Gazeta Wyborcza, Jurand Swarzewski, 23.02.2013 r. o 03:22
Depresja

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Rusel żył w zwykłym mieście. Normalni ludzie, normalne samochody, drogi i normalna praca. On sam też był normalny, lecz cechowała go nienawiść do rodzaju ludzkiego. Bliżej nieokreślona siła sprawcza, powodująca niemoc, wstręt i obrzydzenie. Rusle miał żonę , trójkę dzieci, małe mieszkanie gdzieś w jakiejś zapyziałej dzielnicy, używany, dwunastoletni samochód i psa którego kochał prawie tak mocno, jak własną żonę.

Czemu więc nie był szczęśliwy? Przecież osiągnął wiele, praca, własne mieszkanie, samochód no i rodzina. Większości, zapewne, dobra materialne, które są wątpliwe i nie najlepszej jakości, sprawiają niebywałą radość. Jemu natomiast radość dawała tylko i wyłącznie rodzina, różnił się tym od reszty.

Czół się niedoceniany. Pracował umysłowo na uniwersytecie jako wykładowca, zarabiał marne grosze, gdyż zajmował się symboliką, religioznawstwem, kulturoznawstwem, kryptografią i starożytnymi wierzeniami. Wszystko to, co nikogo w dzisiejszych czasach nie obchodzi. To co robił doceniała tylko jego piękna, i co by nie mówić, inteligentna żona. Dzięki niej po części czół się spełniony. Niestety tylko po części. Lubił sobie w weekend pójść do pubu i popić.

Był on osobą bardzo wierzącą, z tego powodu codziennie modlił się, aby Bóg zabrał, znikł, odizolował od niego wszystkich idiotów z tego świata. Zaczęło się to już w podstawówce i ciągnie się aż po dzień dzisiejszy. Dwadzieścia jeden lat temu, podobnie jak dzisiaj, nie miał przyjaciół. Z Tą drobną różnicą, że wtedy chciał ich mieć.Potrzebował ich, lecz się na ludziach zawiódł. Nie, nie dla tego, że był łamagą, nosił aparat i okulary, czy z jeszcze innego prozaicznego powodu. Rusel nie miał rodziców, wychowywał się w domu dziecka. W chwili gdy przyszedł do podstawówki rozpoczęło się jego cierpienie. Społeczny ostracyzm spowodowany brakiem rodziców pogłębiał się z miesiąca na miesiąc i równolegle, tym samym wykresem rosła jego pogarda wobec ludzi.

Gdy poszedł do liceum, wszystko miało się zmienić. Poznał nowych znajomych, spędzał z nimi wolny czas, dobrze się bawił. To był rok przerwy w modlitwach o zagładę idiotów, a w zamian zaczął dziękować, że są na ziemi normalni ludzie. Lecz i to musiało dobiec końca. Miał dziewczynę, której imienia nie pamiętam i pamiętać nie chcę. Na jednej z imprez, na której jego akurat nie było puściła się z jego najlepszym przyjacielem, frajerem, którego imienia również nie pamiętam. Po tym wydarzeniu, wmówił sobie, że nie ma dobrych ludzi i na dobre zamknął się w sobie. Na studiach poznał swoją żonę. Spłodził z nią syna, a potem dwóch kolejnych. Była to piękna blondynka o jędrnych kształtach i oczywiście inteligencją. On siedział sam, a ona zaintrygowana jego skrytością nie dawała mu spokoju. Od rana do wieczora zagadywała go, starała zwrócić na siebie jego uwagę specjalnie oblewając testy, by w końcu zrozumieć, że to zła metoda. Gdy jej wyniki po miesiącu przerwy od uganiania się za nim gwałtownie wzrosły, a nawet niekiedy przewyższały jego własne, to on zainteresował się nią, czego owocem jest szczęśliwa rodzina.

Jednak ślub, a potem kolejne dzieci i pies, nie sprawiły, że przestał się modlić... Codziennie podawał inny argument, Spisał je wszystkie w dzienniku, który nazwał później "Argumentnikiem". Jednego dnia, aby, żaden nie dopuścił się gwałtu na kobiecie innego dnia aby nie dawały pretekstów do gwałtu, kolejnego dnia aby żaden nie potrącił mu syna na jezdni a następnego, aby żaden nie wywołał kryzysu gospodarczego. I tak mijały wieczory na modlitwie niezmiennie od 21 lat.

