Obserwator Sarmacki, Cudzoziemiec, 24.05.2016 r. o 11:25
Mikroświat na zakręcie — czy mamy szansę na zmianę sytuacji?
Seria wydawnicza: Felietony Obserwatora

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Wirtualny Pollin znalazł się na zakręcie. Od kilkunastu tygodni obserwujemy postępującą atrofię mikronacyjnej państwowości. Kiedy piszę te słowa nie ma już Federacji Al Rajn (upadek w wyniku ujawnienia afery kloningowej), nie ma już Republiki La Palmy (brak aktywnych mieszkańców), ku upadkowi chyli się Imperium Skarlandu, ledwo zipie Mandragorat Wandystanu (a jego główni mieszkańcy działają w innych krajach), wyludnia się Demokracja Surmeńska, problemy ma Abachazja.

Bez wątpienia główną przyczyną tego stanu jest demograficzna katastrofa, jaka dotknęła w ostatnich latach mikroświat, a która jest wynikiem niedostatecznej "wymiany pokoleniowej", tj. znacznie mniejszego napływu nowych mieszkańców, niż tych zasłużonych odpływu. Ale to nie jest jedyny powód.

h426pf5p.png

Od pewnego czas kiełkuje we mnie przekonanie, że równie ważne, jak brak wymiany pokoleniowej, jest fakt, że mikroświat stał się szalenie kosmopolityczny. Granice państwowe istnieją jedynie po to by rysować granice pewnej narracji i obowiązujących w jej ramach praw, tradycji, zwyczajów. Jednocześnie jednak mamy do czynienia z całkowicie nieskrępowanym przepływem osób i wszystkiego co sobą reprezentują, między różnymi krajami. Mamy na to wiele przykładów — w odradzającym się Królestwie Dreamlandu mamy osoby z Sarmacji, Wandystanu i Bialenii, które niejednokrotnie dokładają paliwa do toczących się tam dyskusji, a nawet zajmują określone stanowiska, na które spośród rodowitych Dreamlandczyków nie było chętnych; państwowość Dreamlandu przenika się z państwowością Elderlandu; w Księstwie Sarmacji jedną z aktywniejszych osób, na kanwie kronikarstwa i kultury stał się jeden z niewielu już aktywnych obywateli Surmenii, jej administrator, członek władz najwyższych tego kraju; aktywne są mniejszości Dreamlandzka, a nawet Bialeńska; w Republice Bialeńskiej mamy do czynienia z prawdziwym tyglem narodowościowym, w którym mieszają się Bialeńczycy, Brodryjczycy, Hasselandczycy, Abachazowie, Wandejczycy, Dreamlandczycy, Sarmaci, itd.; w Państwie Kościelnym Rotrii mamy z kolei do czynienia z nieco odwrotnym mechanizmem, z racji narracji budującej ten kraj mamy iniekcję Rotrii do innych krajów (biskupi, v-religia); Trizondalczycy mocno angażują się w projekty na Orientyce.

Oczywiście są również kraje, które starają się izolować — takim przykładem jest Chanat Kugarski, który co prawda wzbudza zainteresowanie innych państw i osób, ale znów... mimo swego izolacjonizmu (głównie narracyjnego), jest on pełen osób, które znamy już z innych krajów. Al Rajn, najbardziej izolujący się kraj Pollinu, żywota dokonał, a jego izolacjonizm jest kolejnym dowodem na to, że kraj ten od lat był tworem sztucznym — bo właśnie na tym przykładzie widać najlepiej, że nie da się dziś na dłuższą metę funkcjonować bez wolnego przepływu osób. Jeszcze kilka lat temu sporo krajów zazdrośnie strzegło swych granic i państwowych posad. Byli na nie chętni, demografia nie była problemem. Sporo krajów jednak przespało moment, kiedy v-świat zaczął wymierać, a te z mniejszą siłą przebicia, słabszą narracją, czy zwyczajnie nie dość okrzepłe, musiały dokonać żywota.

