Głos Sclavinii, Karolina Aleksandra, 01.03.2015 r. o 02:21
Niedziela z... Karoliną dssą von Lichtenstein [#6]
Seria wydawnicza: Niedziela z…

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
y79jy6q3.png

Nadeszła pora na kolejny wywiad z cyklu Niedziela z… Chyba najbardziej nietypowy ze wszystkich.

Przypomnijmy, że wiele niedziel temu rozmawialiśmy z Beznadziejem bnt. Angloviastym w ramach cyklu wywiadów wyróżniających się jedną szczególną cechą — pod koniec każdego spotkania zadawaliśmy każdemu rozmówcy pytanie, kogo następnie powinien przemaglować Głos Sclavinii. Wybór następnego rozmówcy zależał tylko i wyłącznie od baroneta. Ostatnie nasze spotkanie zakończyło się wskazaniem Redaktorki Naczelnej jako następnej rozmówczyni.

Dlatego też w dzisiejszym wydaniu rozmawiamy z Karoliną diuczessą-hrabiną von Lichtenstein.
* * *

Głos Sclavinii: Jak to jest, rozmawiać ze sobą?

Karolina von Lichtenstein: ...

GS: Hm?

KvL: Nie no, tak na serio, w zasadzie chyba każdemu zdarzyło się kiedyś rozmawiać ze sobą – tak wewnętrznie. Rozważać i analizować różne opcje, podejmować decyzje, i przy tym mówić do siebie, niekoniecznie na głos.

GS: Ale jednak inaczej jest mówić do siebie, a inaczej przeprowadzać ze sobą, skądinąd, publiczny wywiad.

KvL: To prawda. Ogólnie wywiadów ze mną przeprowadzono parę, nie jest to więc dla mnie nowość. Ale przyznam, że podczas takich rozmów trzeba się wczuć w specyficzny nastrój i umieć zebrać swoje myśli razem. O ile większość swoich artykułów edytuję po publikacji jeszcze z parę razy, bo np. jakieś sformułowanie mogę zastąpić lepszym, albo coś poprawić, o tyle rozmowy – z definicji przeprowadzane nie przeze mnie – są trudniejsze, bo jeśli już raz coś powiem, to poprawić to mogę tylko w procesie ewentualnej autoryzacji. A potem już idzie do druku.

GS: No, teraz na pewno JO będzie mogła do woli edytować ten tekst. Niemniej, skoro już wspominamy o prasie, jak ocenia JO stan obecnego sarmackiego rynku prasowego z perspektywy jednego z wydawców?

KvL: Cóż, moja ocena może być trochę nieobiektywna ze względu na to, że jak wspomniała Pani Redaktor, jestem redaktorem naczelnym jednego z tytułów. Natomiast, co do meritum… W zasadzie coraz rzadziej patrzę na to, które wydawnictwo sygnuje dany artykuł, a częściej koncentruję się na jego treści. Widzę jednak loga Gazety Teutońskiej czy MaHi Holdingu. Nowi coraz częściej piszą w holdingu założonym przez MaHiego – i to jest super. Brakuje mi czasami dbałości o formę treści, ale sama treść jest super. Godny podziwu jest też Merkuriusz, dostarczający wiadomości z frontu walki o przyrodę GiSu i podsumowania wiadomości z tego samorządu.
Brakuje mi jednak informacji. Tutaj akurat, przyznam się, zaniechałam Przeglądu Tygodnia – kto mógłby się spodziewać, że zarówno mi, jak i Nowemu Kurierowi Sarmackiemu, wena do publikowania tego skończy się w tym samym czasie? Niemniej, tutaj braki nadrabiał Mikro(dziennik), który też się skończył... Mimo wszystko, to jednak dywagowanie o podsumowaniu pewnego okresu - niezależnie czy dwóch dni, czy tygodnia - po prostu podsumowanie.
A mnie brakuje trochę informacji takich na bieżąco. Kiedyś, gdyby Kanclerz podał się do dymisji, informowałaby o tym od razu Brama Sarmacka, a szeroko komentowało sporo agencji prasowych. W dzisiejszych czasach jest nieco inaczej. Oczywiście, jest GAP, ale to jednak nieco inna formuła. Jestem pewna, że gdyby ktoś w końcu wziął się za rubrykę typu „news + komentarz 2 osób + objaśnienie newsa”, odniosłoby to spory sukces.
Kolejna rzecz, którą bym chętnie widziała w prasie, to felietony. Ogólnie po prostu brakuje mi kompleksowych, acz subiektywnych punktów widzenia na daną sprawę.

