Czy wkroczyliśmy w Erę Mainstreamu i Hipokryzji?
Seria wydawnicza: Freie Gespräche

Freie Gespräche

Gościem "Gazety Teutońskiej" oraz "Wolnych Rozmów" jest Calisto Norvegicus-Chojnacka, zasłużona działaczka kultury Sarmacji oraz Gellonii i Starosarmacji, wybitna pisarka, królowa lekkiego pióra, wielokrotna Minister Dziedzictwa Narodowego. Niestety nasza rozmowa nie koncentrowała się na szeroko pojętej sztuce, a na spostrzeżeniach bogatej w staż Sarmatki.


Gazeta Teutońska: W Prywatnej Agencji Sensownych Inicjatyw ukazał się Twój ciekawy artykuł. Czyżbyś cierpiała na v-Weltschmerz?

Calisto Norvegicus-Chojnacka: W pewnym sensie tak, choć pierwszym objawem był znacznie wcześniejszy artykuł. Właściwie ciężko określić mój obecny stan ducha, choć lubię myśleć, że po prostu dojrzałam i dostrzegałam, co się dzieje wokół mnie. Niestety to dość bolesne doświadczenie, szczególnie, że negowałam to przez wiele lat...

GT: W swoim artykule zwracasz uwagę na "przelukrowanie" Sarmacji i gorycz prawdy. Wyjaśnij nam bliżej, czym jest ten lukier i ta gorycz, która zniszczyła słodki smak.

CNC: Och, to bardzo proste. :) Lukier to to całe słodzenie sobie nawzajem. Wzajemne sercowanie artykułów (bo wypada), słodkie słóweczka i ta wszechobecna chęć pomocy, które przy bliższym poznaniu okazują się obłudą i fałszem. Ostatnimi czasy kilkakrotnie byłam świadkiem sytuacji, w której przyjaciel szukał haka na przyjaciela. To strasznie podkopało moją niezachwianą dotąd wiarę w Sarmatów, ale również otworzyło mi oczy. By być dobrym Sarmatą, należy iść w szeregu i nie wychylać się z niego ani na centymetr. Każde odchylenie wywołuje hejt. A na koniec i tak okazuje się, że to ty hejtujesz...

GT: Czyli uważasz, że w Sarmacji nie ma miejsca na inność?

CNC: Ależ skąd. Inność jest pożądana, ale tylko w określonych granicach i tylko pod warunkiem, że grasz na tych słodkich zasadach wzajemnego lukrowania sobie świata. Jak ktoś nie wpisuje się w ten kanon zbyt długo, to wylatuje, czego doskonałym przykładem był choćby nasz ostatni rozwód z Wandejczykami. Może to skojarzenie napawa mnie takim smutkiem i jednocześnie taką goryczą: dziś ja czuję się jak Wandystan. Dlaczego? Bo mam dość uśmiechania się do ludzi ociekających fałszem.

GT: Czy można powiedzieć, że wkroczyliśmy w erę Sarmackiego Mainstreamu i Hipokryzji, czy może takie zjawisko występowało już dawniej, w czasach, gdy zaczynałaś swoją przygodę z Księstwem?

CNC: Bardzo chcę wierzyć, że tak nie było... nie potrafię jednak ocenić tego w pełni obiektywnie. Czasy mojej sarmackiej młodości naznaczone były wzruszeniami, uniesieniami i zachwytami. Miałam Księcia, za którego można było oddać v-życie i Ojczyznę, która potrzebowała mnie tak samo, jak i ja jej. W tamtych czasach nie dostrzegłabym hipokryzji, nawet gdyby stanęła przede mną z wielką tablicą "tu jestem" w dłoniach. Bardzo chciałam, żeby świat wirtualny był idealny, więc idealizowałam go, jak każdy poeta. Mimo to, dobrze się wówczas bawiłam i zawsze wspominam te czasy z nostalgią... Bardzo bym chciała, żebyśmy jakoś odnaleźli tę beztroską radość z bycia Sarmatami, jaką wówczas można było wyczuć na każdym kroku... choć nie wykluczone, że brakuje jej wyłącznie mnie.

