Park Stołeczny, Cudzoziemiec, 15.01.2016 r. o 20:59
"Żywa historia" #1 - wprowadzenie
Seria wydawnicza: Żywa Historia

Kochani, chcę Wam dziś zaproponować coś nietypowego — wspólnie pisaną żywą historię. Zasady są proste — osoba, która chce się wspólnie ze mną/nami bawić podejmuje opowieść w miejscu, w którym zakończono część poprzednią i ją kontynuuje — wprowadza nowe, własne wątki, osoby, wydarzenia, sytuacje. Są tylko dwa warunki — historia musi się łączyć i być spójna z częścią poprzedzającą, oraz nie zabijamy, mordujemy czy w inny sposób eliminujemy postaci wprowadzonych przez innych uczestników zabawy — to mogą zrobić tylko ich "ojcowie". Prawda, że proste? Gwarantuję Wam, że to będzie WIELKI FUN! Poniżej pierwsza, otwierająca zabawę, część "Żywej historii" Gorąco zapraszam i zachęcam do pisania!

UWAGA: zanim ostatecznie klikniecie "opublikuj" w swoich elementach upewnijcie się, czy w międzyczasie nie pojawiła się kontynuacja napisana przez kogoś innego.

Historia toczyć się może w całym Księstwie Sarmacji i jego samorządach, krajach uni itd. Dzieje się w czasach teraźniejszych. Wątki muzyczne, organoleptyczne i oniryczne mogą nawiązywać do reala.


* * * * *
Pogoda była do bani. Śnieg z deszczem, niesprzątnięte po jesieni liście na ziemi, zimniejsze z każdą minutą powietrze przesycone dymem ulatującym z kominów miasta. Umykający, z przepełnionego śmietnika po prawej, kot, zdecydowanie dopełnił atmosfery brudu, deszczu i niepewności trzymającej w swych okowach całą ulice. Stała przed wejściem do kamienicy. Starej, zdewastowanej kamienicy na obrzeżach starego miasta w Grodzisku. O dziwo – brama była nowa – i tylko brudne i zniszczone okna pokazywały jak bardzo stary budynek ma przed sobą. Potłuczone dachówki walały jej się u stóp. Spojrzała w górę. Na pierwszym piętrze widać było słabe światło. Tak było prawie zawsze. Miłosz przysyłał jej liściki prowadzące do takich
t78RHktd.jpg
miejsc, zawsze z dopiskiem idź do światła. Jakbym była jakąś cholerną ćmą - pomyślała w złości. I jakby on zawsze był pewien, że pokój w którym zacznie swoją opowieść będzie jedynym oświetlonym w całej kamienicy. Nigdy dotąd się nie pomylił, a ona zawsze się pojawiała.

Jeszcze chwilę stała rozglądając się dookoła. Gdy już miała przekroczyć niepasującą do całości bramę, na drugim piętrze, bezpośrednio nad oświetlonym oknem, zauważyła światło latarki. Poruszało się szybko, jakby robiło notatki.
- No toż k... - mruknęła - Jeszcze tego mi trzeba było. Nie dosyć, że liściki były mało konkretne to jeszcze ktoś inny jest w środku. Coś tu nie gra.

Zdenerwowała się już na poważnie. Natychmiast naszła ją ochota by zapalić, a chwilę później także chęć by zatłuc Miłosza drewnianą nogą od krzesła. Akurat jedna leżała niedaleko pośród innych śmieci. Stała tak przez chwilę zastanawiając się co dalej, aż w końcu zwyciężyła w niej zwykła ludzka potrzeba. Była zmoknięta, a brama sucha. Mrucząc pod nosem przekleństwa na temat seksualności i rodziny Miłosza weszła do środka. Jakiś czas później, gdy gorączkowo będzie wspominała ten moment dojdzie do wniosku, że lepiej było zostać na zewnątrz, umrzeć z mrozu, lub na raka, niż zaczynać całą tę historię. Teraz jednak co nie wiedziała co ją czeka i jak to się skończy. Weszła w bramę i skierowała się ku klatce schodowej.

