Kryzys władzy? Czyli co się dzieje z sarmackim aparatem państwa

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
W niedawno opublikowanym Raporcie Demograficznym, opracowanym przez redakcję Kuriera Dreamlandzkiego, Sarmacja zajęła pierwsze miejsce. Jesteśmy najliczniejszym wirtualnym państwem na Pollinie. W chwili pisania tego artykułu, według Spisu Aktywności Obywateli, mamy 51 aktywnych obywateli sarmackich. Zdawać by się mogło, że jest to masa krytyczna do tego, by nasza wspólna zabawa w mikroświecie była dynamiczna i wolna od problemów kadrowych. Fakty są jednak inne.
M4z4apLu.gif

W (jeszcze) Gellonii i Starosarmacji od dłuższego czasu problemem jest stanowisko Premiera. Kolejnych włodarzy rdzennego sarmackiego terytorium dosięga realioza, a przynajmniej tak motywowane bywają rezygnacje. Kolejni Premierzy wyłaniani są jakby z przymusu, gdy brak chętnych. Głosowania polegają na poparciu jednej kandydatury. Nie ma z kogo wybierać. GiS jednak podjął działania mające na celu rewitalizację prowincji, co się chwali. Życzę im z całego serca sukcesu.

W Baridasie od dłuższego czasu toczy się swoisty spór o urząd wicekróla. Piastujący go Markus Arped, zdaniem wielu, trwa na stanowisku, niczym przyspawany do stołka, nie chcąc się od niego oderwać, przy jednoczesnej niewielkiej aktywności. Z drugiej jednak strony, po ostatniej debacie na kanale IRC należy zaznaczyć, że Baridajczycy w gruncie rzeczy nie mają odpowiedniego kandydata na zastąpienie obecnego wicekróla. Gros z nich po prostu nie chce objąć tego urzędu. Inni się tego obawiają.

Dzisiaj Baridas wzbogacił się o Regenta. Sytuacja jego włodarza zatem musi być napięta, zaś czasu na prowadzenie Kraju Koronnego jakby zbyt mało.

W Królestwie Teutonii, tradycyjnie już, kolejny monarcha nie grzeszy aktywnością. Sam lud również nie garnie się do pracy. Postawa roszczeniowa bierze górę. W związku z tym, zrezygnowałem z urzędu Lorda Koadiutora, nie czując się na siłach by samodzielnie prowadzić prowincję oraz czując rozgoryczenie, że na postawę braku aktywności panuje zgoda od samego Króla. Obecnie toczy się debata o nowym kandydacie na ten urząd. Jak udało mi się ustalić 15 na 16 obywateli teutońskich nie chce, albo nie może z przyczyn formalnych pełnić tej funkcji.

Teutonia zatem nie ma osób chętnych do władzy, choć w cale nie jest tak mało liczna, pod względem demograficznym. Zaznaczyć też trzeba, że od 27 lipca w Królestwie włada Regent.

Najlepszą sytuację, na chwilę obecną, ma Konsulat Sclavinii, gdzie wszystkie najważniejsze ustrojowo urzędy są zapełnione, zaś w związku z nadchodzącymi wyborami konsulów ludzie wyrażają chęć na objęcie tych urzędów. Niemniej na niższych szczeblach wciąż obserwuje się wakaty.

Nie należy też zapominać o sytuacji w centrali. Brak kandydata na kanclerza doprowadził do powstania Rządu Książęcego. Sytuacja ta jest znana, szeroko była opisywana, więc nie będę się nad nią rozpisywał.

Zastanawiam się tylko, skąd taki stan rzeczy? Dlaczego najliczniejsze państwo polskiego mikroświata ma tak duże problemy z obsadzaniem kluczowych dla jego stabilności stanowisk? Czy powoli zaczynamy podzielać losy Dreamlandu i Scholandii? Czy brak chęci do obejmowania kluczowych stanowisk zaowocuje w przyszłości brakiem chęci do działania i odpływem ludności? A może to po prostu sezon ogórkowy i urlopy tak działają na nas?

