Pamiętnik z Antares

Teraz gdy przemierzam te łąki skąpane w blasku wschodzącego słonica, te drzewa ledwo co majaczące na horyzoncie. Chłodne powietrze jest wprost przesycone poranną rosą. Która niczym poranne deszcz pobudza wszystko do życia, schładzając jeszcze zimną ziemię, przygotowując ją do popołudniowego skwaru.

Już dawno nie byłem w rodzinnym domu. Domu z którego mam tyle wspaniałych wspomnień, emocji. W którym uczyłem się zachowań odpowiednich dla kawalera z dobrego domu. W którym jako młodzieniec przeżywałem miłosne wzloty i upadki. Dom w Antares był dla mnie zawsze ostoją spokoju i rodzinnej harmonii.
Po 15 latach nieobecność w rodzinnym domu, ciężkich studiach i praktyce prawniczej, mogę powiedzieć ze osiągnąłem wymarzoną karierę. Do wyjazdu zmusiła mnie telegram mego drogiego ojca.

'' Drogi synu ma iskierka życia już gaśnie, jestem już stary i zmęczony. Moja ostatnia wola będzie ujrzenie ciebie. Proszę wróć do domu.''

Wahałem się przed przyjazd. Jednak postanowiłem uczynić zadość ostatniej woli ojca.

Zamek w Antares, nie zmienił się od momentu gdy wyjeżdżałem na studia, dalej taki wspaniały i okazały, jak gdyby zatrzymał się w miejscu a w nim moje wspomnienia.
Już na progu wielkich drewnianych drzwi wyczułem wspaniały zapach świeżo pieczonego ciasta borówkowego mojej mamy. Jest to zapach dzieciństwa, wprost oszałamiał wszystkie zmysł, które nieustannie domagają się chodź małego kawałka .
Wspólne z moim kolegą z dziecinnych lat, wykradaliśmy po kawałku jeszcze gorącego ciasta. Była to dla nas wspaniała przygoda, jeszcze lepsza było konsumpcja jej zdobyczy, z którego robiliśmy prawdziwy rytuał.

Po przywitaniu się z matką i rodzeństwem udałem się do mojego ojca, by jeszcze zdążył nasycić wzrok moim przybyciem, w końcu tyle mnie oczekiwał.
Odkąd sobie przypominam, ojciec zawsze wyglądał elegancko nawet leżąc teraz w łóżku, kazał założyć sobie świąteczne ubranie. W sumie nie widywałem go w innym ubraniu, do końca elegancki. Jego wygląd prawie wcale się nie zmieniał, może przybyło mu kilka zmarszczek, te błękitne oczy w których niegdyś zakochała się mama. Którymi obdarzał nas bacznym spojrzenie i patrzał z politowaniem, gdy wspólnie z rodzeństwem coś przeskrobałem. Nie pamiętam, żeby w jakiś sposób nas karał, jedynie tłumaczył nasz błąd. Zawsze przytulając do serca. Jego stanowczy chodź łagodny głos, wywoływały u nas zakłopotanie. Jedynie te jego oczy straciły błękitną barwę, stając się lekko szarawe, zmęczone dalszym życiem. Jednak gdzieś tam tliła się jeszcze iskierka.

Ojciec zawsze starał się pomagać, pamiętam gdy po wielkiej powodzi, cześć należących do nas wsi, została zniszczona. W tedy bez namysłu wypłacił odszkodowania rolnikom i przystąpił do odbudowy wsi, jednoczenie karmiąc i otrzymując wszystkich.
Jednak jego dobroć się opłaciła, jeszcze przed zimą zebraliśmy obwite plony.


Jednak Śmierć już szykowała swój kostur, odbierając nam naszego ukochanego ojca, tyle lat. Ja jak ten ostatni wyrodny syn, nie dawałem znaku życia, zachłyśnięty karierą w wielkim mieście, zapomniałem o domowym cieple, wspaniałych latach spędzonych w Antares.