***

W mało obskurnej, aczkolwiek niezbyt dobrze utrzymanej klatce schodowej światło, o dziwo działo, chyba po raz pierwszy odkąd rozpoczęły się jej wycieczki do różnych miejsc wskazanych przez Miłosza. Ta klatka schodowa tak bardzo kontrastowała do tego co widziała przed bramą, że przez dłuższą chwilę stała skonsternowana. Poczucie niepewności potęgował dodatkowo fakt, że oprócz szumu deszczu doskonale słyszała jak w tym miejscu rozbrzmiewa muzyka. Stłumiona, zapewne dochodząca zza drzwi na wyższym piętrze, ale jednak muzyka. To samo w sobie było czymś niezwykłym. Kolejne zaskoczenie spotkało ją gdy weszła na pierwsze piętro. Rozejrzawszy się wokół siebie zwątpiła. Drzwi po prawej stronie, spod których padał nikły promień światła były jak najbardziej na miejscu. To co jej nie grało to fakt, że zza tych po lewej stronie dobiegał ją stłumiony głos śpiewającego kolesia, który chciał zreperować świat. Kręcąc z niedowierzaniem głową uśmiechnęła się jeszcze sarkastycznie do swojej myśli - "każdy by chciał".

Te wszystkie elementy składały się w jakąś niepokojącą całość. Światło na drugim piętrze, muzyka, śpiew... – O co tu chodzi? – pomyślała Monika. Niepewnym krokiem podeszła do drzwi Miłosza. Zapukała. Muzyka z mieszkania na przeciw zamilkła. Usłyszała skrzypnięcie drewnianej podłogi. Wiedziała, że właśnie ktoś obserwuje jej włosy, plecy i… i jej tyłek. Wzdrygnęła się i zapukała ponownie. Po chwili, która dla niej ciągnęła się w nieskończoność Miłosz otworzył drzwi. – Wejdź i zamknij drzwi. Będę w kuchni. – głos Miłosza był pozbawiony jakichkolwiek uczuć. – Uff – pomyślała z ulgą – nie będzie pieprzenia o bzdurach…

***

Weszła do środka i zdjęła buty. Stanęła na drewnianej podłodze, której chłód czuła przez niezbyt grube rajstopy.
- Chryste panie! - krzyknęła po chwili do Miłosza.
- Pozwól, że następnym razem ja wybiorę miejsce spotkania. - Miłosz zaśmiał się z kuchni.
- Nie, no poważnie. Stary morvański cmentarz był zajęty? Opuszczony cyrk wynajęli goci? - Zdjęła płaszcz i weszła do kuchni. W powietrzu unosił się aromat kawy i świeżo robionej jajecznicy. Miłosz ubrany w spodnie od dresów kręcił się przy lodówce. Monika nie zrażona niczym kontynuowała.
- Więc po co mnie wezwałeś? Mam o wiele ciekawsze sposoby spędzania czasu. - Miłosz wyłonił się zza drzwi lodówki.
- To chyba oczywiste Słońce.- Podszedł do niej i uśmiechnął się dziko. - Twój brat znowu narobił bigosu i trzeba to sprzątnąć. - Zamilkł, bo w tym momencie ktoś złapał za klamkę do drzwi wejściowych…
- Miłosz?! Miłosz?! Jesteś tu? – z przedpokoju dobiegał głos młodej dziewczyny. Było w nim słychać strach.
Monika spojrzała na Miłosza z zaskoczeniem i niemym pytaniem w oczach – Co to ma znaczyć? – powiedziała, czy raczej syknęła.
- Nie mam pojęcia! Poważnie! Nawet nie wiem kto to może być…
Odwrócili się w kierunku drzwi do kuchni, gdzie widać już było kobietę z blond burzą na głowie…
- Miłoszku! Jesteś! Cieszę się bardzo. Myślałam, że Cię nie znajdę… gdzieś się podziewał? I kto to jest do cholery?! – zakończyła podniesionym głosem wskazując na Monikę.
- Yyyy... - Miłosz przez chwilę zastanawiał się co odpowiedzieć. Marszcząc brwi spoglądał na przybysza aż w końcu zapytał - To może najpierw... kim Ty jesteś?
*PLASK* - odgłos wymierzonego wprawnie i z całą siłą policzka rozniósł się chyba po całej kamienicy. Cztery smugi od razu wykwitły na twarzy Miłosza. Gdy minęło echo odgłosu zapadła nieznośna cisza.
- No to kurwa ładnie. - Monika przerwała zgrozę ciszy i furii blondynki.
- Spodziewałam się standardu - jakieś voodoo, giełda, nowe wcielenie Wandy, polityka czy po prostu armagedon. Ale to jest już jakiś karnawał. - Monika wiedziała, że jeśli Miłosz nie poznał blondynki to panna jest efektem chaosu wprowadzanego przez jej brata. Miłosz po prostu znał wszystkich.

