Versus: Cisza przed burzą

Droczy Czytelnicy!

Zapewne już nie możecie doczekać się najnowszego odcinka powieści Versus, zanim jednak do niego przejdę, chciałabym podprowadzić nieco czasu antenowego swoim bohaterom. Ostatnie dwa tygodnie to czas, w którym pokazaliście mi po raz kolejny, że pisząc tę powieść postąpiłam słusznie, że było warto. Mam tu na myśli nie tylko kolejną (trzecią z kolei) nominację do inicjatywy miesiąca, ale również głosowanie w plebiscycie "Pióra Feniksa" w kategorii proza. Konkurencja była ogromna, wybór bardzo trudny, dlatego dziękuję Wam z całego serca za to, że postawiliście na Versus! Mam nadzieję, że kolejne części utwierdzą Was w przekonaniu, że był to dobry wybór.



Diuk Kwazi siedział na parkowej ławeczce i spokojnie gładził swoją brodę. W oddali słychać było pląsy dzieci, krzyki ich matek i ćwierkanie ptaków. Całe szczęście, że na miejsce spotkania wybrali Fer - dziś to jedyne miasto na wyspie, w którym pogoda nie przyprawia człowieka o depresję. Jednak pomimo błogiej atmosfery, słonecznego nieba i rozkosznego chłodu panującego w zacienionej części parku IV książę Teutończyków nie był zadowolony. Nie cierpiał Gellończyków, a spędzanie dnia na ich ziemiach, w ich sąsiedztwie było dla niego nie lada udręką.
- Ach, gdyby był tu mój brat, Kaxiu... Ależ by miał używkę z tego ich beztroskiego pląsania. - brata jednak nie było.

- Nad czym tak dumasz drogi książę? - monarchistka wyrosła jakby spod ziemi. A może to tylko Teutończyk tak się zamyślił, że nie zauważył kiedy do niego podeszła.
- Nad upośledzeniem waszych zegarków - zadrwił pokazując na tarczę swojego. Spóźniła się. Pół godziny. Niedopuszczalne.
- Przywilejem damy jest żyć na skraju punktualności.
- Następnym razem jak postanowisz skorzystać z tego przywileju w kontekście naszego spotkania, tak cię załatwię, że wrócisz do motłochu, z którego się wywodzisz.
- Nie tak ostro drogi książę - monarchistka przywołała na twarz najpaskudniejszy z całego arsenału swoich uśmiechów - jesteś w to zamieszany tak samo jak ja, więc jeśli ja skończę w rynsztoku, to ty razem ze mną...

Dłuższą chwilę trwało napięcie pomiędzy nimi i każde starało się pokazać drugiemu swoją wyższość. W końcu jednak znudzili się to walka i przeszli do konkretów.
- Jego Książęcej Mości nie ma. Połowa kraju jest przekonana, że zginął gdzieś w głębi Marchii Trzyczaszkowskiej. Lepszej chwili na wcielenie w życie naszego planu nie będzie - monarchistka obserwowała twarz Kwaziego starając się odczytać z niej jego intencję. On natomiast tylko monotonnie gładził swoją brodę - zupełnie jakby w ogóle nie interesowały go jej słowa.
- Plany... - westchnął z rozbawieniem - więc chcesz wolnej elekcji i liczysz na to, że załatwię ci poparcie w Teutonii?
- Nie wzgardzę takim poparciem.
- A co ja będę z tego miał? - spodziewała się tego pytania. Znała jego rodzinę nie od dziś. Wiedziała, że nie robią niczego za darmo. Wiedziała, że ich cena jest wysoka.
- Niepodległość - odpowiedziała po chwili wahania.

***

Zwykli mieszkańcy Księstwa Sarmacji żyli własnym życiem. Z dala od komnat pałaców, spisków i zdrad. Życie płynęło im spokojnie pomimo panującego ostatnimi czasu głodu i ogromnych kolejek po wypłaty z Funduszu Pracy. Mało kto zastanawiał się nad problemami bywalców salonów. Mało kogo one obchodziły. Mało kto zauważył zmiany w swoim sąsiedztwie. Częstsze wyjazdy sąsiadów. Nocne cienie przemykające ulicami miast. Ponure zaszyfrowane sygnały, które rozbrzmiewały po lasach nocami. Zwykłych mieszkańców to nie interesowało. Nie mieli na to czasu. Nie mieli ochoty.

A jednak Księstwo zmieniło się nie do poznania. Szpiedzy Jego Książęcej Mości przeczesywali kraj wzdłuż i wszerz. Zaglądali do każdego domu, w każdy kąt. Sprawdzali lasy i nieużytki. Wiedzieli, że ktoś spiskuje. Nie wiedzieli jednak kto i gdzie. Irytacja Jego Książęcej Wysokości Helwetyka Romańskiego powoli zaczynała osiągać punkt krytyczny. Meldujący mu szefowie służb, którzy wkradali się do jego komnat w środku nocy, wychodzi z nich rozedrgani, przerażeni i sfrustrowani.

- Całe szczęście, że choć książę jest wciąż bezpieczny - westchnął sam do siebie Helwetyk, gdy cały zastęp szpiegów przebrnął już przez jego pokój. Książę jednak nie był bezpieczny. W wyprawie brał bowiem udział najemnik, którego opłacali jego wrogowie. Najemnik, który jak nikt inny potrafił omamić władcę i który w odpowiednim momencie zarżnie go jak wieprza. Gdyby szpiedzy JKM byli skuteczniejsi ów namiestnik już wisiałby na jednym z drzew przy trakcie prowadzącym z Trzyczaszkowa do Gniewu.