GS: A JO z kolei swawoli sobie w Głosie Sclavinii, oficjalnej agencji Sclavinii. Była tam JO także konsulem. Dlaczego akurat ten samorząd, a nie inny?

KvL: A któż by nie był zachęcony wizją Ostatecznej Krucjaty? A tak na serio, w zasadzie byłam w każdym samorządzie Księstwa, krócej lub dłużej - ale w każdym. Do Sclavinii przybyłam, bo widziałam ówczesne problemy aktywnościowe i stwierdziłam, że pomogę. Ogólnie jednak czuję się Sarmatką. Kiedyś czułam się Trizondalką – bo w zasadzie gdyby nie Trizondal, to w Sarmacji pewnie by mnie nie było – ale pewne wydarzenia, postacie i decyzje uświadomiły mi, że przede wszystkim jestem obywatelką Księstwa Sarmacji. Mogę się przemieszczać w ramach różnych samorządów, ale moje serce jest zawsze trójkolorowe.

GS: Serce… Mówiąc o tym, jakże ważnym dla naszego ciała organie, jakie miejsce w JO sercu ma IRC?

KvL: O, duże. Tak duże, że nie wiem, od czego zacząć w tym temacie. Ogólnie bardzo mi się podoba to, że mamy w Sarmacji taką specyfikę, że lubimy rozmawiać “na żywo” - w sensie, w tym samym czasie. Czat czy IRC to jedne ze środków komunikacji, które to umożliwiają. A wypowiedzi na forum to jednak coś innego niż wypowiedzi na IRCu. Przede wszystkim - inny klimat. Wiem, że jesteśmy jedną z niewielu mikronacji, w której ludzie po prostu wchodzą sobie na IRCa, tak bez okazji, i rozmawiają. Bywają ciche dni, ale bywają też głośne.
A jakby popatrzeć w historię Księstwa - tam zawsze było miejsce dla czata. Gdy przybyłam na do Sarmacji - akurat trwały na czacie śc. p. Polchatu uroczystości z okazji 5-lecia powstania Księstwa. Ale na stronie wówczas - czy może nieco później - był shoutbox, co niejako zastępowało komunikację na żywo. Czat dalej był, ale raczej na potrzeby uroczystości i specjalnych okazji.
Potem powstał IRC #sarmacja. Nie był on na sieci, na której obecnie rezydujemy, i w ogóle było to trochę specyficzne. Wtedy w KS coraz więcej osób uskarżało się na problem z tzw. „neokidami” (o matko, takie to już stare słowo…). Ktoś, chyba JKW Helwetyk, odpowiedział nań utworzeniem kanału IRC, który miał być… tajny i na zaproszenie dla wybranych. Niemniej, kanał upadł po pewnym czasie. Raczej popularniejszy wtedy był czat. Potem w historii sarmackiej IRC pojawiał się na przemian z czatem. No i dzisiaj mamy sobie IRC. I całkiem dużo bywalców.

GS: I Białoruś…

KvL: Taak, Białoruś, w której rządzę od dwóch lat z jednomiesieczną przerwą. Do niedawna nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to tak długo. Cóż mogę powiedzieć, stale dziękuję wszystkim za takie zaufanie. Nie zawsze udaje mi się zażegnać spory na kanale, ale moi dzielni wysocy białoruscy dygnitarze (półoperatorzy) sporo pomagają. I jak trzeba, to kopią i banują, za co też im jestem wdzięczna. Nie da się ukryć, że wielką pomocą w zakresie komend i innych skomplikowanych materii służą także mescam i anglov.

