[KH] Michael von Lichtenstein, czyli droga od zbawcy do kozła ofiarnego
Seria wydawnicza: Freie Gespräche

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Freie Gespräche

Ten tekst bierze udział w konkursie Ministerstwa Dziedzictwa Narodowego na artykuł historyczny. Pierwotnie miał zostać sporządzony w formie wywiadu, jednak jest prawdopodobnym, że mój rozmówca, który musiał poświęcić się realnemu życiu, chciałaby zachować anonimowość, dlatego nie podaję jego personaliów, a z naszej długiej rozmowy powstał poniższy artykuł. Tekst postanowiłem wydać pod znakiem Freie Gespräche, serii wywiadów, które dawniej przeprowadzałem.


HpXPmSw0.jpg
Dnia 18. lipca 2010 roku Senat Królestwa Teutonii przyjął uchwałę wyrażającą zgodę na przyjęcie przez (jeszcze wtedy) namiestnika Michaela von Lichtensteina korony Państwa Kościelnego Rotria. Rozpoczął się dziś już zapomniany okres unii personalnej między Teutonią a małym, orientyckim państwem nawiązującym klimatem do czasów renesansowego Patrimonium Sancti Petri. Celestyn I, bo takie imię przyjął Michael von Lichtenstein po wyborze na patriarchę Rotrii, zasłynął przede wszystkim z dzieła fabularyzacji Rotrii, która w historii zapisała się niejednoznacznie. Dla niektórych była innowacyjna, dla innych godziła w naturę tego, czym Rotria jest.


Państwo Kościelne Rotria1 to niewielka mikronacja położona na Orientyce. Istnieje od 2007 roku2. Swoim charakterem i klimatem nawiązuje do historycznego Państwa Kościelnego i dzisiejszego Watykanu. Hierarchia, dogmaty, narracyjne obrzędy i tradycje odzwierciedlają Kościół Rzymskokatolicki. Niektórzy mikronauci nie widzą w działalności Rotrii niczego zdrożnego. Dla innych jest całkowicie obojętnym punktem na mapach polskiego mikroświata. Jeszcze inni twierdzą, że nie powinno się łączyć realnej religii pod żadną postacią z zabawą, którą są mikronacje. Receptą, która miała godzić wszystkich lub która miała stanowić przynajmniej kompromis, była fabularyzacja wprowadzona za pontyfikatu Celestyna I3.
Q0405Y3p.jpg
Michael von Lichtenstein był w dzień swojego wyboru (12. lipca 2010) namiestnikiem Królestwa Teutonii4 oraz od jakiegoś czasu (nie udało mi się dotrzeć do szczegółowych danych) świeckim, honorowym kardynałem Kościoła Rotryjskiego. Wśród Rotryjczyków był raczej mało znanym przybyszem zza morza z odległych rubieży mikroświata, któremu potężny przyjaciel Lorenzo kardynał de Medici podarował czerwony kapelusz.

Konklawe, które zebrało się pomiędzy 8. a 12. lipca 2010 roku było początkowo podzielone. Patriarcha Piusa II (Lorenzo de Medici) nie mógł liczyć na reelekcję, jeśli nie chciał narazić się części wypływowego duchowieństwa, które było nastawione przeciwko niemu. Do tej frakcji należał arcybiskup Ferdynand von Habsburg5, który był również kandydatem opozycji do Złotego Tronu. Medyceusz rozegrał jednak partię na swoją korzyść. Nie mógł liczyć na reelekcję, mógł jednak wynieść na tron swojego przyjaciela i doradcę – Michaela von Lichtensteina, który został dziesiątym patriarchą Rotrii. Jego elekcję przeprowadzono sprawnie i zgodnie, jak się wydaje w imię kompromisu.

Czy Lorenzo de Medici chciał zostać szarą eminencją i sterować Celestynem? Raczej nie. Bardziej liczył na to, że będzie mógł ubić kapitał polityczny na ewentualnej nieaktywności patriarchy, który musiał również poświęcić się obowiązkom w Królestwie Teutonii. Celestyn był więc kimś w rodzaju „patriarchy przejściowego”.