***

W głębi lasu zebrała się grupa zakapturzonych, ubranych w czerń rycerzy. Mroczne bractwo gotowe w każdej chwili bronić interesów swojego Pana. Doskonale wiedzieli o poczynaniach szpiegów. Mieli w końcu swoich własnych. Stokroć lepiej opłacanych. Tysiąckroć lepiej wyszkolonych i przede wszystkim lojalnych. Wiedzieli, że tego wieczoru nikt nie zapuści się w te strony. Siedzieli więc spokojnie i czekali na swych gości.

- Witajcie towarzysze rycerze - odezwał się w końcu przywódca wyczekiwanej grupy. Pozostali nowo przybyli bez słowa dosiedli się do ogniska, przy którym grzali się rycerze.
- Jak przygotowania do egzekucji?
- Już wszystko gotowe. Wystarczy jedno słowo i bum - dowódca przybyszów wykonał niedwuznaczny ruch ręką.
- Sarmaci coś podejrzewają?
- Sarmaci? Nie dostrzegliby spisku nawet jakby ktoś podał im go na talerzu. Zbyt są zaślepieni walką z pierdołami. Bzdety - tak bzdety to ich interesują. Kto źle zaakcentuje słowo, kto zaklnie pod nosem, kto kogo zaciągnie do łóżka... Kraj raczej ich nie obchodzi.
- Książę wysłał szpiegów. Przeczesują wyspę wzdłuż i wszerz.
- A myślisz, że kto płaci tym szpiegom?
- Wszystkim?
- Nie no, wszystkim nie, ale ci, których nie ma na liście płac wkrótce będą na liście klientów grabarza - nieznajomy zaśmiał się okrutnie, jakby myśl o mordzie sprawiała mu nie lada przyjemność.


Część 1: Zamach stanu? Czemu nie!
Część 2: Nie pij, nie śpij, niej trać z oczu konkurencji
Część 3: Represja? Opresja!
Część 4: Zza chmur
Część 5: Zew krwi
Część 6: Raz, dwa, trzy pionkiem jesteś ty
Część 7: Znowu kłopoty
Część 8: Szach Mat
Część 9: Do góry nogami
Część 10: Razem i osobno
Część 11: Tik - tak
Część 12: Trucizna słodka jak miód
Część 13: Mroczny Książę
Część 14: Witajcie w Trzyczaszkowie
Część 15: Żywy bez życia
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
5 134,00 lt
Ten artykuł lubią: Rattus Norvegicus-Chojnacki, Ryszard Paczenko, Młynek Kawowy, Marek von Thorn-Chojnacki, Henryk Leszczyński, Tomasz Ivo Hugo, Michał Pséftis, Fryderyk von Hohenzollern, Krzysztof St. M. Kwazi.
Komentarze
Rattus Norvegicus-Chojnacki
Sprawa nabiera rozpędu..... Robi się mroczniej i mroczniej.... ciekawie!

To co, przyspieszysz do dwóch odcinków na tydzień? :D
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Nie przyspieszam. Co za dużo to niezdrowo.
Odpowiedz Permalink
Młynek Kawowy
Czy mogę zasugerować wydanie całości w pdf-ie?
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Oczywiście :) wydam cały sezon :) 20 oscinków. Czy tak może być?
Odpowiedz Permalink
Marek von Thorn-Chojnacki
Super, dla mnie bomba. Super się czyta
Odpowiedz Permalink
Rattus Norvegicus-Chojnacki
A dlaczego polajkowałaś swój komentarz? :>
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Bo nie trafiłam w serce przy komentarzu p. Młynka ;)

Marku: dziękuję :)
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Witam
Dobra literatura, lekko się czyta :)
Permalink
Marek von Thorn-Chojnacki
Nie ma za co, miło się czyta dobrą literaturę.
Odpowiedz Permalink
Roland Heach-Romański
Mogę pomóc przy redagowaniu pdfki, znam się na tym :D
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Witam
Jak już będziecie to przerabiać do formatu pdf to pomyślcie o jakiś załącznikach graficznych...
Permalink
Fryderyk von Hohenzollern
Kawał dobrej literatury. Gdyby to zależało od mnie, to bym umieścił Versusu jako lekturę obowiązkową w IES:P A tak na poważnie każda z części jest coraz lepsza i ciekawsza. Przyjemnie się czyta i co najważniejsze wciąga - dlatego czekam na więcej.
Odpowiedz Permalink
Roland Heach-Romański
Ja podziwiam autorkę, że jest w stanie jakoś sensownie dzielić to na części. Pamiętam kiedy siadałem do pisania "Więziennej rzeczywistości". Teksty wychodziły naprawdę długie, a ja ni jak nie miałem pomysłu jak je sensownie podzielić na przyjemniejsze ściany tekstu. Dlatego podziwiam ;)
Odpowiedz Permalink
Michael von Lichtenstein
Odcinek lekki, miło się czyta :) Natomiast co do podziału na części - zgadzam się z przedmówcą, często zbyt długie fragmenty nie pozwalają się doczytać do końca :)
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.