Zachęcam do wyrażania swojej opinii w komentarzach!
Dotacje
2 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Tomasz Ivo Hugo, Henryk Leszczyński, Teodozjusz Azoramath-Arped, Antoni Rudnicki.
Serduszka
9 188,00 lt
Ten artykuł lubią: Yennefer von Witcher, Aleksander Damian von Thorn-Chojnacki, Don Mad, Vladimir ik Lihtenštán, Tomasz Ivo Hugo, Michał Pséftis, Henryk Leszczyński, Teodozjusz Azoramath-Arped, Piotr Szczepańczyk, Zoara Schlesinger-Asketil, Karolina Aleksandra, Antoni Rudnicki.
Komentarze
Arsacjusz Arped
Myślę, że to przede wszystkim wina sezonu ogórkowego. Z jednej strony cieszy mnie odpowiedzialność Sarmatów. "Może nie będę miał wystarczająco dużo, więc się tego nie podejmuję, aby nie zawieść innych". Z drugiej strony taka sytuacja powoduje wiele wakatów, co obniża aktywność.
Odpowiedz Permalink
Roland Heach-Romański
Każda prowincja i kraj korony mają zabezpieczenia pod postacią różnorodnych parlamentów. Włodarz może się obawiać, to naturalne, szczególnie jeśli jest nowym mieszkańcem. Ale od tego są doświadczeni mieszkańcy by służyć mu radą, oraz owe parlamenty, by ograniczać ryzyko psucia.

Poza tym, pamiętajmy, że to nie jest real. Jak ktoś coś zepsuje, kwestią chwili jest naprawienie tego.
Odpowiedz Permalink
Arsacjusz Arped
Zgadzam się, ale mimo tego ten minimalny strach przed objęciem ważnych funkcji u niektórych może pozostać. Ale miejmy nadzieję, że od września wszystko się zmieni i będzie więcej chętnych. :)
Odpowiedz Permalink
Don Mad
Skoro aktywność sięga zenitu w szczycie sezonu ogórkowego, nawet pomimo chętnych na kluczowe urzędy nie widzę powodu do rozpaczy.
Przy założeniu, że ofensywa promocyjna rozkręci się na dobre, w przeciągu dwóch, trzech miesięcy możemy odnotować zwiększenie aktywności, zaangażowania i wzrost liczby inicjatyw. Taką przynajmniej mam nadzieję.
Odpowiedz Permalink
Roland Heach-Romański
Nie lamentujemy tutaj o aktywności. Lamentujemy o kryzysie władzy, a dokładniej o jego powodach. To zasadnicza różnica.
Odpowiedz Permalink
Marek von Thorn-Chojnacki
Skoro twierdzisz za ludzie garna się do pracy.to może trzeba by zacząć od siebie i zacząć zarządzać ludźmi. Bo może pomysły masz tylko w kwestii zrobię to sam.nie informując nikogo o niczym.
Odpowiedz Permalink
Michał Pséftis
Bo chuchra z nas i lesery, gdybyśmy uaktywnili ukryte pokłady energii zakryte "brakiem sił", zwykłą niechęcią do poklikania w klawiaturę i cywilizacyjnym zrezygnowaniem zmieszanym z przekonaniem o trudzie pracy, jakiej się podejmujemy, to przenosilibyśmy góry11!11!!1

Ale i tak wszyscy umrzemy.
Odpowiedz Permalink
Henryk Leszczyński
tu i teraz krótko: to nie sezon ogórkowy. to przewlekły, strukturalny kryzys instytucji państwowych.
Odpowiedz Permalink
Młynek Kawowy
To nie jest kryzys strukturalny, tylko społeczny, czyli wypalenie.
Odpowiedz Permalink
Teodozjusz Azoramath-Arped
Gdybym wiedział, że nie ma chętnych do objęcia urzędu kanclerza. To bym wrócił wcześnie i objąłbym urząd kanclerza jak uzyskam wparcie i poparcie. :P
Odpowiedz Permalink
Laurẽt Gedeon I
Chciałbym zaznaczyć, że w Baridasie Monarcha panuje tzn. w zasadzie może panować, aż się nie zrzeknie urzędu.