Ojciec umarł w czwartek, zawsze mawiał ze jego dniem śmierci będzie ten dzień, uroczystość pogrzebowa odbyła się na pobliskie łące, gdzie spoczywają jego rodzice. Zawsze było to rodzinne mauzoleum. Na pogrzebie nie zabrakło przyjaciół rodziny, tłum zdawał się otaczać trumnę z ciałem, jakby do końca chciał pożegnać, swojego dobrodziej.

Jako najstarszy syn postanowiłem zając się gospodarstwem, moje rodzeństwo nie protestowało i tak każdy z nich najlepiej sprzedał by majątek. Ja postanowiłem podnieść nieco zapuszczone gospodarstwo na wyższy poziom techniczny. W epoce takich odkryć technicznych robić wszystko ręcznie. Wysłałem telegram do przyjaciele inżyniera i pasjonata nowoczesności. Obiecał przyjechać za miesiąc.

Ojciec był mądrym człowiekiem, zawsze trzy razy obrócił monetę zanim ja zainwestował. Toteż zastawił spory majątek, który można będzie zainwestować.

W pobliskim miasteczku zobaczyłem moja pierwszą miłość, jej uroda nic się nie zmienił piękna jak w chwili naszego rozstania. Jeszcze dziś czują ten ból w sercu kiedy wyjeżdżałem na studia i musieliśmy się rozstać. Nie miałem odwagi do niej podejść, przez tyle lat nie pamiętałem o jej urodzinach, nie napisałem jej nawet jednego listu.
Jednak wciąż pamiętaj jej piękną twarz, smukła figurę, gdy leząc wtuleni w siebie spoglądaliśmy na niebo, marząc o własnej rodzinie i gromadce dzieci. Wtedy też nasz pierwszy raz zapamiętam na zawsze, gdy nasze ciała trwały w miłosnym uniesieniu, z każdym ruchem przezywając miłosne doznania, które zdawały się nie mieć końca, zatopieni niczym mitologiczny kochankowie w uścisku na zawsze.
Jednak chwila rozstania nadeszła a jej twarz jeszcze nigdy nie była tak smutna, te piękne szafirowe oczy nie stworzone do płaczu, zalały się łzami. Wtedy każda z jej łez, zdawały się wieczną powodzią, która smutkiem zalał moje serce.



Kolejny dzień chylił się ku zachodowi, dając wytchnienie od palącego słońca, ogromna czerwona kula chowająca się za horyzontem, dając spektakl barw a ostatnimi pomieniam muskając otoczenie. Jakby żegnała się dając miejsce majestatycznej nocy
Letnie noce w Antares były przesycone rosą, odgłosy wydawane przez naturę były wprost oszałamiające dla zmysłów. Przyświecający księżyc otulał otoczenie swoim srebrzystym światłem, wskazywać drogę w nieprzeniknionej nocy. W dzieciństwie uwielbialiśmy leżeć na trawie i obserwować spadające gwiazdy. Piękne dziecięce lata.
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
2 887,00 lt
Ten artykuł lubią: Michał Pséftis, Krzysztof St. M. Kwazi, Calisto Norvegicus-Chojnacka, Paulus Buddus, Tomasz Ivo Hugo, Mateusz Korecki.
Komentarze
Paulus Buddus
widzę powracają weterani :)

Muszę przyznać, że fragment o miłości mnie wzruszył
Odpowiedz Permalink
Aleksander Damian von Thorn-Chojnacki
Godny artykuł
Odpowiedz Permalink
Marek von Thorn-Chojnacki
Cieszy mnie to że sie podobało.
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Ciepły, wzruszający artykuł. Cieszę się, że Markiz do nas powrócił. Liczę na więcej opowiadań :)
Odpowiedz Permalink
Mateusz Korecki
Kolejny artykuł utwierdza w fakcie, że literaci zasługują na odrębny order i jak najwięcej plebiscytów, konkursów :)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.