenstauf, Rihanna Aureliuš-Sedrovski, Krzysztof Bojar, Gustaw Witkowski, John Rasmusen, Tomasz Ivo Hugo, Helwetyk Romański, Rattus Norvegicus-Chojnacki, Młynek Kawowy, Julia von Levengothon.
Komentarze
Krzysztof Bojar
Nadmiar kursywy zdecydowanie nie ułatwia czytania. :(
Permalink
Karol Khartoum
Poprawione :)
Permalink
Rihanna Aureliuš-Sedrovski
Gratuluję dobrego wywiadu :)
Odpowiedz Permalink
ppłk Alojzy Pupka-Bumbum
Warto zauważyć, że osobnik znany dawniej jako Michał Radetzky, od niedawna znów mieszka na obszarze Księstwa :)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.