Herold, Zoara Schlesinger-Asketil, 06.07.2015 r. o 21:14
Zwycięskie prace rocznicowe

Przedstawiam zwycięskie prace konkursu rocznicowego.
Miłego czytania oraz oglądania! ;)


  • Literatura:

1. Ignacy Chojnacki-Ferski
kloto-nona baridasar
na ziemi twej, prawym torsu bokiem
smagły taplacjącej się w miodnego
światła słońca oparach, a lewym
i barczystym w górskich śnieżnych stoków
przepaściach z lubością nurkującej

na ziemi twej, jedynemu tylko,
po przodkach rządnemu, monarsze
poddanej bez względów i rabacyj,
jedynego tylko w majestacie
alma korony uwielbiającej,

na ziemi twej, demeter pięciorga,
wybłyszczonych na abrahamowym
nieboskłonie pokoleń i plemion,
gwiazd gwarnych i nieuchwytnych
w srebrne kaftany przyobleczonych

na ziemi twej, ormalu olimpów,
wiktorów gigantomachii domu,
czarę ambrozjańskiego nektaru,
w roli hebe i ganimedesa nam
podajesz, królewski Baridasie!

2. Karolina von Lichtenstein

— Czemu tak sterczy twoja ręka nad tą osobliwież pustą kartką? — zaśpiewał tonem jasnym w wyrazie jak słońce padające na almerski bruk, podchodząc do postaci pochylonej nad biurkiem i sięgając ręką po jego czarne loki, zaczął się nimi bawić.
— Piszę — odburknął — Formuję w myślach mych wielkie idee. Widzę niesamowite prospekty, przykryte nieubłaganym kocem niepamięci. Sęk w tym, że nie potrafię przelać tego tak adekwatnie i pięknie na tenże najbielszy chyba pod tym słońcem papier.
— Być może potrzebujesz odpoczynku? — mruknął, odsuwając rękę od loków i opierając ją na ramieniu. Drugą ręką sięgnął za niego i wyciągając pióro z jego ręki, przybliżył swoje usta o malinowym kolorze do jego ucha — Idź na spacer.
— Chciałbym, zresztą i bebzon mój pęcznieje krasno… — spojrzał na siebie z poczuciem dezaprobaty — A zresztą, pójdę. Co mi szkodzi. Chociaż… Wolałbym iść z tobą. Jesteś moją weną i pięknym muzeum, a lico twe zawsze przywodzi mi na myśl nowe rzeczy, które mógłbym natychmiast spisywać, gdyby nie to, że tak lubię być z tobą…
W komnacie rozległ się śmiech, na poły gorzki, na poły dziecięcy trochę.
— Też bym chciał i dobrze o tym wiesz — odparł po chwili, gdy uspokoił się i pozbył się wesołości figlującej po jego twarzy — Ale spoczywa na mnie wielka odpowiedzialność. Codziennie wielu żąda mojej uwagi, a niewielu jest wyrozumiałych i cierpliwych. Nie mogę im, ot tak, rzec: Kochani, idźcie. Jutro przyjdźcie, dzisiaj chciałbym być tylko z nim…
— Nie możesz — potaknął mocno głową i, wstawszy, podszedł do otwartego na oścież okna — Nie jesteś tak ostrym zawodnikiem jak ja. Wielokrotnie ci to wypominałem. Ale chyba to w tobie najbardziej kocham, ze wszystkich tych rzeczy, którymi raczysz mnie codziennie.
— Brzmisz, nie wiem, trochę gorzko, a trochę słodko — odparł drugi mężczyzna, opierając się o krzesło, na którym przed chwilą siedział jego partner — Ciężko mi osądzić, trochę to jak wybierać smak czekolady w sklepie koło pomnika Liliany de Folvil. Panie ekspedientki zachwalają i ten, i ten. Mogę sobie wybrać gorzką, jeśli mam gorszy nastrój, i mieć lepszy. Mogę wybrać słodką i efekt jest w zasadzie ten sam, mogę mieć lepszy nastrój. Bo to czekolada. A z twoim tonem głosu… Tak samo. Mogę pomyśleć, że jest słodki. To, co powiedziałeś przed chwilą, było słodkie. Dlatego mnie kochasz.
Usiadłszy na krześle, sięgnął po kartki do tej pory nietknięte ni piórem, ni ręką.
— Albo mogę stwierdzić, że był gorzki. Bo kochasz mnie, ale nie mam dla ciebie tak wiele czasu, jakbym chciał. I mogę tym samym wprawić się w zły nastrój, który przełamać w stanie będzie tylko spotkanie z tobą na samotnym kamieniu nadmorskiego klifu, gdzie w ciszy fal będziemy w stanie wyjaśnić sobie przeszłość i przyszłość, okraszając ją smakiem teraźniejszości.
