Holding MaHi hito, John Recker, 10.02.2015 r. o 17:58
Notatki dowódcy cz 3.

unK0fJMH.png

Gdy wyszliśmy z namiotu w obozie panował bardzo duży rozruch. Zaczepiłem przypadkowego żołnierza
i zapytałem :

- Co się stało? Czemu nagle wszyscy się zerwali? On popatrzał na mnie i opowiedział:
- To sierżant nic nie słyszał? Są rozkazy wymarszu. Wszyscy maszerują na Mekre, wie sierżant to miasto dziesięć kilometrów w głąb lądu.
- Aha! No dobra, dzięki za powiadomienie (podziękowałem mu).

Żołnierz zaraz pobiegł w swoją stronę.

- Gdzie mamy spotkać ten nasz oddział?- zapytałem po czym sprawdziłem magazynek i celownik.
- Podobno mają czekać przy moście za piętnaście minut, mamy szczęście dostaliśmy obsługę CKM.- uśmiechnął się w Will i zapalił papierosa.
- Jak będziesz tyle palił to jak ty masz zamiar utrzymywać nasze tempo marszu. Co?- zapytałem go, wyrywając mu papierosa z ręki.- Dawaj resztę!- rozkazałem. Will oddał mi paczkę papierosów i zapałki. Odebrałem od niego obie rzeczy i wyrzuciłem do kałuży po czym odwróciłem się na pięcie i ruszyłem w stronę mostu. Kątem oka zauważyłem, że Will podnosi paczkę papierosów z ziemi, otrzepuje ją i chowa do kieszeni. Gdy zobaczyłem oddział, który został mi przypisany pomyślałem sobie, że to jakiś żart.

Połowa z tych "żołnierzy" dopiero co przeszła trening, może jeden na dwudziestu miał więcej niż osiemnaście lat. Will i Hannah zrównali się ze mną, widziałem jak Hannah chociaż sam o niewiele starszy od nich ale zaprawiony w boju pokręcił głową.

- No to dostaliśmy mięso armatnie, padną zaraz po przejściu przez most.- podsumował Will i zrezygnowany ruszył w stronę oddziału. Co miałem zrobić? Wrócić się do namiotu sztabu i składać reklamację? Gdybym tak zrobił został bym zdegradowany od szeregowca i sam przydzielony do tego oddziału, musiał bym słuchać rozkazów jakiegoś niedoświadczonego sierżanta, który został awansowany tylko dlatego, że nie miał kto poprowadzić tego oddziału.

Gdy tak rozmyślałem za mostem rozległ się huk, to była mina przeciw piechotna czyli najgorsza śmierć jaka cię może spotkać, idziesz spokojnym krokiem przez pole, nagle coś chwyta twoją nogę, gdy już zorientujesz się co to jest to możesz wybrać, albo sam sobie strzelić w głowę, albo tylko podnieść nogę.

- Słyszałem, że jak rozsadza człowieka taka mina to nic nie czujesz, po prostu bum- powiedział jeden z młodych żołnierzy, był to wysoki blondyn o niebieskich oczach, należał do obsługi CKM ciekawe tylko czy to on strzelał czy tylko podawał amunicję.

- Dobra panowie - zacząłem- za tym mostem nikt nie będzie patrzał na to, że dopiero co przestaliście pić mleko z cyca mamusi, dlatego dam wam parę dobrych rad zanim ruszymy. Gdy dostaniecie rozkaz wykonać bez pytania, druga rada gdy tylko zobaczycie żołnierza PR strzelać, nie darować mu życia bo on by dla was tego nie zrobił. Teraz ruszamy obsługa CKM idzie na samym końcu, mamy snajpera?
- Tak- odpowiedział chłopak, który moim zdaniem był starszy od reszty, dobrze zbudowany, średniego wzrostu, w ręce trzymał Sako TRG, karabin snajperski o ciężkiej lufie i dużym jak na ten karabin dwójnogu.
- Ty trzymasz się blisko mnie. A reszta odliczyć do dwóch!.
Odliczanie trwało krótko. Później przydzieliłem jedynki do Willa a dwójki do Hannaha. Wyszło na to że Will miał sześć a Hannah siedem ludzi.
- Ruszamy- krzyknąłem i szybkim krokiem ruszyłem w stronę mostu.

Szliśmy tak około dwóch godzin, pięć kilometrów w dwie godziny, no po po prostu rekord świata.

Niestety nie dało się szybciej, droga nie dość, że była kręta to co chwilę trafialiśmy na patrole, niekiedy udawało nam się przejść niepostrzeżenie ale jeden patrol nas wykrył przez co pół godziny straciliśmy na bezsensowną walkę z oddziałem pięciu żołnierzy PR.
Szliśmy drogą na północny-wschód, nagle zza zakrętu wyjechał czołg, zobaczyli nas, nie zdążyliśmy uciec do lasu, usłyszałem huk, drzewo przede mną zaczęło się walić, odskoczyłem na bok ciągnąc za sobą młodego snajpera. Uciekliśmy czołgowi, ale zaczęło się ściemniać co zwiastowało burzę. Zaczął padać deszcz a jakby jeszcze tego było mało, w oddali zobaczyłem mignięcie latarki, spojrzałem przez lufę mojego karabinu. Był to patrol, ale nie taki byle jaki patrol, składał się z trzydziestu uzbrojonych po zęby weteranów wojennych. Patrol rozciągał się na trzysta metrów w szerz, nie było czasu żeby uciec a patrol zmierzał w naszą stronę, dodatkowo nad naszymi głowami ponad koronami drzew można było usłyszeć helikoptery.

- Tam ktoś jest! - krzyknął jeden z naszych. To już całkowicie przeważyło o naszym losie, nie było mowy o ucieczce. Zobaczyli nas!
Dotacje
1 500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Laurẽt Gedeon I, Sucio Vips, Julian Fer at Atera.
Serduszka
5 133,00 lt
Ten artykuł lubią: Herman Kolineusz, Laurẽt Gedeon I, Kamil Warior von Vincis-Kazakov, Sucio Vips, Ivan von Lichtenstein, Julian Fer at Atera, Remigiusz von Ram.
Komentarze
Laurẽt Gedeon I
Widzę ten entuzjazm, a i wena twórcza nie opuszcza :)
Odpowiedz Permalink
Kamil Warior von Vincis-Kazakov
Dlaczego przerwałeś w najważniejszym momencie? Chcę więcej!
Odpowiedz Permalink
John Recker
Moja tajemnica :)
Odpowiedz Permalink
Julian Fer at Atera
Fajne logo :)
Odpowiedz Permalink
Remigiusz von Ram
Podoba mi sie twój styl. Czekam na następne :)
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.