Realioza - Cisza przed burzą

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Grodzisk, Pałac Książęcy, 1 marca 2015 roku, około godziny 18:20

Wieczór w Grodzisku był pochmurny i posępny. Jego Książęca Mość pochylony nad zabałaganionym do granic możliwości biurkiem skrobał w ciszy treść ogłoszenia wyborczego i przeklinał w duchu chwilę, w której postanowił dać wolne Karolinie. Niestety nie mógł postąpić inaczej. Diuczessa o tej porze roku zwykle łapała S3Si3. Choroba nawiedzała ją średnio co pół roku. Mroczne wizje mitycznego reala nawiedzały ją wówczas wyjątkowo często strasząc zerami i jedynkami okrutnego kodu uniwersyteckiego. Jedynym możliwym sposobem uniknięcie przykrych konsekwencji choroby Marszałkini Dworu było odsunięcie jej od wszystkich zadań jakimi zwykła się parać na co dzień. Dla Jego Książęcej Mości był to okres nadwyrężającego wątłe zdrowie natłoku przykrych obowiązków, którymi z nikim innym nie był się w stanie podzielić.

- Wróć! - wrzasnął rozgniewany gdy zorientował się, że jego myśli miast ku pracy znowu dążą w stronę absencji Karoliny. Sprawozdanie z Sarmackiego Instytutu Statystyki Społecznej spoglądało na niego posępnie, szczerząc w jego stronę czarne zębiska coraz mniejszych liczb. Ponure przepowiednie przeciwników wymogu aktywności powoli zaczynały się sprawdzać. Monarcha po raz kolejny przeliczył osoby, które spełniały wszystkie kryteria niezbędne do ubiegania się o posadę posła w nadchodzącej kadencji. Za nic w świecie ich liczba nie chciała się zmienić. 21 nazwisk brzmiało jeszcze dość sensownie przy wyborze 7 posłów, ale biorąc pod uwagę, że połowa w ogóle nie przejawia zainteresowania polityką, a znaczna część tych, którzy mogliby kandydować lada moment może stracić aktywność, szykowała się mała katastrofa na tym szczeblu.

Znowu będzie trzeba nakłaniać ludzi do startu w wyborach, pomyślał załamany książę i bez chwili zastanowienia sięgnął po telefon - Proszę mnie połączyć... - odpowiedziała mu cisza - Przepad by trafił tę S3Si3! - zaklął i zaczął przekopywać sterty kartek i karteczek w poszukiwaniu numerów przewodniczących stronnictw.

46PrMk6b.png

Baridajska Stacja Kosmiczna, 2 marca 2015 roku, godzina 12:20 czasu sarmackiego

Dyrektor do spraw eksploracji kosmosu Holdingu MaHi hito przemierzał teren stacji kosmicznej w objęciach nieważkości. Po kilku dniach pobytu jego organizm w końcu przystosował się do warunków panujących na pokładzie i teraz już bez nieprzyjemnych konsekwencji mógł napawać się urokiem ziemskiego globu na tle nieograniczonej czerni kosmosu. Wizytacja przeciągnęła się nieco, ale Kamil nie przejmował się tym w ogóle. Wiedział, że dzięki temu będzie mógł sprawdzić stację i załogę dokładniej niż zakładał. Rakieta z zaopatrzeniem wyleci z kosmodromu pod Almerą dopiero za 3 dni. To daje całkiem przyjemne wakacje w przestrzeni pełne spacerów poza "Mandarynkę", którymi dyrektor nie mógł się wprost nasycić.

- Trochę mi nie na rękę to opóźnienie - Sucio Vips nie podzielał entuzjazmu kolegi, na którego zaproszenie brał udział w tej niezwykłej wyprawie - w Ferze trwają właśnie ćwiczenia Obrony Cywilnej i prawdę mówiąc nie wypada mi w nich nie uczestniczyć. Kto jak kto, ale dyrektor do spraw dostaw uzbrojenia powinien pokazać się na takiej uroczystości.
- Nie pękaj, zdążysz. Będziemy na powierzchni 6 marca po południu. Będziesz miał jeszcze całe dwa dni na gwiazdorzenie w mundurze.
- Ja gwiazdorze? Ja? A kto ciągnął mnie taki kawał drogi by pochwalić się swoją stacją?
- No ale przyznaj sam, warto było!
- Warto - przyznał Sucio - będę mógł dokładniej przyjrzeć się stacji. Będziemy musieli zamontować tu jakieś uzbrojenie.
- To co? Spacerek?
- Myślałem, że już nigdy nie zapytasz.