Na chwilę w komnacie zapadła cisza, przerywana tylko szumem wiatru. Na głowie stojącego przy oknie mężczyzny powstała burza loków. Drugi przypatrywał mu się z taką ekspresją na twarzy, jakby zobaczył słodkiego kota i próbował go zjeść niczym ciastko.
Siedząca przy biurku persona przekładała kolejne kartki, próbując znaleźć jakąkolwiek, na której zapisane byłoby cokolwiek. Wszystkie były jednak białe jak garnitury ślubne, które obaj włożyli tego pamiętnego dnia, gdy przysięgli sobie wierność na całość żywota.
Jej krótko ostrzyżone włosy nie poddawały się podmuchom wiatru. Po chwili podniósł swój wzrok, aby spojrzeć na niego. Szafirowe oczy spotkały obsydianowe.
— Nic nie napisałeś — powiedział.
— Nic — potwierdził.
I znowu zapadła między nimi cisza niczym ta wrześniowa, która zapadła zmierzchem złotym.
— Wiesz — rozpoczął, potrząsając swoimi lokami i patrząc przez okno na bruk — Próbuję przywołać w swoich myślach piękne widoki Gór Nawskich. Mam na końcu języka niesamowitość Andury płynącej przez naszą krainę. Lecz gdy próbuję je ująć w jakieś słowa, cokolwiek o nich wyrzec, zostaje mi tylko pustka, przegniłe liście, rozpacz lasów, głogi i zadymionych ognisk w polu swąd. Nie potrafię, nie umiem, nie pamiętam. Przede wszystkim, nie pamiętam. Wszakże krajobrazy to rzecz dla humanistów. Oni je opisują, opiewają, a potem uwieczniają na płótnach na zawsze. A przecież gdy stałem na szczycie Wielkiego Muru, nie wiedziałem, że ten krajobraz należy zapamiętać tak matematycznie, z precyzją umieć przywołać z pamięci współrzędne. Określić, że tutaj stoi ten krzak, a tam w murze jest wysunięta cegła. Jakże to ci artyści robią, jakże oni to zapamiętują i jeszcze w sensowny sposób przekazują potomności? Nie wiem kompletnie! Bo mam w myślach drzewo też, wiesz? Nad rzeką Masin stało drzewo. Ale co z tego, skoro nie wiem, czy po lewej, czy po prawej stronie brzegu? Nie jestem pewien, a sprawdzić nie mogę naocznie. I tak bardzo mnie to irytuje!
— Być może powinieneś udać się w podróż? — zapytał jego towarzysz, wstając powoli z krzesła i idąc w kierunku okna — Zawsze mówiłeś, że chciałbyś zwiedzić całe nasze państwo, zobaczyć, co jest w nim do zrobienia i poznać opinie ludzi z prowincji o jego funkcjonowaniu. Mógłbyś obejrzeć jeszcze raz to, co widziałeś, zapamiętać jeszcze bardziej i jeszcze mocniej. Zobaczyłbyś Altbork, Góry Idarskie, napiłbyś się dobrego baridajskiego wina nad Urgą, a podróż ukończyłbyś na Wielkim Murze Baridajskim, skąd mógłbyś mieć widok na przepiękne śniegi Teutonii.
Położywszy rękę na jego ramieniu, drugą sięgnął ponownie w burzę jego loków, przedzierając się przez nie i nadając im formę taką, jaką chciał. Nie mógł się powstrzymać, to było silniejsze od niego.
— Być może — odparł po dłuższej chwili milczenia — Być może i da mi to jakąś wenę, inspirację…
— Jedź zatem. Z Ormali, z Altborku, ba, z Nawy wołają…
Następnego dnia konie były przygotowane, a śniadanie podano wcześnie rano, aby fatygujący się w drogę markiz mógł je zjeść w swoim, spokojnym tempie. Na koniec dał krótkiego, acz mocnego całusa swojemu mężowi i wsiadł do karocy, która szybko ruszyła. Ignacy Chojnacki–Ferski wyruszył w podróż na kontynent.

3. Yennefer von Witcher
Almera, (data zamazana)
Drogi Rolandzie!

Piszę dziś do Ciebie, ponieważ chciałabym opowiedzieć Ci jak przebiegają moje odwiedziny u Zoary. Jestem tu już drugi dzień, ale coraz bardziej za Tobą tęsknię. Chciałabym usłyszeć znów Twój głos i poczuć ciepło Twoich rąk.