GT: Jak uważasz, co może być źródłem lukrowanego świata? Czy może wszyscy dążą tylko do tego, żeby dostawać nowe wsie lenne, a przez to nie chcą nikomu się narazić, zepsuć swojej reputacji?

CNC: Nie wydaje mi się, żeby wsie miały aż takie wielkie znaczenie. Szczególnie dla nas, staruszków, którym właśnie najbardziej doskwiera ból istnienia. Wydaje mi się, że może to być walka o bycie najpopularniejszym, najbardziej lubianym, pierwszym z pierwszych... innego wyjaśnienia tego bezsensownego niszczenia młodzieży nie widzę. Bo właśnie za to uważam taki stan rzeczy: NISZCZENIE MŁODZIEŻY, która utwierdzana w przekonaniu, że wszystko robi dobrze, nie może się rozwijać. Dla zilustrowania sytuacji przytoczę przykład ze swojej v-młodości.

Były to czasy tak odległe, że PTR nie był jeszcze PTRem a moim mentorem. :D Postanowiłam otworzyć Muzeum. A w wirtualnym świecie muzeum bez strony istnieć nie mogło... Doczekać się stworzenia strony przez kogoś, to było prawdziwe wyzwanie, szczególnie dla biednej nowej obywatelki (to się chyba nie zmieniło, nieprawdaż?). Postanowiłam więc zrobić stronę sama. Oj, jaka to była straszna porażka. Po dziś dzień w Wandystanie pewnie uczą, jak nie tworzyć stron internetowych na moim przykładzie. :D Inicjatywa się oczywiście udała i przez jakiś czas Muzeum działało, ale dzięki krytyce (która nie była mi w smak, rzecz jasna) dowiedziałam się, czego nie robić i następną stronę napisał mi Helwetyk. Rzecz w tym, że gdyby mnie nie skrytykowano, pewnie do dziś gnębiłabym Sarmację tabelami i HTMLem z epoki dinozaurów - no bo przecież działa. :D

Zarzuca mi się ostatnio że nie jestem w stanie przyjąć krytyki. Cóż, krytyka jest moim motorem napędowym, choć oczywiście jej smak nie należy do moim ulubionych.

GT: A więc nie hipokryzja jest naszym problem, lecz strach przed udzielaniem i przyjmowaniem krytyki?

CNC: A czy nie jest hipokryzją dawanie marchewki, gdy wypada trzasnąć kijem po łapkach?

GT: Może boimy się bić kijem, żebym nie zrazić nowego przybysza?

CNC: No, z pewnością. Za to staruszków leje się bez względu na to, czy faktycznie coś przeskrobali... Inna sprawa, że jeśli oszukujemy nowych, to nigdy nie zyskamy wartościowych obywateli, tylko pijawki, które przy byle okazji przyssą się do innego państwa, w którym dostaną więcej marchewek (oczywiście zdaję sobie sprawę, że pijawki nie lubią marchewek :D ).

GT: Więc jaką masz ostatecznie radę dla nas wszystkich? Jak powinniśmy przebić grubą warstwę starego, zaschniętego lukru?

CNC: Rada jest prosta: bądźmy względem siebie bardziej uczciwi. Nie omamiajmy nikogo fałszywymi słówkami, tylko po to, by sobie na nim poużywać za jego plecami. Czasami lepiej nic nie powiedzieć, niż bezmyślnie klepać kogoś po ramieniu i powtarzać "świetna robota" gdy wiemy, że to zwykły chłam. Wzajemna szczerość jest podstawą wzajemnego szacunku, a jeśli nie będziemy się nawzajem szanować, to jak mamy stworzyć stałą i stabilną społeczność? I ważna rzecz - nie utożsamiajmy szacunku i przyjaźni, albowiem szanować można nawet swoich wrogów. Bądźmy dla siebie wszyscy partnerami, nie nowymi i starymi; nie uciśnionymi, ciemiężcami i obrońcami. I nie wtrącajmy się w sprawy, o których nie mamy zielonego pojęcia.

GT: Słuszna lekcja! Co zamierzasz dalej ze sobą zrobić? Dłuższy urlop, a może krótka wycieczka do Wandystanu lub innej mikronacji, by pooddychać "innym powietrzem"?