W skafandrach mężczyźni czuli się jak wielkie śnieżne kule, ale to właśnie dzięki nim mogli napawać się najwspanialszymi widokami dostępnymi współczesnym ludziom. Te widoki zmieniały męczący spacer w najwspanialszą część ich wizyty w kosmosie.
- A to co? - Sucio wskazał przyjacielowi chmurę nieznanego pochodzenia pyłu, która z zawrotną prędkością zbliżała się w ich kierunku.
- Do stu Khandów! Zmywajmy się! - w oczach Kamila widać było przerażenie. Dyrektor doskonale zdawał sobie sprawę, że zderzenie z pędzącymi z taką prędkością ciałami, choćby były nie większe od ziarenka grochu, przypominać będzie robienie za tarczę na strzelnicy. W jednej chwili sielanka kosmicznego spaceru zmieniła się w walkę o życie.

46PrMk6b.png

Sola, bar Tropicana Drink, 3 marca 2015 roku, koło północy

Przyjęcie integracyjne dla nowych mieszkańców Księstwa Sarmacji nie należało do zbyt udanych. Większość organizatorów się nie pokazała, a ci, którzy jakimś cudem raczyli przyjść przejawiali tak ogromny brak zainteresowania integracją, że nowi mieszkańcy omijali ich szerokim łukiem. Zresztą we własnym gronie było im zdecydowanie lepiej. Piękna kelnerka donosiła więc drinki często i powoli coraz większej części uczestników imprezy zaczęły latać przed oczami myszki, tak dobrze znane wszystkim stałym bywalcom.

- Dziwna trochę ta Sarmacja - zauważył popijając kolejną Poziomeczkę Helwetyka Herman Kolineusz - ja na przykład mieszkam w Grodzisku. Takie wielkie miasto, stolica, myślałem, że będzie pełna życia... Phii, nic bardziej mylnego. Urzędy pozamykane, bary niby zaopatrzone ale obsługi kompletnie brakuje, na ulicach ludzi jak na lekarstwo. Ledwie kilka razy dziennie przemknie się jakaś zagubiona dusza, a tak tylko martwa cisza... Miasto duchów.
- U mnie wcale nie lepiej - zauważył Fryderyk Sternberg - Jeszcze niedawno Nadzieja kwitła życiem. Wszędzie pełno rolników, artystów, turystów. I co? Wyruszyłem na tygodniową wyprawę w głąb Torfowiska Koronnego, wracam a tu pustki. Nie ma nawet sołtyski, która miała mi przekazać informacje o pewnych stworzeniach.
- Coś się musiało stać.
- Ale co?
- Nie wiem czy to ma jakiś związek ale... - zaczęła nieśmiało najpiękniejsza z uczestniczek spotkania - ...widziałam ostatnio w Ferze zastęp funkcjonariuszy Obrony Cywilnej w odzieży ochronnej. Wiem, że trwają tam właśnie ćwiczenia, sama w nich uczestniczę, ale oni z pewnością nie należeli do naszego zespołu. Dziwnie też zareagowali widząc, że się im przyglądam. - Aga Jacobsen zasłoniła oczy firanką rzęs starając się przypomnieć sobie jak najwięcej szczegółów z tamtego wydarzenia, niestety nic więcej nie przychodziło jej teraz do głowy.

Przez dłuższą chwilę grupka nowych mieszkańców trwała w milczeniu, a każdy z nich pogrążony był we własnych myślach. Cała ta sytuacja była mocno podejrzana, podobnie jak wymarłe miasta.
- Musimy dowiedzieć się o co chodzi - przerwał ciszę Herman - i nie wiem jak wam, ale ja już mam dość tych drinków - po tych słowach zgasił na wpół spalonego papierosa i wyszedł. Ruszyli za nim bez słowa. Rano mieli samolot do stolicy.



