Miłość na złotogrodzkich ulicach odc. 2


yh58Tc7P.jpg


Spacerując długo dotarłam do mojego mieszkania. Znów wyglądałam przez ciężkie okna w poszukiwaniu miłości. Niestety i tego wieczora jej nie znalazłam. Późną nocą zasnęłam na siedząco.

Ranek obudził mnie pierwszymi promieniami słońca. Było wyjątkowo ciepło jak na październikowy poranek… Tak, pierwszy dzień października i kolejny dzień braku miłości. Nie czułam się bezpiecznie i spokojnie jak inni, jak Ci którzy mają swoją drugą połówkę. Brak zażyłości z drugim człowiekiem doprowadza mnie już do szału. 6.17, czas powstać z krzesła i przejść się po świeże bułki do pobliskiego sklepu. W lodówce zostało mi od ostatnich zakupów jedynie kilka plasterków szynki z bawoła baridajskiego. Swoją drogą dziwne, że mięso smakuje tak dobrze, w końcu już 5 lat byłam weganką. Chyba czas zmienić trochę swoje życie.

Idąc do sklepu „u cioci Krysi” zapomniałam po co dokładnie idę. W ręku mam jedynie 15 libertów, cóż zbyt wiele za to nie kupię. W pewnym momencie potknęłam się na chodniku, z kieszeni wypadł mi paszport. Podniósł go jakiś młody chłopak.
-Hej, to chyba Twoje – zawołał, radośnie się uśmiechając, a w jego oczach tańczyły ogniki.
- Uhm, tak, przepraszam za moją niezdarność- odpowiedziałam lekko krzywiąc się z bólu, gdyż podczas upadku zdarłam sobie kolana. –Cholerne chodniki.
W jego oczach widoczne było rozbawienie z powodu tej niecodziennej sytuacji. Podając mi rękę rzekł:
-Pomogę Ci. Taka niecodzienna sytuacja nie zdarza się często- uśmiechnął się szerzej.
-Dziękuję- odpowiedziałam czerwieniąc się ze wstydu, gdy podał mi rękę.- Jestem Agnieszka- powiedziałam lekko zmieszana.
-Zdążyłem zauważyć, twój paszport otworzył się akurat na danych personalnych. Może kupiłabyś sobie jakąś torbę, torebkę czy jak to się nazywa. Wtedy nie byłabyś narażona na utratę swoich dokumentów.- zbeształ mnie lekko z rozbawieniem, jakby cała sytuacja była dla niego jak dobry kabaret.
-Z czego się pan tak śmieje?- zapytałam sucho jakby uruchamiając jakąś maszynę obronną.

Na jego twarzy uwidocznił się jakiś dziwny grymas. Chyba sprawiłam mu przykrość. Podniosłam głowę, teraz dokładnie widzę jego twarz. Delikatnie zaokrąglona, z lekkimi piegami na twarzy, pełne usta, wspaniały męski nos, i te oczy, głębokie, zielone. Gdy w nie spojrzałam poczułam się jakbym się topiła bądź dusiła, po prostu zabrakło mi powietrza a świat zaczął wirować w koło.

-Jak… Jak ma Pan na imię?- zapytałam nieśmiało tonem przepraszającym.
-Jestem Adrian.- odpowiedział lakonicznie ale i merytorycznie.- Przepraszam, że wcześniej się nie przedstawiłem, uważam że to niegrzeczne z mojej strony.

Po cichu przytaknęłam mu. Nie wiedząc co nastąpi za chwilę próbowałam się delikatnie poruszyć, ale ten okropny ból był dla mnie zbyt silny.
-Może pozwoli się pani zaprosić na kawę?- zapytał kurtuazyjnie a w jego oczach pojawił się jakby strach. Cholera, czego taki facet jak on mógł się obawiać? Nie wiem czy ten upadek pomieszał mi w głowie, czy rzeczywiście widzę w jego oczach tą nutkę obawy.- Bardzo panią proszę- dodał po chwili gdy się nie odzywałam.
-Sądzę, że jestem to panu winna. Tak więc w ramach podziękowania za uratowanie resztek mojej godności- spojrzałam wymownie na chodnik i moje kolana, które krwawiły nadal bardzo mocno- to ja stawiam kawę.
- Protestuję droga pani. Kobiety nie powinny płacić za nic na żadnej randce.-powiedział ze stanowczością, a ja zaczerwieniłam się jak pomidor pod wpływem dostatecznej ilości słońca.
-Na randce? Chyba pan sobie teraz żartuje!- wykrzyknęłam zbulwersowana.- Ja nie chadzam na RANDKI!! To tylko kawa, nic więcej.
-No dobrze, rozumiem, że mam do czynienia z trudną kobietą- uśmiechnął się, w jego oczach znów pałała radość i tańczyły ogniki szczęścia. Mrugnął do mnie porozumiewawczo.
-Wypraszam sobie takowe insynuacje. Jest pan bezczelny, nie zna mnie pan a ocenia. Czyżby problemy z „trudnymi kobietami” rzuciły się panu na głowę, że wszędzie je pan dostrzega?- zbeształam go. Strasznie mocno działał na moje nerwy.
-Po raz kolejny panią przepraszam…- urwał.