CNC: Wycieczka to nie moja bajka, niestety jestem zbyt mocno związana z Sarmacją. Mogę być tu, lub nie być wcale... Urlop też raczej mi nie wychodzi, skoro nawet po 10 godzinach spędzonych w pracy przed komputerem, zaglądam do Sarmacji. :D Myślę, że wrócę tam, gdzie wszystko się zaczęło... nad najpiękniejsze jezioro v-świata i wprowadzę tam krwawy i rubaszny klimat dawnego Morvanu... - tak, to było by coś. Nie sądzisz? :)

GT: Zmartwychwstanie Morvanu? Jestem jak najbardziej na tak, zwłaszcza z jego separatystycznymi aspiracjami! :)

CNC: No bez przesady! :D Nie ma mnie bez Sarmacji. Pamiętaj. Separatystyczne ambicje sprawiły że wyprowadziłam się z Teutonii lata temu, ale PTR bym chętnie sobie ściągnęła, takiego z tamtych lat... i Homara.

GT: Życzę Ci więc powodzenia, Cali i być może wpadnę do odrestaurowanego Morvanu... dziękuję za rozmowę.

CNC: To ja dziękuję za wysłuchanie mojej historii, a moje drzwi zawsze stoją dla Ciebie otworem.
Serduszka
10 942,00 lt
Ten artykuł lubią: Aleksander Damian von Thorn-Chojnacki, Calisto Norvegicus-Chojnacka, Zoara Schlesinger-Asketil, Rattus Norvegicus-Chojnacki, Siergiusz Asketil, Daniel Maksymilian von Schwarz-Saryoni, Henryk Leszczyński, Młynek Kawowy, Irmina de Ruth y Thorn, Adunaphel Kovall, Marek von Thorn-Chojnacki, Daniel January von Tauer-Krak, Wojciech Wiśnicki, Krzysztof St. M. Kwazi, Laurẽt Gedeon I, Aga Jacobsen, Yennefer von Witcher, Fortynbras Axel Neekerinainen.
Komentarze
Calisto Norvegicus-Chojnacka
Jeszcze raz dziękuję za przemiłą pogawędkę :)
Odpowiedz Permalink
Marek von Thorn-Chojnacki
Hipokryzja jest i zawsze będzie. Co tu więcej ukrywać.
Odpowiedz Permalink
Młynek Kawowy
Nie rozumiem. :( Znaczy: kto hejtuje? młodzi, starzy? Wandystan jest tam, gdzie ZOMO czy tam, gdzie stoi Książę? Poproszę sequel wywiadu.
Odpowiedz Permalink
Rattus Norvegicus-Chojnacki
@Marek, tylko że jak próbuje się walczyć z tą hipokryzją, jak być powinno, to właśnie ma się później problemy. Tak jak Cali pisze, najlepiej to zbytnio się nie wychylać. Napisałbym wręcz, że gadanie, że hipokryzja jest i będzie i co tu ukrywać, jest trochę złe. Ze złymi cechami i zachowaniami trzeba walczyć i je eliminować. Co z tego, że ktoś Ci napisze "super! fajnie się czyta!", jak za plecami tak Ci tyłek obrobi, że nawet byś się nie spodziewał i słyszysz później na swój temat różne opinie powielane dalej przez osoby Ci nieprzychylne.

@Młynek, ja to myślę, że wśród tych dwóch grup są takie osoby :)
Odpowiedz Permalink
Mikołaj Torped
Nie rozumiem tego wywiadu.
Odpowiedz Permalink
Marek von Thorn-Chojnacki
Rattus: Ja to doskonale rozumiem,nie musisz mi tego tłumaczyć co już wiem.
Odpowiedz Permalink
Rattus Norvegicus-Chojnacki
@Marek, nie tłumaczę, po prostu ciągnę temat :)
Odpowiedz Permalink
Marek von Thorn-Chojnacki
No to tak, to rozumiem . Ładnie im to wyszło, ja Calisto poznałem jak jeszcze Morvan istniał. Bardzo ta narracja i klimat miasta mi sie podobało.
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Bardzo fajny i ciekawy artykuł.
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.