Realioza - Wątła iskierka życia

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
5V8m7C50.png
w poprzednim odcinku:
Jego Książęca Mość przygotowuje ogłoszenie o rozpoczęciu wyborów do Sejmu. Sytuacja nie wygląda ciekawie. Liczba osób uprawnionych do głosowania jest dramatycznie niska. Rozpoczyna się walka o kandydatów.

Trajektoria lotu Baridajskiej Stacji Kosmicznej przecina się z trajektorią chmury niezidentyfikowanych obiektów. Życie kontrolujących stację dyrektorów jednostek MaHi hito wisi na włosku.

Grupka nowych mieszkańców Sarmacji postanawia rozwiązać zagadkę braku aktywności.

46PrMk6b.png

Grodzisk, 4 marca 2015 roku, godzina 13:20

Podróż samolotem Kaczor Alibak Sarmackich Linii Lotniczych była długa, ale niezwykle przyjemna. Pasażerowie do woli mogli korzystać z pokładowej restauracji oraz baru a o ich dobre samopoczucie dbały niezwykle miłe stewardessy. Nic jednak tak nie przypadło do gustu naszym bohaterom jak wygodne fotele. Całą drogę z Soli do Grodziska przespali, choć ich sny nie należały do najspokojniejszych.

- Witamy na lotnisku w Grodzisku. Dziękujemy za skorzystanie z usług naszych Linii i życzymy miłego pobytu w stolicy - głos stewardessy wyrwał Hermana ze snu. Przeciągnął się leniwie i spojrzał na towarzyszy. Wyglądali na równie zaspanych jak on.
- Ja tu zostaje - zakomunikował widząc, że na zewnątrz pada deszcz.
- Nie ma tak lekko - zaśmiała się Aga i podała koledze jedną z parasolek, które właśnie rozdawała obsługa samolotu - Stolica już na nas czeka.
- No to niech sobie jeszcze poczeka. Założę się, że za rok też tutaj będzie, a może wówczas nie będzie padało - Fryderyk nie lubił deszczu, szczególnie o tej porze roku. Pomimo jednak całej swojej niechęci zabrał bagaż i skierował się do wyjścia.

Lotnisko było niemalże puste podobnie jak samolot, którym podróżowali. Opuszczali je niechętnie. Grodzisk przywitał ich deszczem i ciszą. W drodze do mieszkania Kolineusza natknęli się na stado szczurów. Zwierzęta leżały do góry łapami w jednej z alejek.
- Myślicie, że powinniśmy wziąć jednego padłego szczura do zbadania? - Aga przyglądała się zwierzętom z ciekawością wymieszaną z odrazą.
- Powinniśmy - stwierdził bez wahania Fryderyk - Zbadam go jak tylko dotrzemy na miejsce - przyrodnik wyciągnął z plecaka plastikową torebkę, gumowe rękawiczki i podniósł zwierzaka - On żyje - zauważył zdezorientowany.
- Sparaliżowało go?
- Właśnie nie - Sternberg wykonał kilka prostych badań - Wygląda na to, że zapadł w śpiączkę.

46PrMk6b.png

Baridajska Stacja Kosmiczna, 4 marca 2015 roku, godzina 16.15 czasu sarmackiego

- Mayday, mayday - głos astronauty płynął w pustą ciszę kosmosu - Almera, mamy problem! - rozpaczliwe wołanie powtarzało się w regularnych odstępach czasu od dwóch dni. Wciąż nie przynosiło jednak żadnych rezultatów. Chmura kosmicznych śmieci zderzyła się ze stacją uszkadzając wiele jej elementów. Nadajnik uniknął tego losu jednak z niewiadomych względów załoga nie mogła nawiązać kontaktu z ziemią.

- Nadal cisza? - zapytał wlatując do modułu dowodzenia Warior.
- Niestety panie dyrektorze - odparł smętnie astronauta.
- Niedobrze. Na zewnątrz jest gorzej niż myśleliśmy. Uszkodzeniu uległy dwa z trzech generatorów tlenu.
- Spróbujemy to naprawić.
- Obawiam się, że to niemożliwe - westchnął Kamil. Doskonale znał swoją stację. Uczestniczył w jej projektowaniu i budowie. Nikt inny nie rozumiał tej konstrukcji tak dobrze jak on, a mimo to teraz był zupełnie bezradny - Próbujcie nawiązać kontakt z ziemią. Muszą wysłać nam nowe generatory i to jak najszybciej. Ten nie da rady wytworzyć wystarczającej ilości tlenu. Obawiam się, że już niebawem zaczniemy odczuwać jego braki.
- Tak jest panie dyrektorze - odpowiedział astronauta, Kamil zaś pospiesznie udał się do drugiego segmentu sprawdzić w jakim stanie jest jego przyjaciel.

Sucio unosił się bezwładnie w swoim przypominającym kaftan kosmicznym śpiworze. Jego mięśnie były w pełni rozluźnione, ale na twarzy malowało się zmęczenie. Kamil przyglądał mu się uważnie w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak wybudzenia. Nic takiego jednak nie zauważył. Dyrektor do spraw uzbrojenia był teraz bezbronny jak dziecko, pogrążony w świecie, z którego nikt nie mógł go wyciągnąć.

Warior westchnął i zamknął oczy. Wypełniło go widmo pędzących wprost na nich śmieci. Pamiętał każdy szczegół. Ucieczkę, w której zatracili się bez reszty świadomi niebezpieczeństwa, uderzenia pierwszych kawałków, które nieomal nie wybiły ich w przestrzeń a nawet rwący ból, który wypełnił jego świat gdy jeden maleńki pocisk przedziurawił mu skafander. Przez niemal całą drogę Sucio zdawał się mieć więcej szczęścia. Niestety gdy już niemal znalazł się na pokładzie otrzymał cios. Śmieć nie był duży ale pozbawił mężczyznę przytomności i gdyby Kamilowi nie udało się go w porę złapać z pewnością przyniósłby mu śmierć. Chwilowo Vips był bezpieczny ale bez specjalistycznej pomocy lekarskiej ten stan rzeczy mógł szybko ulec zmianie.

