Gazeta Wyborcza, Jurand Swarzewski, 05.12.2012 r. o 12:16
Duma i honor

- Jestem w ciąży - oznajmiła Wanda.
- To przecież niemożliwe, nie przypominam sobie, żeby pękła nam gumka ostatnio. W zasadzie, jak się nad tym zastanawiam, to ona nie pękła nam nigdy.
- Masz rację, nie pękła...
- Chcesz mi może coś powiedzieć?
- Tak. Z Tobą nigdy nie pękła...
Jan zerwał się na równe nogi. Momentalnie jego twarz na której rysowała się wściekłość poczerwieniała.
- Jak to "ze mną"?! Jak to "ze mną" do jasnej cholery!? Kim on jest?!
- To kolega z pracy, Marek. Ja... Ja Cię przepraszam... To jakoś tak samo...
- Samo co?! Samo weszło i Cię zapłodniło?! Gadaj jak ma na nazwisko.
- Ale co Ty chcesz mu zrobić?!
- Na pewno nie to, co on zrobił Tobie! Ja chcę z nim kulturalnie porozmawiać, jak facet z kochankiem swojej żony.
- Kozłowski, ale proszę. Nie zrób mu krzywdy.
- Oh... Tego możesz być pewna.

Co by zrobiła większość mężczyzn? Dała sobie spokój? Odeszła od żon, zostawiła ich z bachorem, "bo to nie mój problem"? On był inny. To nie podlegało dyskusji. W domu zawsze spokojny, cichy, stonowany. Wyprowadzić go z równowagi to naprawdę był nie lada wyczyn. Lecz raz na jakiś czas, może raz do roku lub raz na dwa lata wybuchał. Pod byle pretekstem. Tak było i tym razem, z tą różnicą, że tym razem pretekstu błahym nie można było nazwać, koniec końców ktoś rżnął jego żonę. Według niego seks to nie jest czynność fizyczna a duchowa. Własne Ciało, to ostatnia rzecz którą się oddaje drugiej osobie. Nie rozumiał ludzi którzy postępowali z nim w odwrotnej kolejności, lub traktowali jak zwyczajną uciechę cielesną. Dla niego to miało podłoże duchowe, pomimo faktu, że był ateistą.

Znalazł się pod firmą, samochód był cały w błocie, gdyż po drodze zajechał do lasu. Zatrzymał się pod drzwiami i czekał aż wyjdzie. Wiedział jak wygląda, nie raz widział go na facebooku, gdy Wanda opowiadała mu o wycieczkach integracyjnych pokazując zdjęcia. Gdy po pracy wyszedł, pojechał za nim. Nie zdążył dojść do domu. Mniej więcej w połowie drogi zaszedł go od tyłu w mało zaludnionej dzielnicy i założył mu na głowę lniany worek jednocześnie przystawiając nuż do gardła. Ostrożnie zaprowadził go do samochodu. Nałożył na niego worek wcześniej wiążąc ręce i nogi. Zamknął w bagażniku i przewiózł do lasu. Tam czekał już dół. Na wypełnienie czekać długo nie musiał. Wrzucił go do dołu, słyszał płacz, a po chwili w powietrzu rozniósł się nieprzyjemny odór moczu zmieszany z odorem kału. On podszedł do samochodu, wyciągnął łopatę i zaczął wsypywać do środka piach, sypiąc mu na nogi. Jedną szuflę drugą, trzecią. Robił to powoli, jak najdłużej przeciągając. Nagle ni stąd ni zowąd skończył na piątej. Nachylił się i zaczął szeptać.
- Jak zobaczysz kiedykolwiek na ulicy, w kinie, teatrze czy na parkingu męża Wandy, to masz spierdalać rozumiesz?
-uhhhuuuhuuu - usłyszał w odpowiedzi.
-Jak jeszcze raz, jeden raz, chociaż przez sekundę będzie musiał na Ciebie patrzeć to Cię powieszę za jaja rozumiesz?

Wstał, podszedł do samochodu i odjechał jakby nigdy nic do domu. Jego zostawił w tej dziurze. Nigdy więcej już go nie spotkał, nie wiedział czy jej kochanek tam skonał, uciekł za granicę, czy idąc po mieście rozgląda się na wszystkie strony i po prostu chowa się jeżeli go zauważy. Szczerze go to nie obchodziło. Każdy facet ma jedną twarz i jedną godność, dla tego nie może sobie pozwolić na takie znieważanie swojej osoby.
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
0,00 lt
Ten artykuł lubią: Paulus Buddus, Andrzej Swarzewski, Krzysztof von Thorn-Macak, Mateusz Wilhelm, Tomasz Ivo Hugo, Ivo Karakachanow.
Komentarze
Paulus Buddus
Ostanie zdanie extra :)
Odpowiedz Permalink
Ryszard Paczenko
Ech... Widzę pewne zbieżności z twórcą mojego nazwiska. Ale on się do tego oficjalnie przyznaje.
Odpowiedz Permalink
Jurand Swarzewski
Nie bardzo rozumiem co Pan mana myśli.
Permalink
Krzysztof von Thorn-Macak
"Jak zobaczysz kiedykolwiek na ulicy, w kinie, teatrze czy na parkingu męża Wandy, to masz spierdalać rozumiesz?" - Coś mi tu nie pasuje. Zdanie to sugeruje, że albo sprawca był wynajętym kolesiem albo rogacz powinien powiedzieć coś w stylu: "Jak zobaczysz kiedykolwiek na ulicy, w kinie, teatrze czy na parkingu Wandę lub mnie, to masz spierdalać rozumiesz?". Ale i tak czyta się nieźle i proszę o więcej :)
Odpowiedz Permalink
Vladimir von Hochenhaüser
To Wanda miał męża? Oo
Odpowiedz Permalink
Mateusz Wilhelm
ciekawe, ciekawe.
Odpowiedz Permalink
Ivo Karakachanow
@Hass - nie jednemu psu Burak jak mawiają w Gellonii
Odpowiedz Permalink
Vladimir von Hochenhaüser
brrr... bezpośrednio pod komentarzem Mateusza Teutończyka powoływać się na gellońskie autorytety... są limesy.
Odpowiedz Permalink
Jurand Swarzewski
Panie Krzysztofie. Zostawiłem to w domyśle. Ale widzę, że muszę tłumaczyć. Otóż powiedział tak aby się nie zdradzić. Jakby mu powiedział, że to on, to czemu niby kochanek nie miałby pójść z tym na policję? W końcu wie kto mu grozi. A tak, to jednak zostaje z niczym.
Permalink
Pinia Wodzicka
nie wiem co ja bym zrobiła na miejscu męża (bo nigdy nim nie będę) ale raczej bym zakopała tego kochanka ;p
ale fajne :)
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.