Tak wyglądała sytuacja na szczytach rotryjskich władz, które kierowały Kościołem Rotriokatolickim. Na jego łonie toczyła się wówczas dyskusja na temat jego istoty. Stawiano pytania, czy możliwa i potrzebna jest ewangelizacja w mikroświecie; gdzie leży granica dobrego smaku; czy już jej nie przekroczono, wchodząc w sferę (realnie rozumianej) herezji. Pytania te powracają na kolejnych soborach powszechnych i synodach chyba od pierwszych dni istnienia Rotrii. Receptą na wszystkie wątpliwości miała być fabularyzacja.

Idea, z którą wyszedł Michael von Lichtenstein, opierała się na prostym fundamencie. Rotria i jej Kościół mogą istnieć dalej, jeśli nie będą ślepo naśladować realnego katolicyzmu. Wszystko miało opierać się o fantastycznym uniwersum, w którym judeochrześcijańskiego Boga miał zastąpić Kreator – Stwórca Świata.

Co ciekawe, Michael von Lichtenstein nie był pierwszym, który wyszedł z ideą fabularyzacji. Już wtedy pracował nad nią wspomniany wyżej Lorenzo de Medici (poprzednik Celestyna pod imieniem Piusa II). W jego koncepcji nowa wirtualna religia miała czerpać z chrześcijaństwa i islamu. Obok Absolutu istnieć mieli prorocy, praojciec ludzkości na wzór Abrahama oraz ostatni prorok, który miał być założycielem Kościoła oraz zginać śmiercią męczeńską. Na członkach Kościoła spoczywać miał również obowiązek sprawowania ofiary z chleba i wina. Celestyn I odrzucił jednak ten projekt i zastąpił go własnym, w którym chrześcijańskich i islamskich wątków było o wiele mniej.

Od mojego rozmówcy dowiedziałem się, że ponoć i rząd sarmacki proponował Rotrii fabularyzację już w 2009 roku, gdy oba państwa zastanawiały się nad sojuszem lub nawet unią.

Fabularyzacja została wprowadzona niemal jednogłośnie. Przygotowano nowe akty prawne (między innymi o hierarchii, w której kardynała zastąpił cardinalius). Niestety idea upadła wraz z końcem pontyfikatu Celestyna I (15 stycznia 2011). Jego następca, Leon I (Cosimo de Medici), nie odznaczał się zbyt dużą aktywnością i zapałem w kontynuowaniu dzieła poprzednika.

Fabularyzację Celestyna I potępił oficjalnie Sobór Gnieźnieński (14. lipca 2011 – 02. września 2011), który zebrał się w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Sobór złączył również narodowy Kościół Korony i Litwy6 z Kościołem Rotriokatolickim. W „Konstytucji soborowej o reformach Celestyna I” czytamy: „[…] Zmiany te także przyniosły wiele zła także w samym Kościele, gdyż całkowicie zmieniła hierarchię, stwarzając nieprawdopodobnie niemożliwym awansowanie duchownych. Poza tym, co było jeszcze gorsze, całkowicie wymazały chrześcijaństwo, pozbawiając Kościoła wartości, a zarazem wprowadzały pogański kult bliżej nieokreślonego kreatora, któremu bliżej do chorych ideologii New Age lub kultu rozumu z czasów rewolucji francuskiej. Święty Sobór potępia i zakazuje szerzenia tychże zmian. Ktokolwiek złamie ten zakaz, zostanie uznany za zdrajcę Narodu i Kościoła i będzie on wygnany z Państwa Kościelnego. […] Święty Sobór oświadcza, iż odpowiedzialność za wyżej wymienione szkody, wynikające z wprowadzenia reform, ponosi kardynał Michael von Lichtenstein, ówczesny Celestyn I oraz kontynuator jego wizji kardynał Kuźma Medyceusz , ówczesny Leon I. Niniejszym Święty Sobór potępia i ekskomunikuje kardynała Michaela von Lichtensteina z Kościoła Rotryjskiego. Święty Sobór odbiera godność kardynalską kardynałowi Michaelowi von Lichtensteinowi oraz wydala go ze stanu duchownego. Nowo wybrany Patriarcha zobowiązany jest w odpowiednim akcie prawnym do przyznania kardynałowi Michaelowi von Lichtensteinowi statusu persona non grata. […]”.7 Ostatecznie fabularyzacja została potępiona z całą surowością przez Rotryjczyków, a Michael von Lichsteinsein z osoby, która miała uzdrowić Państwo Kościelne, stał się kozłem ofiarnym.