W drodze do pobliskiej kawiarni panowała cisza między nami. Wzrok przechodniów padał najpierw na nas a następnie na moje zdarte kolana. Cholera, co oni muszą sobie wyobrażać. Już słyszę te jutrzejsze ploty starszych sąsiadek… „A wiesz jaka jest ta nowa…” „Słyszałaś co ona zrobiła…” Eh nie chcę sobie tego wyobrażać. Adrian całą drogę pomagał mi przy utrzymaniu pionowej pozycji, kolana bolały mnie niemiłosiernie, a on chyba dostrzegał mój ból. To strasznie miłe z jego strony.

Przed wejściem do kawiarni uświadomiłam sobie, ile mam pieniędzy w garści. Zrobiło mi się strasznie głupio, ale na całe szczęście posiadałam przy sobie kartę bankową. Pomyślałam że najwyżej zapłacę kartą. Weszliśmy do środka. Ta mała z pozoru kawiarenka w środku okazała się ogromną. Stolików było naprawdę dużo, nie licząc wszystkich dokładnie stwierdziłam, że jest ich około 20. Usiedliśmy przy jednym ze stolików, natychmiast pojawił się przy nas kelner, który podał nam kartę MANU, gdzie mogliśmy znaleźć różne propozycje podania kawy. Holender, nie wiedziałam, że jest tyle sposobów parzenia kawy czy herbaty. Po chwili namysłu Adrian zamówił sobie Kawę z mleczkiem i cukrem, o dziwo taką jak ja. Byłam w szoku. Czy to możliwe, byśmy lubili tą samą kawę czy może po prostu chłopak nie chce mnie narażać na koszta? Nie wiem znów co o tym mam myśleć.
-Jak się pani podoba w Teutonii, widzę panią pierwszy raz na ulicach Złotego Grodu choć żyję tu od urodzenia. Od kiedy pani tu przebywa?- zapytał mnie grzecznie.
-Jestem obywatelką, mieszkam tu niedługi czas i rzadko wychodzę z mieszkania. Jedynie do pracy i na zakupy. Czasem tez wybieram się na spacery po parku. Teutonia bardzo mi się podoba, odzwierciedla mnie całkowicie. Doskonale oddaje mój zimny charakter- odparłam również z grzecznością.

Rozmowa początkowo nie kleiła się między nami, później okazało się, że jesteśmy do siebie trochę podobni. Oboje jesteśmy samotni. Ba nawet mieszkamy od siebie bardzo blisko. Było mi bardzo przyjemnie gdy zaprosił mnie na zabawę w sobotni wieczór. Pytanie tylko gdzie jest ten klub o który on mówił. Widać często tam przebywał bo opowiadał z ogromną pasją o tamtym miejscu. Odpowiedziałam mu, ze przemyślę jego zaproszenie i dam mu odpowiedź na poczcie konnej.
Po pewnym czasie gdy kawy już wypite zawołałam kelnera i zapłaciłam rachunek. Tak jak mówiłam to było podziękowanie za pomoc jaką mi dał. Wracaliśmy do mieszkań. W pewnym momencie zapytał:
- Da pani sobie radę dotrzeć do swego mieszkania czy może miałbym panią odprowadzić?
-Jeśli będzie pan tak uprzejmy, to prosiłabym by mnie pan odprowadził.

Z radością odprowadził mnie do mojego mieszkania. Na klatce schodowej się rozstaliśmy, ja weszłam do mieszkania, on poszedł w swoją stronę. Później przez większość popołudnia wspominałam miło spędzony poranek. Widać coś dziwnego się stało, że tak długo o tym myślałam. W końcu nie możliwym było to bym wspominała ten czas aż tak długo…


x76AazYD.jpg


Yennefer von Witcher
Serduszka
5 470,00 lt
Ten artykuł lubią: Roland Heach-Romański, Daniel January von Tauer-Krak, Zoara Schlesinger-Asketil, Irmina de Ruth y Thorn, Adi Alatristé, Aga Jacobsen, Sereus von Ahabejż, Heweliusz Popow-Chojnacki.
Komentarze
Marek von Thorn-Chojnacki
Kolejny dobry odcinek.Oby więcej takich,no i szkoda ze nie w Gazecie Teutońskiej
Odpowiedz Permalink
Heweliusz Popow-Chojnacki
Dobre :)
Odpowiedz Permalink
Heweliusz Popow-Chojnacki
To taka - pozwolę sobie to tak nazwać - odskocznia od świata pełnego polityki i dynamizmu. :)
Odpowiedz Permalink
Yennefer von Witcher
Dziękuję za pozytywne opinie :)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.