Tajemniczy Medalion

Jego czarny,długi okręt,bez najmniejszego trudu rozdzierał morskie fale, dwa ogromne żagle rozpięte były do granic możliwości. Bez trudu pochłaniając potężne podmuchy wiatru, jakby kapitan u samego boga wiatrów miał posłuch. Na pokładzie On, pan Życia , zawsze miał posłuch wśród załogi. Zdawali sobie sprawę, że On może skrócić ich marną egzystencje, uciec nie mieli odwagi.

Ucieczka z pokładu statku, karana była powieszeniem na maszcie. Jednak na przestrzeni lat, znalazło się kilku śmiałków którzy pod osłona nocy, odważyli się opuścić pokład, jeszcze tej samej nocy wisieli na maszcie. Rano zleciał się chmara ptaków rozdziobując jeszcze świeże ciała śmiałków.Ich krew kapał, rozbryzgując się po pokładzie, niczym obwity deszcz, który zazwyczaj strugami zalewa pokład.

Sam kapitan Ezechiel, był dość ponurą i upiorną postacią. Jego czarny ubiór, przywodził namyśl demoniczną postać która jakimś cudem, wyrwała się z objęci samego Lucyfera.
Jego oczy czarne jak nieprzeniknione głębiny oceanu, skrywały jakąś mroczną tajemnicę. Załoga bała się patrzeć Ezechielowi prosto w oczy, było w nich coś upiornego, coś co pozbawiało nadziei na dalsze życie, mistyczna tajemnica.
Tajemniczości dodawał mu medalion który zawsze nosił przypięty do klapy płaszcza.
Medalion przedstawiał słońce i księżyc w dziwnie złączonej konfiguracji, z tajemniczym napisem dookoła.

DA MIHI ANIMAS CÆTERA TOLLE

Najstarsi członkowie załogi nie pamiętali, skąd pochodzi kapitan, podobno któregoś pochmurnego dnia, pojawił się na swej piękną czarną Genesis. Bo tak ów statek się nazywał. Z dziwnym podmuchem wiatru otworzyły się przed nim drzwi do karczmy, zwerbował kilku ochotników do wiecznej tułaczki.

Tego pochmurnego dnia, okręt zakotwiczył nieopodal pięknej wysepki, soczysta zieleń porastając wyspie, błękitna prawie przezroczysta woda. Załoga aż rwała się na ląd,by dotknąć ziemi po tylu miesiącach na morzu.
Nagle drzwi kajuty otworzyły się z hukiem, kapitan grzmiący głosem powiedział:
- Trzech wysłać na ląd żeby zapasy uzupełnili- powiedział pocierając ręką brodę,
- Reszta tej zgrai ma dziś wolne, na ląd wybawić się z dziewkami, tylko wracać, nie chcecie znów posmakować mojego bata- powiedział z surowością

Załoga oszalała z szczęścia, po tylu miesiącach na ląd.
- Co to ,stary się zlitował- powiedział ślepy na jedno oko Franek
- To panowie, do łodzi i prosto do karczmy dziś popijemy i zabawimy się z dziewkami – zaśmiał się złowieszczo jeden z członków załogi.
Tymczasem na pokładzie w kajucie kapitan dało się słyszeć dziwne syki, trzaski. Nagle z kuli ognia, która zstępowała jakby z samego piekła, pojawił się Pan ciemności.
Sam Lucyfer stał w jego kajucie .Wyglądem przypominał zwykłego człowieka, lecz pustka w jego oczach, ział zgrozę.
- Ezechielu, pamiętasz o naszej umowie- dodał z demonicznym śmiechem.


CDN
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
2 470,00 lt
Ten artykuł lubią: Rihanna Aureliuš-Sedrovski, Mateusz Wilhelm, Vladimir ik Lihtenštán, Ryszard Paczenko, Roland Heach-Romański, Krzysztof St. M. Kwazi, Gotfryd Slavik de Ruth.
Komentarze
Gotfryd Slavik de Ruth
Witam
To bardzo fajny artykuł, jest ciekaw co Marek wymyślił i jaki będzie finał tego opowiadania :P
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.