Dwór Książęcy, Tomasz Ivo Hugo, 11.12.2015 r. o 13:02
Złe emocje nakręcają mikroświat...
Seria wydawnicza: Dyskusje

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Tytuł trochę kontrowersyjny, może nawet pompatyczny (cały mikroświat?).

Sam artykuł nie będzie syntezą całej aktywności w Pollinie. Nawet jeśli będzie dotyczył spraw v-międzynarodowych ograniczony będzie do przykładów związanych bezpośrednio z Sarmacją; być może nawet według niektórych nietrafionych, czy stanowiących niedostateczny ogląd sytuacji.

Staram się w artykule nie oceniać, tylko stwierdzać fakt, więc apeluję, zwłaszcza do moich "przeciwników", żeby czytać całość i nie odbierać jako atak tylko dlatego, że wspominam o danej sprawie, danej mikronacji, osobie. Zaznaczam o tym na wstępie, żeby sztucznie i niepotrzebnie nie zwiększać objętości artykułu dodając za każdym razem, że to stwierdzenie faktu.

Naszła mnie taka refleksja przy okazji jednego z wątków na naszym forum. I przypomniały mi się też pewne słowa ważnej dla mnie Osoby z Sarmacji, że aktywność w Sarmacji (mikronacji) potrzebuje systemu gospodarczego i/lub osi konfliktu, ponieważ w przeciwnym przypadku ludzie się znudzą.

Może nawet tytuł powinien zawierać znak zapytania, miast być stwierdzeniem. Jednak nawet nie w ostatnich czasach, ale gdyby przejrzeć aktywność w Sarmacji, aktywność na arenie międzynarodowej, to można by dojść do konstatacji, że najbardziej przybiera ta aktywność na sile, gdy pojawia się konflikt. Może i konflikt, to nie od razu hejt, ale z pewnością złe emocje; choć hejt (flejm) w końcu i tak się pojawi.

Spójrzmy na dwie sprawy z zakresu Polityki Zagranicznej, w której jednym z głównych bohaterów była Sarmacja - sprawa Hasselandu i sprawa Awary. Kiedy rozmawialiśmy na naszym forum z diukiem Hasselandzkim o tym, że Hasseland mógłby... być nawet częścią Księstwa, atmosfera była sielska i przyjazna - jakby wyjątek od reguły, ponieważ temat nakręcił trochę aktywność. Kiedy przenieśliśmy się na forum Hasselandu z tematem, w wówczas sennym i spokojnym Królestwie aktywność wybuchła niczym wulkan; teraz nie jest może i mała, ale wtedy śmiem twierdzić, że jej prawie nie było. Propozycja okazała się zarzewiem konfliktu między Sarmatami a Hasselandczykami.

Konflikt wokół Awary, to jeszcze "lepszy" przykład konfliktu nakręcającego aktywność. Być może zbyt dużym stwierdzeniem byłoby, że cały Pollin się zaktywizował, czy "porwały się" na towszystkie kraje, ale w wielu miejscach Pollinu obiła się ta sprawa echem. Z wielu mikronacji płynęły słowa oburzenia, na ich stronach, forach pojawiały się noty protestacyjne, rozgorzały dyskusje na temat naszej działalności. Społeczeństwo Księstwa też się podzieliło w tej sprawie i także powstała oś konfliktu. Ponad połowa artykułów w Kurierze Dreamlandzkim była o nas, naszej imperialistycznej polityce i Awarze, i też te artykuły generowały najwięcej komentarzy; nawet artykuł o Hasselandzie i Cyberii, już w tytule nawiązywał do tej sprawy. A kiedy Dreamland wchłonął Scholandię i (niejako także w jej imieniu) uznał nasze prawo do całej Awary, przeszło to niemal(?) bez echa w Pollinie. Więc można w całości "sprawę Awary" podać za przykład - złe emocje nakręcają aktywność, dobre jej nawet czasem nie generują prawie wcale.

