Gazeta Teutońska, Martes von Padors, 22.07.2015 r. o 12:34
[TLGK] U Wrót Piekieł

02edb52c-422b-4807-baf3-933aab63b82a.jpg


Dziś w godzinach porannych grupa naszych Gwardzistów powróciła ze szkolenia w dżungli. Oto opis wrażeń jednego z naszych chłopców;


2010_003.jpg


"Przylecieliśmy tutaj w komfortowych warunkach ubrani w cywilne ubrania by nie wzbudzać niepotrzebnego zainteresowania cywilnymi liniami. Ciężarówkami dojechaliśmy do jednostki położonej nie tak jak sobie wyobrażaliśmy w środku dżungli; tylko na obrzeżu małego miasteczka. Pierwsze dni to czas; jaki dano nam na aklimatyzację i troszkę chwil spokoju dzięki czemu mogłem zwiedzić to kolonialne miasteczko poznając tutejszych ludzi i zwyczaje.

old-town-cartagena-columbia-19136625.jpg




Tutejsze mieszkanki też urzekły nas uśmiechem [zdj. poniżej]

image1.jpg

Kilka tych wspaniałych dni jednak szybko się skończyło. Nagle wyrwać człowieka ze spokoju; to element szkolenia. Pewnego wieczora rozmawialiśmy pijąc piwo. Rozeszliśmy się późną nocą i ledwo dotarliśmy do łóżek. W nocy temperatura spadła na tyle by przykryć się prześcieradłem choć w ciągu dnia pociliśmy się jak w saunie. Po kilku godzinach budzi nas gwizdek wachmistrza. Dziś wyruszamy na nasz dwutygodniowy marsz przez dżunglę.

Na miejsce misji przerzucił nas wojskowy samolot transportowy. Pogoda była fatalna. Wpadliśmy w ulewny deszcz; pilot miał poważne trudności z utrzymaniem maszyny we właściwym położeniu. Mieliśmy wrażenie; że spadamy. Na szczęście udało się nam bezpiecznie wylądować w sercu tak obcej nam dziczy. Ciągle padał deszcz i tak było przez cały nasz tu pobyt.

Dżungla...


peru_dzungla_amazonska.jpg


Las tropikalny wyobrażałem sobie jako ogród pełen owoców i słońca; tutaj okazało się że jest to miejsce tylko dla szaleńców.Śmierdzące błoto oblepiające buty; kłujące palmy ocierające mokre od wody i potu ciało;zupełny brak czystej wody- to obraz prawdziwej dżungli. Kto nie jest tubylcem; kto się tutaj nie urodził; ma szansę przeżycia najwyżej kilku dni.

Drogę toruje nam trzech Gwardyjskich instruktorów z maczetami; kaprale pilnują by nikt nie odłączył się od grupy. Po kilku kilometrach docieramy do rzeki; nad którą czekają pirogi wyposażone w silniki spalinowe. Wachmistrz objaśnia jak mamy zachować się na tych długich; wąskich czółnach; żadnego wystawania; chwiania się; czy wkładania ręki do wody. Płynąc odpoczywaliśmy po marszu; przyglądaliśmy się szybko mijanym brzegom rzeki; zastanawialiśmy się co nam przyniesie ta puszcza.


61408Amaz.jpg


Po godzinie dotarliśmy na miejsce obozowiska; na wykarczowanym przez poprzedników terenie rozbiliśmy hamaki podwieszając je między dwoma drzewami. Hamak jest pokryty drobną siateczką; połączony z zadaszeniem. Linki zaczepiliśmy tylko o zdrowe; mocne drzewa; ponieważ zdarzały się wypadki przygniecenia hamaków przez zgniłe konary. Zbliżył się wieczór. Słuchaliśmy objaśnień jak zabezpieczyć plecaki przed wężami i skorpionami oraz co można zjeść; na co polować a czego unikać. Buty na noc instruktor kazał nam włożyć na wbite patyki w ochronie przed "nieproszonymi gośćmi".


0002EH31XBOHGTSI-C116-F4.jpg

Rano po przebudzeniu zauważyłem pełzającego obok mojego hamaka groźnego węża koralowca [zdjęcie poniżej; przyznacie; że jest piękny choć tak jadowity]. Wezwałem kaprala; który błyskawicznym ciosem maczety rozciął go na pół.

dsc029871micrurus_tener_web.jpg

Wyruszyliśmy ubrani w mokre mundury; buty i kilogramy przemoczonego ekwipunku. Plecaki od środka wyłożyliśmy grubymi workami śmieci; zapobiegającymi zamakaniu zawartości. Zawartość plecaków to przede wszystkim hamak. nieprzemakalna płachta; dres i buty sportowe. Przy pasie wojskowym aluminiowy bidon z menażką; nóż. Posuwaliśmy się bardzo powoli i nie rozmawialiśmy ze sobą. Często robiliśmy przerwy. Błoto i woda były wszędzie...


Bez%C2%A0tytu%C5%82u10.jpg


Kompletny brak komfortu psychicznego; nie można było przecież zawrócić.Kadra oficerska wpajała nam; "Twoją kobietą jest twój karabin". Dla zabezpieczenia przed korozją i zanieczyszczeniami zawijaliśmy lufę folią. Podczas trawersowania rzek broń mieliśmy nad głowami. Przejścia były bardzo niebezpieczne. Duże zagrożenia stanowiły wiry i podwójne dno.

Na drodze spotkaliśmy pancernika. Nareszcie Świeże Mięso


RPA+239.jpg


[Niestety zjedliśmy trochę niedopieczone; za krótko opiekało się na ognisku].

Cóż ciekawostka; Jedynym Człowiekiem jakiego tu spotkaliśmy był ten myśliwy.


Indianin-Amazonia-PAP-EPA.jpg

Taka jest Dżungla...Czekało nas jeszcze mozolne czyszczenie broni.Przed bramą pastowaliśmy buty i z pieśnią weszliśmy do koszar. Wieczorem Świętowaliśmy koniec dwóch diabelskich tygodni ale Zrobiliśmy to na Chwałę Naszego Króla i Ojczyzny Teutonii.


24381_beer_toast1.jpg
Dotacje
1 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Gotfryd Slavik de Ruth, Mateusz Wilhelm.
Serduszka
4 616,00 lt
Ten artykuł lubią: Laurẽt Gedeon I, Zoara Schlesinger-Asketil, Krzysztof St. M. Kwazi, Herman Kolineusz, Aleksander Damian von Thorn-Chojnacki, Daniel Maksymilian von Schwarz-Saryoni, Marek von Thorn-Chojnacki, Gotfryd Slavik de Ruth.
Komentarze
Gotfryd Slavik de Ruth
To był cholernie ciężki i surowy sprawdzian. Pokazał jakie są granice wytrzymałości ludzkiego ciała i psychiki :)
A wszystko dla Teutonii i Gwardii.
Permalink
Mateusz Wilhelm
świetne!
Odpowiedz Permalink
Marek von Thorn-Chojnacki
Świetnie napisane. Zdjęcia bardzo interesujące.
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.