Pewnego dnia, z samego rana w wiadomościach podawali wieści z jego rodzinnego miasta. Jakiś terrorysta wysadził w powietrze przedszkole pełne niewinnych dzieci. Słysząc to, wyłączył telewizor i udał się do pracy. Dzień minął jak każdy inny. Po pracy powrót do domu, obiad, zabawa z dziećmi, kąpiel, rozmowy z żoną kolacja, zabawy z psem a przed snem zabawa z żoną.

Gdy rano się obudził telewizor nie działał, pod drzwiami nie było mleka ani gazety, a samochody stały samopas na środku jezdni puste, niektóre jeszcze w ruchu, jakby ktoś nimi dopiero co jechał. W pierwszej chwili Rusel się przeraził, lecz było to chwilowe uczucie. Po chwili wyszedł zaciekawiony na ulice. I spostrzegł, że nie ma nikogo. Słychać tylko dźwięk syren alarmowych potłuczonych samochodów. Nie roznosi się już,jazgot dzieci bawiących się na placu zabaw, nie słychać już szumu głosów ludzi rozmawiających w kolejce do kiosku, a dzieciak nie krzyczy "Dodatek Nadzwyczajny!".

Ukląkł i zaczął dziękować Panu, za to, że po tylu latach go wysłuchał, za to że istnieje, za to, że teraz będzie mógł żyć pełnią życia niczym nie ograniczony. Po modlitwie wrócił do domu. Wycałował, żonę i dzieci.
- Nie idę dzisiaj do pracy, nie mam już kogo uczyć- rzekł z uśmiechem.
-Czyli jednak on istnieje. Ale czemu to zrobił? Przecież kocha wszystkich.
-Tak i pewnie poszli do nieba, przeżyli sąd ostateczny dzięki moim modlitwą. Wiedziałem! - Spojrzał uradowany w górę.

Minęło kilka tygodni zanim jego rodzina przywykła do aktualnej sytuacji.Tylko on już od pierwszych dni nauczył się funkcjonować w pięcioosobowym społeczeństwie. Zwierzęta szybko zorientowały się, że nie ma ludzi i zaczęły wkraczać do miast.Z tego powodu rusel zorganizował broń i zaczęli chodzić na strzelnice ćwiczyć celność. Tak na wszelki wypadek. Szybko się okazało, że ta umiejętność bywa przydatna. Psy przyzwyczajone do tej pory, że ktoś je karmi, zaczęły grasować po ulicach przeczesując śmietniki. Zdarzały się i takie, które nie były domowymi pupilami. Pewnego razu w drodze na strzelnicę zaatakował ich owczarek. Rusel jako jedyny uniósł broń, przymierzył i wystrzelił z niej dwa razy. Trafił go drugim strzałem. Pies upadł a on nie podchodząc do niego strzelił jeszcze dwa razy. Huk wystrzałów rozniósł się echem po pustych ulicach. Adrenalina buzowała w jego ciele, już po chwili poczuł, że nogi mu się trzęsą. Powoli dochodził do siebie.po tym wydarzeniu jego żona zaczęła chodzić na strzelnicę dużo chętniej. O żywność bać się nie musieli. W sklepach AGD dostępne były piecyki do własnoręcznego wypiekania chleba. Informacje których potrzebowali do samodzielnego życia czerpali z biblioteki miejskiej. Mieszkanie zmienili na większe, samochód gdy kończyła się benzyna również. Uprawiali warzywa we własnym ogrodzie. Nauczyli się wyrobu świec, amunicji, mąki, uprawy roślin i wielu, wielu innych czynności upraszczających im życie. Żyli tak szczęśliwie przez wiele lat. Mogli podróżować po całym kraju. Z tego powodu nie chcieli udomawiać zwierząt. Tuż po żniwach, gdy cała praca dobiegała końca, wybierali się na tydzień lub dwa w różne miejsca. Zwiedzali miasta i chodzili po górach. Żyli tak, jak chcieli. Byli szczęśliwi, nie mieli żadnych trosk. Żyli sobą i dla siebie. Nie liczyło się nic innego prócz rodziny. Byli naprawdę szczęśliwi, wszyscy. Po 15 latach miasta nie przypominały już tych samych co niegdyś. Były pełne zieleni. Mech porastał mury, trawa przebiła się przez dziury w asfalcie i chodnikach, drzewa rosły na dachach, a zaniedbane budowle szybko się niszczyły. W wielu z nich mieszkały zwierzęta, które wykorzystywały je do schronienia. Zagrożeniem stały się watahy wilków krążące po miastach i niedźwiedzie, sypiające zimą w budynkach. Dlatego zimą wychodzili tylko gdy kończyło się pożywienie, lub opał.