Czyżby uprawnionym mogłoby być stwierdzenie, że OPM nie tyle się nie sprawdziła czy wyczerpała, co... spełniła? Czy to brak (dużych) konfliktów międzymikronacyjnych spowodował, że polityka zagraniczna na niwie organizacji międzymikronacyjnej przestała już być mikronacjom potrzebna? Pewnie taka konstatacja jest wyolbrzymiona, ponieważ rozwiązywanie konfliktów nie było jedynym zadaniem OPM, ale być może (podświadomie dla przywódców mikroświatowych) najważniejszym. Inna sprawa, że nie wdając się w szczegóły, bezpośrednim powodem rozpadu był/y... konflikt/y (który/e nakręcił/y aktywność)

Sprawa wcześniejsza, z pogranicza spraw wewnętrznych i PZ, czyli rozwód KS i MW. Konflikt ciągnął się przez parę miesięcy i kiedy się rozpoczął, nakręcił aktywność w niesamowity sposób. Potem nastąpiło wyciszenie i... wręcz można stwierdzić, że nic się nie działo. Wandejczycy twierdzą, że to dlatego, że ich nie było - pewnie mają po troszę (sporo?) racji. Ale może po prostu nie było się o co kłócić (inna sprawa, że wielu Sarmatów twierdzi, że byli zmęczeni właśnie konfliktem i postanowiło odpocząć). Nawet ówczesny rząd jest do dzisiaj postrzegany w największych negatywach, bo "nic nie robił"; nie twierdzę, że był najlepszy, ale czy należy się jemu taka opinia(?). Sprawa rozwodu ciągnie się do dzisiaj i także dotyczy aktywności, ale też mojej osoby bezpośrednio, więc nie będę tego zbytnio rozwijał, żeby nie wyszło na to, że się żalę. Zaznaczę tylko tyle, że czasem byle okazja stanowi możliwość dowalenia mi w nawiązaniu (pośrednio, bezpośrednio) do opisanego konfliktu; nawet w nieistniejącym realu...

Skoro już tak nieskromnie jestem przy swojej skromnej osobie, to wiem, że niektóre działania niektórych osób (bez względu na zamieszkiwaną mikronację) wręcz napędza konflikt ze mną. Ale z pewnością nie jestem jedyny... zważywszy na fakt, że i mnie napędzają niektóre konflikty z niektórymi osobami ;-)

Kontynuując tematykę rządu - kiedy robi swoje, czyli rządzi i zarządza Księstwem jest ot, po prostu "okej". Wręcz niektórzy członkowie RM czują się niedocenieni, że nie ma tak wielkiego pozytywnego odzewu czy pochwał na jego działania. Jednak każde zaniedbanie, to kolejne zarzewie konfliktu i nakręca się aktywność. Nie wierzycie? Spójrzcie nie tylko na ostatnią kadencję... Nie chodzi mi o konflikty merytoryczne w Sejmie, ponieważ to przecież jest podstawa demokracji, parlamentaryzmu.

Zresztą bez podziału na centralę czy samorządy, wystarczy spojrzeć na niektóre inicjatywy. Ich rolą jest m.in. generowanie aktywności sarmackiego społeczeństwa, ale i tak w porównaniu z tematami konfliktowymi, spotykają się z dużo mniejszym zainteresowaniem. No niestety, twórcy, którzy przestali tworzyć, mogą odpowiedzieć, że… to wszystko przez nikłe zainteresowanie ich pracą (nie raz już pojawiały się komentarze artykuły o tym, że np. jak są same serca, bez komentarzy, to marna radość, bo nie wiadomo czy ktoś w ogóle przeczytał). I koło się zamyka. Czyżby przestało nam się chcieć tworzyć, wolimy się spierać, nawet kłócić? Nawet szukamy konfliktu w fakcie, że nam akurat ta konkretna inicjatywa się nie podoba (nie z powodów merytorycznych), nie interesuje, więc pohejtujemy sobie.

Często sami generujemy i nakręcamy niepotrzebne konflikty. Owszem, często osobom kontrowersyjnym, kłótliwym, czy po prostu takim, które mocno nam podpadły, należy się kara i napiętnowanie. Jednak z jednej strony sami oczekujemy od tej osoby, żeby się opamiętała, przestała wyzwalać negatywne emocje, a z drugiej strony – każde jej działania spotykają się z niechęcią, krytykanctwem, czy wręcz hejtem. Czemu? "Bo tak", "Bo zasłużył/a"... Jednak uważam, że zbyt długo patrzymy na czyjeś działania przez pryzmat wcześniejszych złych dokonań. Zapędzamy się w tych złych emocjach za daleko i czasem wręcz się w nich "zapominamy", robiąc się tak zacietrzewieni, że nic do nas nie przemawia - merytoryczne, ciekawe rzeczy, inicjatywy są hejtowane tylko z powodu autora. I nie, nie chodzi mi o jedną osobę – myślę, że jeśli podejdziecie do tego obiektywnie i spojrzycie… bez emocji, to znajdziecie wiele takich przykładów, także Waszych własnych hejtowań innych.