Poza tym widać, że nie zna Szanowny Baridasu ani Baridajczyków, bo inaczej nie pisał by Pan tych bzdur o przyjmowaniu urzędu.

Zapraszamy na dłużej, bo Pan nas porostu nie zna.

Miłego :)
Odpowiedz Permalink
Roland Heach-Romański
Wiem o czym piszę, Sz. P. Laurencjuszu. Byłem świadkiem tej rozmowy na IRCu :) Powiem więcej, rzeczeni rozmówcy rozważali zamach, obalenie Markusa. W konkluzji jednak stwierdzili, że nie ma godnego następcy.

Poza tym jest grono Baridajczyków, którym nie w smak jest dotychczasowy stopień aktywności wicekróla. Jest to faktem. Faktem też jest, że rzeczony wicekról sprawia pozory przyspawanego do stołka.

Więc gdzie owe bzdury?
Odpowiedz Permalink
Michael von Lichtenstein
Pozwolę sobie w ramach komentarza wkleić kilka zdań, które skierowałem do Teutończyków - jako że pasują do tematu.
Po prostu nie mamy remedium na sytuację. Poza sztampowymi, ogólnymi hasłami.

Historia kołem się toczy - niestety. Odkąd pamiętam (z kilkoma wyjątkami, choć niezbyt długotrwałymi) Teutonia funkcjonowała w oparciu o model koni pociągowych. Dwie - trzy osoby, ze starego grona wiarusów, jadących na oparach motywacji - zaangażowane doraźnie w określone projekty.

Reszta? Audytorium, działające na zasadzie zapychacza wakatów - (dla czystej kosmetyki, bo przecież ładnie to wygląda, jak jest masa funkcji a wszystkie obsadzone) klepiące raz na jakiś czas po kilka niezbyt obszernych postów, dla zachowania iluzji aktywności.

Opary motywacji kiedyś się kończą, real i rutyna też robią swoje. Stara gwardia nie ma w zasadzie niczego do osiągnięcia (jak sama nazwa wskazuje, są to ludzie, którzy mają za sobą bujną historię i ciekawe kariery) - jedynym czynnikiem utrzymującym ich przy Teutonii jest respirator sentymentu i poczucie odpowiedzialności za dobro wspólne.

Taki stan rzeczy skutkuje naturalnie krytyką ze strony audytorium, które dużo by chciało, ale do roboty jakoś wziąć się nie może. Od lat są bowiem nauczeni braku samodzielności i pracy u podstaw. Wiecznie przyzwyczajeni, do prowadzenia za rękę, królewsko-ojcowskich wskazań palcem co i jak trzeba zrobić (a najlepiej to gdy władyka wykona szkielet roboty osobiście, im zostawiając jedynie uzupełnienia drobnych detali).

Kiedy Tron i Szef Rządu działają jak harpagany wszystko zdaje się funkcjonować dobrze. To tylko pozory. Wystarczy spadek kondycji jednej z tych osób - całą resztę Teutończyków dotyka niezrozumiały paraliż.

Musicie zrozumieć - nawet najlepsze chęci władcy i głowa pełna pomysłów niczego nie zmienią - gdy nie ma samodzielnych współpracowników, ludzi, na których można polegać, którzy zapewnią kontynuację dzieła - niezależnie od okoliczności, chwilowych zniknięć kierownika budowy czy spadku formy. W przeciwnym wypadku cierpliwość kiedyś się kończy. Zostaje zmęczenie i rozgoryczenie.

Krzesło na powrót staje się puste a w Królestwie rozpoczynają się kolejne seanse wywoływania duchów...
Permalink
Prokrust Zombiakov
Polać mu.
Odpowiedz Permalink
Mikołaj Torped
Odpowiedź stała i niezmienna: SYSTEM, GŁUPCZE!
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.