GS: Nie tylko na IRCu obdarzają JO zaufaniem, także i w polityce…

KvL: Teraz jestem Marszałkiem Sejmu, tak. Przyznam, że to w sumie zabawne, bo wiele lat temu, gdy dostałam się do Sejmu, lektura aktów prawnych była dla mnie nieszczególnie ciekawa i wiele razy po prostu nie wiedziałam, co napisać w debacie. A potem jeszcze miałam fatalną kadencję jako minister, zawalając parę istotnych rzeczy. Wtedy też stwierdziłam, że do polityki nigdy nie wrócę i nie mam tu czego szukać – lepiej się trzymać innych dziedzin życia sarmackiego.
A potem, po prostu, gdy byłam Podkanclerzym, zaczęłam w pewnym momencie ogarniać sporo rzeczy za Kanclerza i ze zdziwieniem uświadomiłam sobie, że to w gruncie rzeczy nie jest takie trudne – a czasu miałam wówczas całe mnóstwo. Tak się rozpoczęła moja kariera w polityce od nowa.
Dzisiaj jestem bardziej doświadczona, obeznana z prawem i cóż, parę razy udało mi się zostać Kanclerzem. Czy to dobrze? Sama nie wiem, trochę niepokoi mnie to, że z młodego pokolenia niewiele jest osób chętnych na bycie liderem, a stanowisko Kanclerza nawet wśród starszych stażem zaczyna wyglądać jak stanowisko kompletnego no-life’a. Pamiętajmy, że Sarmacja w pewnej części pełni także funkcję edukacyjną. A nikogo nie nauczymy odpowiedzialności, jeśli ten nie będzie chciał jej wziąć sam na siebie i, co więcej, będzie umiał przyjmować krytykę oraz poprawiać swoje błędy.

GS: W maju minie JO osiem lat bytności w mikronacjach.

KvL: Wiem, powoli szykuję się do ogłoszenia żałoby.

GS: Niektórzy są tutaj od trzynastu lat…

KvL: Okej, w takim razie faktycznie za wcześnie na żałobę. Niemniej, ciężko mi ocenić moje życie sarmackie w jednej kategorii, głównie dlatego, że wielu rzeczy się imałam i wielu dziedzin. Praktycznie wszędzie próbowałam się aktywizować, czy to sport, czy dziennikarstwo. Różnie wychodziło, wiadomo, ale przynajmniej mam ten posmak, że próbowałam faktycznie prawie wszystkiego.
Inna sprawa, że moje sarmackie życie, które już nawet nie jest moim drugim życiem, tylko częścią pierwszego, obejmuje osiem lat mojego realnego życia, od szkoły podstawowej po uniwersytet. Praktycznie więc rzecz biorąc, dorastałam i wychowywałam się z Sarmacją. Na pewno mnie to nieco zdemoralizowało, ale też i dało mi sporo w kwestii kontaktów interpersonalnych, znajomości, zarządzania i organizowania projektów oraz wielu innych rzeczy. Nierzadko jest tak, że coś robię w realu, a potem uświadamiam sobie, że bym tego nie robiła albo zupełnie inaczej bym to zrobiła, gdyby nie moje sarmackie doświadczenie. Dzięki niemu staram się także teraz działać w realowych strukturach samorządowych mojej uczelni.
W ciągu tych ośmiu lat obserwowałam wielkie zmiany w Sarmacji, ale też i sama się bardzo zmieniłam.

GS: Teraz zaś ma JO okazję do obserwowania niejakiego spadku aktywności…

KvL: Nie desperowałabym. Bywa, zawsze mamy wzloty aktywności, gdy to pojawia się po parę artykułów dziennie, a po trzech dniach bez zaglądania do Sarmacji można kompletnie wypaść z rytmu, i mamy upadki, gdy to zaglądanie raz na tydzień wystarczy na ogarnięcie całości sytuacji. Taki jest nasz naturalny rytm. Teraz akurat mamy te gorsze momenty, ale wydaje mi się, że już niedługo – razem ze świętami gellońsko-starosarmackimi i sclavińskimi w marcu – powrócimy do aktywniejszego okresu. A stąd już niedługo do maja, gdy świętować będziemy trzynasty rok istnienia Księstwa. Ja sama ostatnio mam trochę mało czasu, ze względu na sesję egzaminacyjną, jak i inne liczne obligacje realowe, ale nie jest tak źle, po prostu siedzę w Sarmacji mniej, niż kiedyś.