Ciężko mi nawet podsumować te rozważania, ponieważ nie da się wyciągnąć jednego wniosku. Można stwierdzić - konflikt jest potrzebny dla aktywności, ponieważ bez wspólnego punktu, co do którego są przynajmniej dwa różne poglądy, nic się nie dzieje. Z drugiej strony - czy konflikt jest korzystny dla naszych wzajemnych relacji? Ba, dla naszego zdrowia? Z pewnością nie powinniśmy odrzucać w całości konfliktów, ani gasić ich zarzewia w zarodku. Zrobi się w końcu nudno i przestanie "się dziać" w Księstwie, a konsekwencja tego będzie taka, że zostaną najwierniejsi i najwięksi pasjonaci. Pozostali po prostu pójdą dalej - czy to do innych zakątków internetu, czy po prostu do innych mikronacji... przełączą kanał jak w Truman Show. Chyba, że… rząd zmusi różnymi rozwiązaniami do aktywności obywateli. Ale to też… powoduje konflikt – jedni się zgadzają, inni protestują, jedni bronią i uzasadniają, inni hejtują i też uzasadniają.

Niejednokrotnie o tym wspominałem, a tu chyba jest najlepsza ku temu pora i miejsce - najważniejsze, żebyśmy szanowali siebie nawzajem. Każdy konflikt może być zdrowym nakręceniem aktywności, jeśli nie będziemy się obrażać. A patrząc na ostatni okres (przykro mi - muszę ;)) także starać się nie działać pod wpływem emocji, chwilowego wzburzenia, oburzenia. Co zresztą idzie w parze z szacunkiem - czasami emocje, wzburzenie powodują, że zapominamy o tym szacunku w dyskusji, w czasie sporu, konfliktu. Jak mawia pewna anonimowa Diuczessa „jeśli nie będziesz w stanie wypić wódki z kimś w realu, to znaczy, że wasz konflikt za daleko zaszedł”. Ale też spójrzmy na to z drugiej strony – to, że ktoś się z nami nie zgadza, nie znaczy, że musimy to odbierać personalnie, przyjmujmy rzeczową krytykę z pokorą i refleksją, nie zaperzajmy się w stylu „to rób sobie to sam/a”.

A na koniec, na tzw. marginesie taka mała szpilka (kolejny konflikt do nakręcania aktywności? ;-) ), będąca w pewnym sensie odstępstwem od deklarowanego we wstępie stwierdzania faktów - bez oceniania. Pamiętacie może, jak kiedyś powstał (nomen omen) konflikt, czy wręcz ogniosr..nie z powodu dowcipnych, trochę złośliwych komentarzy systemowych, gdy użytkownik zrobił coś nie tak? Sypały się na NIA gromy, że obrażają użytkowników. Nie wiem kto jest odpowiedzialny za to, ale spójrzcie teraz na stronę Wandei Ludu w MW i dopiszcie coś bezsensownego (nieprawidłowego) na końcu linku - jak przyjazny komunikat się pojawi?
Cytuję:
Nie ma takiej strony
Coś wam się pojebało chyba, towarzyszu...
Choć trzeba oddać sprawiedliwość, że podobne działanie na stronie głównej, powoduje już bardzo fajny i ciekawy komunikat.
Dotacje
1 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Cudzoziemiec, Tomasz Lerent-Popow.
Serduszka
11 730,00 lt
Ten artykuł lubią: Irmina de Ruth y Thorn, Karolina Aleksandra, Andrzej Fryderyk, Cudzoziemiec, Ławica Żubrów, Aleksander Damian von Thorn-Chojnacki, Don Mad, Markus Arped, Tomasz Lerent-Popow, Ignacy Popow-Chojnacki, Daniel January von Tauer-Krak, Vladimir ik Lihtenštán.
Komentarze
Krzysztof St. M. Kwazi
Dla mnie to nic odkrywczego. Ja już w kwietniu zeszłego roku mocno wyartykułowałem niemal identyczną tezę.

Wprowadzenie do ustawy o obywatelstwie nowych przepisów o aktywności zauważalnie zwiększyło aktywność w KS, ale nie poprzesz moc samych przepisów, ale poprzez wygenerowanie ogromnego konfliktu, który mógł skończyć się rozpadem KS (i częściowo tak się skończył, bo dokładnie po tamtych wydarzeniach przelała się kropla goryczy po stronie MW - do czego JKW nawiązał w artykule).