46PrMk6b.png

Fer, siedziba Obrony Cywilnej, 6 marca 2015 roku, godzina 8:00

Komendant Obrony Cywilnej Feru był wyraźnie niezadowolony przebiegiem ćwiczeń, które już niemal od tygodnia prowadził. Większość ochotników, którzy tak gorąco zapewniali o chęci wzięcia udziału w manewrach z niewiadomych przyczyn nie wykonywała jego poleceń.
- Do stu krajów koronnych - zaklął rozpoczynając poranną odprawę - Szczury leniwe! Po co w ogóle zapisywaliście się na ćwiczenia, skoro się wam nie chce brać w nich udziału?
- Może więcej cierpliwości - Rattus uśmiechnął się znużony.
- Trzeba było się nie zapisywać. Przez was spadła nam aktywność - zacietrzewił się komendant jednak ani Rattus ani pozostali uczestnicy szkolenia nie zwracali już na to uwagi. Jeden za drugim odpływali myślami w stronę wakacji.

- Co się z wami wszystkimi dzieje - Laurencjusz spuścił z tonu widząc, że sytuacja robi się naprawdę nieciekawa. Próbował jakoś do nich dotrzeć. Próbował ich zmotywować. Nic nie skutkowało. - Pięknie - stwierdził w końcu - kryzys w samym środku szkolenia antykryzysowego.

Zapanowała grobowa cisza. W samym jej środku stał komendant otoczony pozbawionymi wigoru ludźmi. Dzwonek telefonu omal nie doprowadził do zawału.
- Halo?
- Sławomir Płomień, zastępca Kierownika Czarnoleskiego Centrum Flejmologicznego z tej strony. Czy mogę zająć Panu chwilkę? - Laurencjusz spojrzał na swoich podwładnych siedzących bez ruchu na podłodze, krzesłach i ławkach i westchnął ciężko.
- Proszę bardzo.
- Nasze urządzenia pomiarowe wskazują na niezmiernie wysoką aktywność ogniotwórczą w okolicach waszego obozu.
- Wskazania są nieaktualne - zauważył ponuro Komendant - W tej chwili wszystko wskazuje na to, że brakuje tu choćby iskierki.


46PrMk6b.png

Część 1: Cisza przed burzą
Dotacje
2 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Sucio Vips, Gerlfrad von Stercza, Albert Felimi-Liderski, Henryk Leszczyński.
Serduszka
10 701,00 lt
Ten artykuł lubią: Fryderyk von Hohenzollern, Alfred, Rattus Norvegicus-Chojnacki, Aga Jacobsen, Rihanna Aureliuš-Sedrovski, Adunaphel Kovall, Sucio Vips, Orjon von Thorn-Surma, Siergiusz Asketil, Vladimir ik Lihtenštán, Gerlfrad von Stercza, Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser, Albert Felimi-Liderski, Karolina Aleksandra, Kamil Warior von Vincis-Kazakov.
Komentarze
Aga Jacobsen
Bardzo przyjemnie się czyta ;) Wielkie brawa za pomysł i wykonanie ;)
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Dziękuję za te miłe słowa :) Aż miło się pisać dla takich Czytelników :)
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
się
Odpowiedz Permalink
Rihanna Aureliuš-Sedrovski
Kochana pięknie. Mi mój sprzęt więc spisek 2 wraca :)
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Świetnie! Czekam z niecierpliwością :)
Odpowiedz Permalink
Sucio Vips
jeju ale akcja :D
Permalink
Herman Kolineusz
Świetne opowiadanie. :)
Odpowiedz Permalink
Gerlfrad von Stercza
Fajnie operujesz słowami, jednak trochę zbyt statycznie.
Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Postaram się to zmienić :)
Odpowiedz Permalink
Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser
"Grodzisk przywitał ich deszczem" - przeciez w Grodzisku zawsze pada, więc to raczej nie jest dowód na epidemię realiozy :)
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
"...i ciszą" - a to jednak wskazuje, że coś tam się złego dzieje :)
Odpowiedz Permalink
Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser
Ja tam szczury zapadające w śpiączkę uważam za pozytywne wydarzenie - łatwiej je schwytać na obiad. Jeszcze by się jakieś uśpione króliczki przydały, żeby zrobić pasztet :D
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
A to musisz się w głąb Tropicany wybrać i to jak najszybciej, bo rdzenni mieszkańcy mogą je wszystkie zjeść nim tam dotrzesz :)
Odpowiedz Permalink
Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser
"A to musisz się w głąb Tropicany wybrać" - a to już od autorki "Realiozy" zależy.
Odpowiedz Permalink
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Oj to nie pojedziesz. Znam ją - straszna zołza - jak przeczyta, że się ślinisz na myśl o pasztecie, to wszystkie króliki wyśle w kosmos i to bynajmniej nie na Baridajską Stację Kosmiczną :D
Odpowiedz Permalink
Sucio Vips
"Oj to nie pojedziesz. Znam ją - straszna zołza - jak przeczyta, że się ślinisz na myśl o pasztecie, to wszystkie króliki wyśle w kosmos i to bynajmniej nie na Baridajską Stację Kosmiczną :D"

Ha ha ha
Permalink
Kamil Warior von Vincis-Kazakov
Ahh. Fajnie się czyta o sobie. :)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.