Dla Królestwa Teutonii okres unii z Rotrią nie był niczym szczególnym, tak bardzo, że dziś już nikt o niej nie pamięta... oprócz autora tego artykułu.


1. Ciekawostka: łacińska nazwa Państwa Kościelnego Rotria to Patrimonium Sancti Pauli (Ojcowizna św. Pawła), co ma odróżniać Rotrię od realnego Państwa Kościelnego, czyli Patrimonium Sancti Petri;
2. Rok powstania tzw. Pierwszej Rotrii;
3. Reformy nazwane fabularyzacją zostały już częściowo wprowadzone za patriarchy Piusa II. Celestyn I dalekosiężnie je rozwinął i obowiązywały jeszcze za pontyfikatu Leona I;
4. Do 19. maja 2012 roku korona królewska (i królewski tytuł) była elekcyjna tylko w Cesarsko-Królewskim Domu Harmeliuszowsko-Hergolienowym. Osobie innej niż członkowi wspomnianego rodu, która została wybrana na tron w elekcji przez Zgromadzenie Elektorów, przysługiwał tytuł namiestnika;
5. Być może stał na czele tej frakcji (opozycji wobec Lorenza de Mediciego);
6. Narodowy Kościół Korony i Litwy został utworzony przez Ferdynanda von Habsburga po wprowadzeniu fabularyzacji w Rotrii. W istocie Habsburg był rozczarowany faktem, że nie został patriarchą, postanowił więc sam wynieść się do najwyższej godności, zapoczątkowując tym samym okres tzw. schizmy polskiej;
7. Pełną treść dokumentu znaleźć można tutaj;
Dotacje
2 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Daniel Chojnacki, Ryszard Paczenko, Henryk Leszczyński, Helwetyk Romański.
Serduszka
12 102,00 lt
Ten artykuł lubią: Julian Fer at Atera, Cudzoziemiec, Daniel January von Tauer-Krak, Rihanna Aureliuš-Sedrovski, Sorcha Raven, Daniel Chojnacki, Andrzej Fryderyk, Irmina de Ruth y Thorn, Jacek Wójcik, Ivan von Lichtenstein, Ryszard Paczenko, Yennefer von Witcher, Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza, Piotr II Grzegorz, Henryk Leszczyński, Susanne Delfina Kierkeller, Michael von Lichtenstein, Siergiusz Asketil, Helwetyk Romański.
Komentarze
Julian Fer at Atera
Podsumuję to tylko jednym słowem - zacne ;)
Odpowiedz Permalink
Jacek Wójcik
Zacne, zacne ;p
Permalink
Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza
Historia, trzeba ją poznawać i czerpać z niej. Fajnie się czyta, GJ!:)
Odpowiedz Permalink
Ryszard Paczenko
Wręcz więcej niż zacne!
Odpowiedz Permalink
Ryszard Paczenko
Dlatego dotowałem :)
Odpowiedz Permalink
Piotr II Grzegorz
Jedna z lepszych publikacji ever. No i historia, której nie znałem. A MvL na propsie zawsze.
Odpowiedz Permalink
Ivan von Lichtenstein
Dobrze poznać trochę historię swego przodka :)
Odpowiedz Permalink
Susanne Delfina Kierkeller
Kunszt i ogrom wiedzy niesamowity, podziwiam...
A to, że ktoś został ukarany za myślenie i fantazję w teokracji nie dziwi, oni zawsze dochodzą do tych samych wniosków z kilkusetletnim opóźnieniem.
Odpowiedz Permalink
Sorcha Raven
Rotria- i wszystko jasne :P
Odpowiedz Permalink
Michael von Lichtenstein
Nie sądziłem, że ktokolwiek jeszcze o tych starych dziejach napisze - a zwłaszcza, że m.in. na mój temat. Wzruszające :)

Natomiast co do samego artykułu - duży plus za obiektywne i zgodne z ówczesnymi wydarzeniami przedstawienie tematu. Choć przez chwilę liczyłem na pojawienie się jakiś 'kuluarowych' szczegółów :P

Sama wartość historyczna jest ogromna. W pamięci zaciera (bądź już się zatarła) cała gama bardzo ciekawych wydarzeń historycznych, intryg, dyplomatycznych rozgrywek... a tego po prostu szkoda. Dlatego warto o tym pisać :)
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.