Nie wiem, kiedy dokładnie Miłościwie Nam Panujący dokonał refleksji, której efekt widzimy w powyższym artykule. Zakładam, że to nie było nagłe olśnienie.

Ponieważ ja podobne rozważania mam już od dawna za sobą, pozwolę sobie wyrazić w tej chwili jedynie wniosek końcowy:

Konflikt zwiększa aktywność w sposób spektakularny, ale raczej krótkotrwały. Przy czym im mocniejszy konflikt, tym większe ryzyko późniejszej izolacji stron konfliktu, co może w efekcie prowadzić do zapaści aktywności.
Aktywność - moim zdaniem - powinna być generowana przez regularną, ale zdrową konkurencję, która wcale nie wymaga negatywnych emocji.
Odpowiedz Permalink
Misza "JK" Korab-Kaku
Również uważam, że niepotrzebnych konfliktów należy unikać. Lepiej mieć 200 osób mniej aktywnych/rotujących aktywność, niż 30 stałych, które wytrzymają "ciśnienie" i nie rzucą wszystkiego w cholerę, dla dobra zdrowia.

Doświadczenie w Sarmacji uczy, że większość rozwiązań można a nawet należy konsultować i na tym etapie pomysły odrzucać lub akceptować. W myśl zasady, że po co narzucać jakieś rzeczy siłą większości, skoro możliwe są kompromisowe, często równie dobre, rozwiązania.

Co zaś do pamięci i zawiści. Oczywiście trzeba uczyć się na własnych i cudzych błędach. Pamiętać o nich również. Ludzie często się zmieniają i trzeba mieć to na uwadze. Dziwi mnie niesamowita rozbieżność pomiędzy maksymalną karą więzienia a banicją.

Skoro zależy nam tak na ludziach i aktywności to:
Czemu cofnięto możliwość wycofania się w przeciągu paru dni ze zrzeczenia się obywatelstwa(czyli uprawomocniania się oświadczenia woli w tej sprawie)? To rozwiązanie przecież powodowało, możliwość łatwego wycofania się z pochopnej decyzji, czy załagodzenia jakiegoś konfliktu.
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Proszę przejrzeć wątki - de facto taka możliwość wciąż jest.
Odpowiedz Permalink
Misza "JK" Korab-Kaku
Z jednej strony dobrze, że jeśli wynika to z dobrej woli i praktyki, z drugiej złe jeśli nie jest to sankcjonowane prawnie i wynika tylko z dobrej woli.
Nie chcę spotkać w KS, ponownie, prowokowania kogoś by zrzekł się obywatelstwa i w konsekwencji można było go wydalić.
To także w kontekście niepozytywnego napędzania aktywności :P
Odpowiedz Permalink
Tomasz Lerent-Popow
Istnieją różne konflitky. Jeżeli 'Dobrym' konflitem nazwiemy ,jakąś polityczną czy nie, dyskusje to taki konflikt jest bardzo porządany... jak wiele mikronacji upadło przez ogólnonarodową zgodę ;)

Szkoda ,że dominują jednak te "złe" konflikty napędzane nieprzyjemnymi emocjami. Ale tak jest już chyba zbudowany człowiek...
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
Misza Korab-Kaku - Minister ds. Aktywności :)
Odpowiedz Permalink
Misza "JK" Korab-Kaku
Nie wiem czy tu potrzeba ministra:P Najlepszym przyjacielem, w tym przypadku, jest rozsądek :P Dobrze jeśli aktywność jest w największym stopniu naturalna, zróżnicowana. Gdy jest nas sporo, a system nie ułatwia odejścia. Tu przykład: nieobciążonej ostracyzmem procedury zmiany zdania, z której powinny wynikać zachęty ze strony mieszkańców oraz władz, czy też wypracowania indywidualnych rozwiązań. Ważne by system ułatwiał powroty, tu pewne rozwiązania już istnieją.

Tak czy inaczej, niwelować "głupie" straty mieszkańców.
Odpowiedz Permalink
Irmina de Ruth y Thorn
Cytuję:
Tak czy inaczej, niwelować "głupie" straty mieszkańców.