***

- Wiesz co? Nie interesuje mnie to kim ona jest i dlaczego ta cała wina to sprawka Wojtka. Tak w sumie to w dupie to mam, zwijam się, a i jeszcze jedno… - Monika podeszła do blondynki i wymierzyła w jej twarz solidne uderzenie pięścią, w wyniku którego ta znalazła się na podłodze zalewając się krwią z nosa.
- ...tylko ja mogę bić mojego ex. - Płynnie odwróciła się w stronę drzwi i ruszyła do przedpokoju. Miłosz otrząsnął się z szoku.
- Czekaj! Nawet nie wiesz co zrobił! - Ruszył pospiesznie za nią.
- Mylisz mnie z osobą którą to obchodzi sukinsynu. - Monika była wściekła. Złapała za płaszcz i położyła rękę na klamce. W tym momencie rozległ się huk wystrzału i cała scena zamarła. Blondynka stała na końcu korytarza trzymając pistolet w ręce.
- Nikt nigdzie nie wyjdzie! Ten typ wie gdzie jest Wojtek! - krzyknęła kobieta wskazując na Miłosza, zaś Monika spoglądała na nią obojętnie, nie była zbytnio przejęta.
- Nawet ja to wiem złotko. - powiedziała od niechcenia - Zaćpany w jakiejś podrzędnej knajpie próbuje wyrwać coś, co w większości przypadków doprowadzi go do spotkania z prokuratorem.

Jeszcze zanim wypowiedziane słowa wybrzmiały do końca blondynka oddała kolejny wystrzał, który prawie pozbawił Monikę ucha i sprawił że drzwi otrzymały szansę zainstalowania wizjera. Nikt strzału się nie spodziewał, a już na pewno nie spodziewał się tego osobnik, który stał w tym niefortunnym momencie za drzwiami. A teraz okazując totalny brak kultury osobistej i nie mówiąc przepraszam, przewrócił Monikę uderzeniem drzwi, z którymi wpadał i bez gracji wyciągnął się jak długi niszcząc leżący w przedpokoju dywan rozszerzającą się kałużą krwi. Przez otwarte drzwi z klatki schodowej, a raczej mieszkania na przeciwko dolatywały jakże wymowne słowa piosenki... "zastrzeliłem się, październikiem w łeb, w bramie obok mnie, leżał martwy, modlił się jak mógł, ten sam pijany bóg, którego ja wzywałem...".

Serduszka
2 947,00 lt
Ten artykuł lubią: Fryderyk von Hohenzollern, Siergiusz Asketil, Laurẽt Gedeon I, Maxymilian Velmilla-Popow.
Komentarze
Maxymilian Velmilla-Popow
Trochę jak mój pomysł :)
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
Max :) to zapraszam!

W tym wypadku tylko dodam, że to co wyżej napisałem ma kilka lat :) Odgrzebałem to robiąc porządki na google dysku ;)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.