GS: Trzynasty rok istnienia brzmi trochę jak pechowa przepowiednia.

KvL: Czy coś może być bardziej pechowe niż rok, w którym straciliśmy system, a potem rok, w którym mieliśmy siedmiu Regentów? A jestem pewna, że było wiele innych lat, które mogłyby ubiegać się o miano pechowego. Dlatego nieszczególnie przejmowałabym się symboliką liczby trzynaście. Po prostu cieszę się, że wkraczamy w 2015 rok ze społecznością, która jeszcze wiele może przeżyć i przed którą wiele stoi wyzwań. Nic, tylko je realizować.

GS: I takiej szczęśliwej realizacji JO życzymy. A teraz tradycyjne pytanie naszego cyklu, o którym już pewnie wielu zdążyło zapomnieć… Kto następny do odpytania?

KvL: Z ciekawością proponuję osobę dosyć kontrowersyjną – Ivana Dymitra barona von Vincis-Kazakova. Jestem ciekawa, co mógłby powiedzieć na temat paru rzeczy.

GS: Intrygujący wybór, JO.

KvL: Też tak sądzę.
Serduszka
12 103,00 lt
Ten artykuł lubią: Wojciech Wiśnicki, Jakubbu Ashikaga, Andrzej Fryderyk, Markus Arped, Kristian Arped, Siergiusz Asketil, Michał Pséftis, Alfred, Młynek Kawowy, Vladimir ik Lihtenštán, Laurẽt Gedeon I, Ivan von Lichtenstein, Calisto Norvegicus-Chojnacka, Henryk Leszczyński.
Komentarze
Wojciech Wiśnicki
Czytany zawczasu, tantiemka w ramach formalności. :)
Odpowiedz Permalink
Jakubbu Ashikaga
Tantiema!
Odpowiedz Permalink
Andrzej Fryderyk
Regularność serii ucierpiała. Czy powróci? :)
Odpowiedz Permalink
Alfred
Ja bym się trochę nie zgodził z tym, że treść artykułów w holdingu Ma Hi hito jest super... często nie jest. Ale to prawda, że jego istnienie jest cenne. Źli ludzie bez uczuć i sympatii dla świeżaków mogą nawet nie klikać :D
Odpowiedz Permalink
Marek von Thorn-Chojnacki
Ciekawy artykuł
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
Żałoba... Caro est la Sarmatia!
Odpowiedz Permalink
Laurẽt Gedeon I
Trochę dziwny wywiad. Chyba nie zdecydował bym się rozmawiać sam ze sobą :)
Odpowiedz Permalink
Krzysztof Czuguł-Chan
Bardzo zachowawczy wywiad. Liczyłem na coś bardziej brutalnego.
Odpowiedz Permalink
Krzysztof Hans van der Ice
Bardzo ciekawy wywiad. Boje się teraz tego co teraz powie Ivan - czyżby w jego przypadku odczytania jego wywiadu w kolejnym numerze mógłbym sobie zaśpiewać "Next to me" ? Zobaczymy :)
Odpowiedz Permalink
Fryderyk von Hohenzollern
Ciekawy wywiad, chociaż brakuje mi w nim pytań odnośnie bieżącej polityki Rady ministrów i ogólnie obecnego życia publicznego w KS.
Odpowiedz Permalink
Fryderyk von Hohenzollern
Ciekawy wywiad, chociaż brakuje mi w nim pytań odnośnie bieżącej polityki Rady ministrów i ogólnie obecnego życia publicznego w KS.
Odpowiedz Permalink
Karolina Aleksandra
Wcześniej, jak prowadziłam na bieżąco serię, byłam rozkręcona. Teraz od nowa się rozpędzam. Dzięki wszystkim za uwagi, wezmę je do serca w następnym wywiadzie :)
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
A mi nie brakuje. Fajnie wybrnęłaś z rozmowy z samą sobą, dość zabawnie :)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.