Drogi Diuku,

Co rozumiesz pod pojeciem "głupie" straty mieszkańców?
Odpowiedz Permalink
Misza "JK" Korab-Kaku
Cytuję:
Co rozumiesz pod pojeciem "głupie" straty mieszkańców?
Wszelkie straty, które można uniknąć, a w szczególności wszystkie straty, które można niskim kosztem uniknąć.
Odpowiedz Permalink
Irmina de Ruth y Thorn
To znaczy straty w mieszkańcach? Ale drogi diuku na siłę wszystkich obywateli nie da się zatrzymać. Będą chcieli odejść to i tak odejdą. Ważne jest moim zdaniem, aby nie wszczynać więcej flejmów, które powodują zniechęcenie do życia i w ogóle do brania czynnego udziały w życiu Księstwa. Bo te kłótnie które nie raz idą w bardzo złym kierunku, stają się przyczyna do odchodzenia wielu wartościowych obywateli. Jasne nie raz się mówi, że kłótnie są dobre bo czasami potrafią spoić towarzystwo, no ale czasem, jak więcej obserwujemy, są to kłótnie złe. I naszym zadaniem jest tak robić, aby nie przerażać nikogo, a tym bardziej młodych obywateli.
Odpowiedz Permalink
Julian Fer at Atera
Jaki konflikt? Ciężko niektórym po prostu dogodzić. Szczególnie tym, co zawsze mają coś na nie. Była Awara, było kilka fajnych kataklizmów fabularnych, było KGB i zawsze było jakieś ale, widzi (albo nie widzi misie)i wszystko jeb...

Morał z tego taki, że o ile nie zbierze się grupka 3-5 sarmatów przy czymś co wspólnie robią będąc odpornym na krytykę i mając przynajmniej dwie kieszenie po brzegi wypełnione cierpliwością, bo nie daj Wando przyjdzie im czekać jak na wybawienie na podjęcie przez "władze" decyzji, to cały zapał można stracić.

Lepiej pogadać sobie na irc-u spotkać się z przyjaciółmi i nie robić nic, nic, nic i kilka form aktywności co jakiś czas, żeby sobie nabić aktywność lub coś skrytykować

Tak wygląda teraz życie przeciętnego Sarmaty, a może i moje też.

Jak to zmienić? Jak Sarmaci mogą się dogadać nie chowając za uszami swoich antypatii, urazów ...? Dlaczego np. z Diuczessą Karoliną zawsze można się dogadać, a inni myślą, że ktoś ich pocałować może w 4 litery?

Nie musicie odpowiadać :(
Odpowiedz Permalink
Misza "JK" Korab-Kaku
Najważniejsza jest diagnoza. Jeśli powodami są mniejsza ilość czasu, jakieś konflikty, jakieś syndromy po konfiturkach...
Są sytuacje, które można rozwiązać, znaleźć jakieś inne wyjścia.

A jeśli nawet się nie da mieć to na uwadze na przyszłość.
Najgorsza jest w tym przypadku bierność, na którą nas nie stać.
Odpowiedz Permalink
Laurẽt Gedeon I
Cytuję:
Bo te kłótnie które nie raz idą w bardzo złym kierunku, stają się przyczyna do odchodzenia wielu wartościowych obywateli. Jasne nie raz się mówi, że kłótnie są dobre bo czasami potrafią spoić towarzystwo, no ale czasem, jak więcej obserwujemy, są to kłótnie złe. I naszym zadaniem jest tak robić, aby nie przerażać nikogo, a tym bardziej młodych obywateli.

Twórcze kłótnie, a raczej zabawne sprzeczki podobne do Sarmatów stojących po przeciwnej stronie baridajskiego muru, to już taka sama przeszłość jak zabawne żarty Markiza Ignacego.

Spora część naszego Księstwa zamarła. Spotkać można tylko przemykających pomiędzy Pocztą Konną, ircem lub własnym mailem Sarmatów.

Nie chce im się wracać do aktywności, dlaczego? Właśnie dlatego że ne z każdym da się dogadać.

>>> Myślę, że od czasu do czasu kogoś najdzie jakaś wena, a wtedy zostaje stopowany. Następnym razem znowu i w końcu zaczyna się zastanawiać czy warto, a wtedy sam zaczyna krytykować innych.... dlaczego,....bo tak prościej :(
Odpowiedz Permalink
Laurẽt Gedeon I
Kod
Są sytuacje, które można rozwiązać, znaleźć jakieś inne wyjścia.

Ci co oficjalnie nie piszą, tylko zaglądają ukradkiem już tak nie myślą. Gorsze jest to, że pozostali zaczynają się od nich zarażać :(
Cytuję:
A jeśli nawet się nie da mieć to na uwadze na przyszłość.
Najgorsza jest w tym przypadku bierność, na którą nas nie stać.