Tu jest pięknie, ale bez Ciebie taki wyjazd to nie to samo. Wczoraj jak przyjechałam do Almery od razu powitało mnie stado kóz które chciały mnie pogryźć. Zoara mówi, że to takie kozie powitanie ale na tutejszych ulicach roi się od ludzi z poogryzanymi przez kozy kończynami. Boję się, ze te kozy nie są karmione. Po godzinie od mojego przybycia do Almery za oknem widziałyśmy Markusa, który walczył z kozą. Ta chyba chciała go zjeść, bo jakoś tak dziwnie się nie chciała od niego odczepić. Biedny wpadł do mieszkania Zoary i krzyczał, że ma już dość tych kóz i chyba wszystkie do Teutonii pośle. Moim zdaniem powinniśmy zamurować znów tą dziurę w murze. Ratujmy naszych obywateli, to przykre jak te kozy tutaj reagują na ludzi. Podejrzewam, że oni mogą je gwałcić. Gdzieniegdzie widać zmutowane kozio-człeki, nie wiem jak to nazwać nawet...

Zoara chce dziś wieczorem jechać do Ciuad de Brawo. Mówiła, że tam się trochę rozerwiemy, ale pytanie brzmi, czy tam kozy nas nie zjedzą? Boję się, że one są w stanie kupować sobie bilety za części ludzkiego ciała. Diabli wiedzą czy one przypadkiem nie mogą robić sobie uprawnień na samochody i inne maszyny, którymi można się szybko przemieszczać. Strach, że te dziwne stwory zjedzą mnie w trakcie drogi jest nader silny. Martwi mnie fakt, że coś pójdzie nie tak i one zaczną przeskakiwać mur. Swoją drogą, skąd do cholery Markus ma tyle kóz? Tutaj chyba Koza to stan umysłu a nie zwierzę, dlatego może i mieszkańcy Baridasu są często tak podobni do kóz... Dziwnym jest też fakt, że kozy chodzą w ubraniach, butach i na dwóch nogach(!) Masakra co to się tu porobiło, w Winnicach pracują kozy, w sklepach-kozy, w kawiarniach-kozy! Wszędzie TE KOZY!!

Kochanie, obiecuję Ci, ze jak tylko wrócę przywiozę ze sobą Zoarę, by była w miejscu bezpiecznym od kóz choć kilka dni. Mam nadzieję, że Markus nie zapakuje mi żadnej kozy w torbę podróżną.
Wracam jutro, pamiętaj, ze Cię kocham, (nie pojadę do CdB)
Twoja Yenn


  • Grafika:

1. Roland Heach
dCM6mnO4.jpg
1220r4M5.jpg
o36pqT70.jpg
2. Karolina von Lichtenstein
7uhha7Xa.png


  • Anagram (prawidłowe hasła):


21m0xL81.png

107b3wI0.jpg
Dotacje
1 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Markus Arped, Tomasz Mancini.
Serduszka
7 082,00 lt
Ten artykuł lubią: Arsacjusz Arped, Roland Heach-Romański, Markus Arped, Wojciech Wiśnicki, Laurencjusz Ma Hi at Atera, Karolina Aleksandra, Irmina de Ruth y Thorn, Ignacy Urban de Ruth, Tomasz Mancini, Adrian Maksymilian Józef Alatriste, Julian Fer at Atera, Siergiusz Asketil.
Komentarze
Karolina Aleksandra
Ignaaaaaac, omg! Jakbyś tak częściej pokazywał tę swoją filozoficzną część duszy…
Odpowiedz Permalink
Herman Kolineusz
Prace bardzo fajne. Gratuluję wszystkim zwycięzcom.
Odpowiedz Permalink
Julian Fer at Atera
Jeszcze raz moje gratulacje :)
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Gratuluję ;)
Odpowiedz Permalink
Ignacy Urban de Ruth
W drugim wersie powinno być "smagłym". Swoja drogą, Karolino, nie sądzę, ab ten tekst był jakoś bardzo filozoficzny. Jest rytmiczny, 10-głoskowy, chociaż bez zabawy w średniówki; jest też zawalony aluzjami mitologicznymi i ich biblijnymi koleżankami. Trochę przesyt, sztywniactwo, zbyt dumne. No, ale miało wychwalać Baridas, aż do przesady, tuż przed groteską.

PS Spóźniony tantiem dla artykułu :p
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.