Listę Sarmackich przekleństw, z której czerpie autorka niniejszego artykułu można znaleźć tu.
Serduszka
17 385,00 lt
Ten artykuł lubią: Rattus Norvegicus-Chojnacki, Vladimir ik Lihtenštán, Młynek Kawowy, Rihanna Aureliuš-Sedrovski, Aga Jacobsen, Wincenty Wałachowski, Tomasz Ivo Hugo, Aleksander Damian von Thorn-Chojnacki, Fryderyk von Hohenzollern, Kamil Warior von Vincis-Kazakov, Sereus von Ahabejż, Michel von Vincis-d’Agnou, Alfred, Orjon von Thorn-Surma, Krzysztof Kura, Paulus Buddus, Karolina Aleksandra, Siergiusz Asketil, Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser, Laurẽt Gedeon I, Henryk Leszczyński.
Komentarze
Tomasz Ivo Hugo
Pfff, dał!? Sama se wzięła ten urlop, bez pytania, z książęcej półki! Zero szacunku dla księcia w tym państwie!
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Może WKM mówić co chce, ale ja wiem, że wymusił WKM ten urlop na Karolinie, żeby nie rzuciła na książęce biurko L4 ;) To trochę nieładnie, ale wiem, że w przeciwnym razie konieczne byłoby wypłacenie ekwiwalentu za urlop, z którego Karolina raczej nigdy nie korzysta :D co z kolei nadszarpnęłoby wątłe zdrowie książęcego skarbca ;)
Odpowiedz Permalink
Aleksander Damian von Thorn-Chojnacki
Calisto świetnie zapowiadające się opowiadanie :)
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Po pierwsze primo - urlop zaległy można wykorzystać do końca września.
Po drugie primo - członkowie Dworu Książęcego biorą urlop w miesiącach zaczynających się na literę "l"... i nie jest to lipiec. W marcu to już było za późno!
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Podziwiam próby wyjścia z twarzą z tej sytuacji, ale mamy próbę nakłonienia diuczessy do takiego postępku na taśmie więc się WKM nie wybroni... ;)
Odpowiedz Permalink
Fryderyk von Hohenzollern
Ciekawie się zapowiada:)
Odpowiedz Permalink
Kamil Warior von Vincis-Kazakov
WOW! Fajnie że w twoich artykułach nie ma tylko "starych" mieszkańców i obywateli. Najlepsze jest to że 1/3 artykułu jest o naszej stacji kosmicznej. SO HAPPY!
Odpowiedz Permalink
Aga Jacobsen
Nawet ja się załapałam ;D Bardzo ciekawie się zapowiada, z niecierpliwością czekam na dalsze części ;)
Odpowiedz Permalink
Herman Kolineusz
Ekhem, ekhem... Nie palę papierosów :)
Odpowiedz Permalink
Herman Kolineusz
Ekhem, ekhem... Nie palę papierosów :)
Odpowiedz Permalink
Herman Kolineusz
Ekhem, ekhem... Nie palę papierosów :)
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Zapaniętam ;)
Odpowiedz Permalink
Michel von Vincis-d’Agnou
1. Pan Herman jest MSZ Carstwa, więc trudno mu zarzucić bycie nowym mieszkańcem. :)
2. Wiem co stanie się z tą chmurką. I kogo ona jest. :) Wojska chemiczne ma jeden kraj, ot, na wschód od Tropicany. I do tego porządną technikę rakietową. :)
Odpowiedz Permalink
Orjon von Thorn-Surma
Kurde, fantastyczne :)
Odpowiedz Permalink
Sucio Vips
Co jak co ale Kamil przed tą chmurką uciekał najszybciej :D
Permalink
Kamil Warior von Vincis-Kazakov
W podstawówce miałem medal za bieg na 500m. :P
Odpowiedz Permalink
Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser
Tropicana Drinks funkcjonuje nawet w czasie epidemii realiozy!
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Wiadomo, jakoś się przecież trzeba leczyć ;)
Odpowiedz Permalink
Laurẽt Gedeon I
Reżyserce za ten scenariusz dał bym medal, gdybym tylko mógł :D
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Witam
Nie zaprzeczę że zaskoczony jestem pomysłem i sprawną narracją.
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.