Najgorsze są:

1.Zniechęcenie, bo zabija wszelkie pomysły i formy aktywności :(
2.Nieomylność, bo zawsze rację to ma tylko gł...
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
Cytuję:
>>> Myślę, że od czasu do czasu kogoś najdzie jakaś wena, a wtedy zostaje stopowany. Następnym razem znowu i w końcu zaczyna się zastanawiać czy warto, a wtedy sam zaczyna krytykować innych.... dlaczego,....bo tak prościej :(

Hmmm... jak w przypadku Tokugawy?
Odpowiedz Permalink
Laurẽt Gedeon I
Cytuję:
Hmmm... jak w przypadku Tokugawy?

Całkiem możliwe. Na pewno nie tylko. Zazwyczaj jeśli ktoś psuje coś innemu, to w zamian dostaje to samo.
Odpowiedz Permalink
Irmina de Ruth y Thorn
Cytuję:
Całkiem możliwe. Na pewno nie tylko. Zazwyczaj jeśli ktoś psuje coś innemu, to w zamian dostaje to samo.

Wielmożny Wicehrabio,

A nie wydaje się Wielmożnemu ze przez takie wet za wet wynikają kłótnie? Właśnie przez takie coś jak wielmożny wicehrabia opisuje?
Odpowiedz Permalink
Kristian Arped
Laurencjusz
Całkiem możliwe. Na pewno nie tylko. Zazwyczaj jeśli ktoś psuje coś innemu, to w zamian dostaje to samo.
A cóż myśmy zepsuli przeciwnikom Tokugawy? :>
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
św. Laurencjusz, Męczennik Aktywności

No sorry, wydaje mi się stary, że nie masz pomysłu na siebie, więc się czepiasz innych, gdy je mają.
Odpowiedz Permalink
Laurẽt Gedeon I
No i jak zwykle pojechaliście po bandzie. Nawet nie ma czego gratulować. Wystarczyło by się trochę zastanowić. Szczególnie Wierny Obywatel mógł by, ale widocznie nie chce.

Jak wyjść z impasu skoro takie sranie ogniem niektórzy wolą :(
Nic dobrego z tego nie wyjdzie. Jeśli chodzi o moje zdanie na temat Tokugawy, to wszystko wyjaśniłem w wątku, ale niestety niektórzy widać wiedzą lepiej co napisałem :(
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
Ach, ta przeklęta subiektywność świata!
Odpowiedz Permalink
Kristian Arped
Ale ja nie pojechałem, tylko się zwyczajnie pytam bo – jak można wywnioskować – nie widzę w swoim zachowaniu jako np. regent niczego złego; nie psułem – jak to zostało ujęte – nikomu niczego.

Jestem zwyczajnie ciekaw co wg Was zrobiłem takiego strasznego. Naprawdę.
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
No i Laurencjusz. Pisałeś, że masz bóldup, bo chcemy zakładać Tokugawę, a inne rejony Baridasu są zaniedbane. Gdy Ci napisałem na forum, że przecież nikt Ci nie broni zająć się tymi "zaniedbanymi rejonami Baridasu", to napisałeś, że nie masz pomysłu. Później opublikowałeś artykuł, w którym faktycznie spychasz winę za swój brak aktywności i kreatywności na innych (władze). Chłopce! Nie moja wina, że nie masz pomysłów. I nie pisz, że miałeś na myśli coś zupełne innego, bo czytać każdy potrafi.
Odpowiedz Permalink
Laurẽt Gedeon I
JO Diuku napisz jak do tego doszedłeś, że nie mam pomysłu?
Odpowiedz Permalink
Vladimir ik Lihtenštán
A choćby tutaj:
Cytuję:
Brak motywowania mieszkańców przez władze Samorządów (tu znajdzie się zaraz kilku co wytkną mi, że nie mieszkają w Samorządzie tylko kraju korony - wybaczcie, ale aż tak się nie bedę rozdrabniał). Według mnie to na osobie sprawującej władzę (Konsul, Wicekról itp.) w danym Samorządzie ciąży obowiązek rozwoju prowincji. To osoba sprawująca władzę powinna koordynować działania tej prowincji przynajmniej stawiając zadania swoim bezpośrednim podwładnym w Samorządzie i rozliczać je z efektów pracy.

Czyli: Nie ma władzy, która myślałaby za mnie.
Odpowiedz Permalink
Kristian Arped
No i nie padła odpowiedź na moje pytanie. Super. Rozumiem, że mam się sam domyślić?
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.