Versus: Trucizna słodka jak miód

Spotkanie u Norvegicusów-Chojnackich zaczęło się punktualnie, chociaż goście zaczęli się schodzić już pół godziny wcześniej. Każdy chciał być lepiej poinformowany niż reszta. Calisto jednak kwitowała ich zapędy szczerym uśmiechem i zapraszała do ogrodu. A był to ogród przepiękny o tej porze roku - pełen różnego rodzaju kwiatów, krzewów i zakamarków, w których bez problemu można byłoby zniknąć, gdyby ktokolwiek miał taką ochotę. Wiatr przynosił z oddali zapach grillowanego mięsiwa, i każdy, kto tylko wchodził do ogrodu wszelkimi siłami musiał powstrzymywać cieknącą ślinkę.

Kiedy cała gromada już się zebrała gospodyni poprowadziła gości w głąb posiadłości niezliczoną plątaniną korytarzy. Na końcu tego labiryntu znajdowała się altana a przed nią bogato zastawiony stół i Rattus, zwinnie krzątający się koło grilla. Usiedli wszyscy, pojedli, popili i pomału od słowa do słowa przeszli do meritum.

- Coś się nasze tereny wyludniły ostatnio - smętnie zauważyła Calisto - człowiek dwoi się i troi, a ludziom ciągle źle.
- Nie bierz tego do siebie Cal. Ludziom po prostu nigdy nie dogodzisz - skwitował Leszczyński, zatapiając zęby w chrupiącym kawałku kurczaka świeżo ściągniętego z rusztu.
- Nie biorę. Po prostu znam ten mechanizm. Swego czasu zahaczył również o mnie. Obiecywano mi złote góry za zmianę samorządu.
- Czemu nie zmieniłaś - złośliwie przytknął gospodynie Czuguł-Chan.
- Tylko tu mam pewność, że żadna decyzja władz nie doprowadzi do tego, że będę musiała wybierać między miłością do prowincji, a miłością do...
- ...męża? - diuk z Czarnolasu wyraźnie szukał zwady.
- ... kraju - dokończyła, nie zważając na prowokacje.
- Ja się w zasadzie nie dziwię - westchnął Henryk.
- Oj Heniu! Zwariowałeś? GiS to cała Sarmackość Sarmacji. Nasz kraj jest teraz Baridajski, Teutoński, Sclaviński a nawet Wandejski. Tak się niefortunnie złożyło, że nazywamy go Sarmacją, nie Unią Sarmatazjatycką. Próbujemy narzucić swoją tożsamość innym, zamiast dbać o nią w naszym gronie. Póki tak będziemy robić ludzie będą odchodzić.
- Masz na to jakiś sposób? - Helwetyk zmierzył gospodynię przenikliwie.
- Wątpisz w to? - uśmiech Calisto rozwiał wątpliwości niemal wszystkich obecnych.

***

Na dworze książęcym wrzało od kilku dni. Każdy kto ręce miał i nogi spieszył pomagać w przygotowaniach do dwunastej rocznicy powstania Księstwa Sarmacji. Szykowała się wielka biba: kukulica i konfitury miały się lać litrami. Każda pomoc była niezbędna. W takim gorącym czasie w komnatach książęcych pojawił się niespodziewany gość - nie wysoka, choć i nie niska rudowłosa służka. Zastępczyni pokojówki Jego Książęcej Mości, która niefortunnie, akurat teraz rozchorowała się poważnie i medycy pełni byli obaw o jej życie.

Jego Książęca Mość z całą swoją szczerością i dobrocią serca przyjął nową pracownicę. Co rano witał ją szczerym uśmiechem, przed wyjściem z komnat zawsze poświęcał chwilę na rozmowę z nią. A wieczorem, gdy nim położył się spać opowiadał jej o wydarzeniach na salonach. Pełen dobroci, ciepły, serdeczny. Ona zaś słuchała i służyła mu tak uniżenie, że prawdopodobnie rzuciłaby się na klingę, gdyby tylko o to poprosił...

Niestety, im bardziej Książę się do niej przyzwyczajał, tym szybciej dopadała go słabość do jej słodkiego głosu, a wraz z tą słabością pojawiła się inna, którą wszyscy tłumaczyli sobie zmęczeniem związanym ze zbliżającą się uroczystością. Niemoc ta miała jednak podłoże znacznie mroczniejsze.

Kiedy na pięć dni przed uroczystością Jego Książęca Mość nie zdołał podnieść się z łóżka mała, ruda służąca zrobiła coś, co dodało mu sił - oddała mu się - cała, rozogniona, namiętna i jędrna niczym świeże jabłuszko. Po tym wydarzeniu więź między monarchą a zwykłą pokojówką stała się tak silna, że ani Marszałkini Dworu, ani żaden minister nie miał dla Księcia większego znaczenia.

Część 1: Zamach stanu? Czemu nie!
Część 2: Nie pij, nie śpij, niej trać z oczu konkurencji
Część 3: Represja? Opresja!
Część 4: Zza chmur
Część 5: Zew krwi
Część 6: Raz, dwa, trzy pionkiem jesteś ty
Część 7: Znowu kłopoty
Część 8: Szach Mat
Część 9: Do góry nogami
Część 10: Razem i osobno
Część 11: Tik - tak
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
5 465,00 lt
Ten artykuł lubią: Michał Pséftis, Aleksander von Waren, Rattus Norvegicus-Chojnacki, Percy Nightshadow Barbescu-Liberi, Henryk Leszczyński, Jack von Horn, Ryszard Paczenko, Zbyszko Gustolúpulo, Vladimir ik Lihtenštán, Gotfryd Slavik de Ruth.
Komentarze
Michał Pséftis
Ach, ten nasz Jego Książęca Mość - to było ucieleśnienie miłości do Sarmacji. :)
Odpowiedz Permalink
Rattus Norvegicus-Chojnacki
Czyżby szykował się nam prawowity następca? :D
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Jaki prawowity z nieprawego łoża?
Odpowiedz Permalink
Rattus Norvegicus-Chojnacki
Oj tam oj tam. Dobre rzeczy nie są złe. Łoże może lewe, ale co innego prawe? Skąd wiesz?
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Prawe dziewczę do Księcia lgnie - w końcu to rude :D
Odpowiedz Permalink
Henryk Leszczyński
słodki wando.
Odpowiedz Permalink
Ryszard Paczenko
Naprawdę podziwiam. Ja, jak zaczynam zdanie, to zanim je skończę, już się nudzę pisaniem :-)
Odpowiedz Permalink
Michael von Lichtenstein
Ja z kolei jak zaczynam, to idzie całkiem nieźle. Tyle że później przychodzi kryzys weny i wszystko leży niedokończone :D
Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Znam ten ból - kryzys weny to zło pierwotne.
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Witam
Chyba każdy kto stara się czasem coś napisać wie jak trudno zwalczyć Kryzys Weny; a wtedy taka pomoc jak w artykule staje się na pewno przydatna :P Nie mniej tekst jak najbardziej udany i łatwo przystępny, tylko czy końcówka nie za bardzo przysłoniła wcześniejsze akapity...
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.