Rusel poświęcał się dwóm rzeczom. Polowaniom, i czytaniu książek. Pierwszym ze swoich hobby zaczął się interesować tego dnia, gdy pierwszy raz zastrzelił zwierzę. Dało mu to wtedy ogromy zastrzyk energii i poczucia władzy a w późniejszym okresie pomagało wyżywić rodzinę. Skórowanie i patroszenie sprawiały mu już mniej radości. Za pierwszym razem, trzymając w jednej dłoni podręcznik, a w drugiej nuż zwymiotował po samym wbiciu go w cielsko dzika. Wiedział, że musi to robić, jeżeli chce żywić się czymś więcej niż warzywami. Dopiero po piątym, albo szóstym polowaniu ( nie pamiętam dokładnie ) oswoił się z widokiem martwej i krwawiącej zwierzyny. Robił to również, ze względu na radość jaką przynosił do domu wchodząc ze świeżym mięsem.

Drugą rzeczą której się oddawał było wcześniej wspomniane czytani. Cała rodzina pochłaniała książki jak posiłki. Z tą różnicą, że nimi nigdy się nie nasycali. Dzieci gustowały w fantastyce, żona w czytywała romansidła a Rusel poradniki. Nauka przetrwania, techniki nurkowania, podręcznik myślistwa i rybołówstwa nie były mu obce. Był on człowiekiem, który chciał umieć coraz więcej i więcej, być coraz bardziej kompletnym i przygotowanym na każdą sytuację. To on zapewniał opał, prowiant, za to był w rodzinie szanowany. Paradoksalnie, wszyscy ludzie musieli zniknąć aby przez nich stał się doceniany.

Czytając książkę późnym wieczorem wszystko znowu zaczęło się wyginać we wszystkie strony. Litery w książce zaczęły znikać, zaraz po nich meble. próbował wstać z fotela lecz wszystko się mu rozmywało o nie był w stanie iść. Usiadł.opierając się o ścianę której kolor stawał się coraz bardziej niejasny. Czerń? Zieleń? Fiolet? Nie, biel. Z drzwi zniknęła klamka a one się po chwili otworzyły i usłyszał.
- Panie Kent. Tabletki.
Rusel z błagalnym spojrzeniem zaczął pełzać w stronę widma. Niepotrzebnie. Sam do niego podszedł. Połknął
- Dziękuję Panie...
Świat wrócił do normy...
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
0,00 lt
Ten artykuł lubią: Akrypa Rabotowicz von Primisz, Andrzej Swarzewski, Piotr II Grzegorz, Komet Raginis, Ivo Karakachanow, Markus Arped, Fryderyk von Hohenzollern, Sorcha Raven, Jack von Horn, Maria von Primisz, Vladimir ik Lihtenštán, Pansy Anclar-Swarzewska, Roland Heach-Romański, Irmina de Ruth y Thorn, Ivusia Buddusówna.
Komentarze
Ivo Karakachanow
jestem bardzo, ale to bardzo zadowolony, że miałem "nosa" i zatrudniłem pana w TW:)
Odpowiedz Permalink
Fryderyk von Hohenzollern
Super, bardzo ciekawy tekst, piękny styl pisania:)
Odpowiedz Permalink
Akrypa Rabotowicz von Primisz
Świetny tekst.
Permalink
Maria von Primisz
Świetny tekst, brawo aż się chce więcej!
Odpowiedz Permalink
Akrypa Rabotowicz von Primisz
16 sekund różnicy.
Permalink
Jurand Swarzewski
Ivo a my kiedyś nie przeszliśmy na "Ty"? Dziekuje za słowa uznania. ^^
Permalink
Akrypa Rabotowicz von Primisz
Teraz 2 sekundy.
Permalink
Ivo Karakachanow
Drogi Jurandzie! Przeszliśmy, ale publicznie z lekkim nadęciem przyjemniej:)
Odpowiedz Permalink
Jurand Swarzewski
To w takim razie jak Pan uważa ^^
Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
Komentarz dla Autora :D Świetna praca.
Odpowiedz Permalink
Irmina de Ruth y Thorn
Bardzo dobrze się czytało :) gratuluje znakomitego pióra :D
Odpowiedz Permalink
Ivusia Buddusówna
To jest bardzo współczesny tekst. Jak odnaleźć siebie w dzisiejszym świecie?
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.