596AN9bb.png

Z drugiej strony mam super-państwa, w ramach których toczą się mniejsze narracje, które nazywamy "państwami stowarzyszonymi", "samorządami", "dependencjami". Mamy w nich więc suzerena (w roli suzerena pomocniczego jest to wybierany prezydent/archont, książę czy król, których rolą jest głównie zapewnienie trwania państwowości; i naród/społeczność która jest faktycznym suzerenem) i ogólny zarys narracyjny ograniczony wirtualnymi granicami, który wypełnia prawo państwowe, mniej lub bardziej wspólna historia, jakieś zależności, pewne tradycje, a kiedy także systemy gospodarcze czy sprawnie funkcjonująca sfera edukacji. I w sumie gdyby dziś definiować państwo wirtualne to by było tyle. Bo trudno mówić o stałych mieszkańcach czy ideach. Ci i te pływają. Jak więc długo ten model może być wydajny? Dziś, to prawda, sprawdza się w Bialenii, Dreamlandzie czy Sarmacji, ale poza nim pozostaje kilkanaście państwowości, które czekają niewesołe perspektywy.

Dlatego zaczęły się pojawiać na Pollinie dwojakie głosy. Jeden mówi o tym, że należy się łączyć, stowarzyszać, budować szerokie porozumienia, które de facto odeślą stare kraje do kronik. Drugi zaś opozycyjnie mówi o potrzebie większego zachowania swego dorobku, aktywniejszego budowania własnej narracji, itd. Każda z tych postaw wydaje się mieć dobre strony. Przy czym każda jest faktycznie adresowana do różnych osób. Nie powiem dziś jednoznacznie, że izolowanie się jest złe, ale i nie powiem, że złe jest szukanie szerokiego porozumienia i przedefiniowanie wirtualnej zabawy. Jednak zastanówmy się jakie dają nam one opcje.

ajP1n8bh.png

Duch kosmopolityczny daje nam możliwość zbudowania wspólnej narracji, w której dużą rolę odgrywać by mogły samorządy, przy czym pula osób aspirujących do posad centralnych bardzo by wzrosła co dałoby niebanalny wzrost aktywności politycznej i wewnętrznej narracji. Zagrożeniem jest tu głównie ambicja dzisiejszych "władców", którzy "władają imperiami" jak Pollin długi i szeroki, oraz, co chyba ważniejsze, trudność z jaką bylibyśmy gotowi odłożyć na półkę cześć swej tradycji, kultury i historycznej państwowości.
Andrzej Swarzewski
Dlatego apeluję do wszystkich mikronacji, jednoczmy się. I nie chodzi tutaj o politykę inkorporacyjną, o anschlussowanie wszystkiego wokół. Wystarczy stowarzyszenie się. Hasseland przed zjednoczeniem z Bialenią ledwo dychał, rozważano nawet zakończenie państwowości. A teraz, po niecałym roku współpracy, to jeden z najaktywniejszych regionów mikroświata. Hasselandczycy mają z kim współpracować i z kim rywalizować. Zyskali przyjaciół i przeciwników (którzy też są motywacją do pracy), którzy tchnęli w nich nową energią. Bialenia też niezwykle zyskuje na tej współpracy. Bez pozytywnej aktywności Hasselandu nasz kraj nie byłby tak dynamiczny i emocjonujący. Czasem trzeba się ścierać, od czasu do czasu przyda się nawet jakiś większy flejm. Najważniejsze, żeby nie zanudzić się w małej, "elitarnej" grupce.

Duch izolacjonistyczny oferuje nam przede wszystkim bezpieczeństwo narracji opartej o nasze tradycje, promowanie określonego modelu państwowości i kultury. Daje nam również opcje łatwiejszej identyfikacji się z takim państwem. Z drugiej strony zagrożeniem jest tu przede wszystkim nuda — w pewnym momencie zaczyna wymierać życie polityczne (tworzą się synekury, brak zastępowalności), za nim życie kulturalne, itd. Obok tego poważny problem to znaczne ograniczenie puli demograficznej. Taki kraj staje się niebezpiecznie wsobny, a jednocześnie ma problem z akceptacją osób z zewnątrz.
Frederick Hufflepuff
Nie ma powodów, by na siłę ratować wszystkie upadające, a właściwie upadłe, państwa polskiego mikroświata. Obawiam się, że wkroczyliśmy w czas wzmożonej chęci ratowania wszystkich i wszystkiego, nie pytając o to nikogo. Żeby La Palmę uratować, a nie mam pojęcia, czy wskrzeszanie kraju przez inne jest rzeczywiście ratunkiem, czy działaniem zbędnym, należy najpierw zapytać tamtejszych obywateli, władze, ambasadora, ale także zorganizować w Bialenii referendum obywatelskie. Tak jak wspomniałem, Republika nie może "bawić się" w ocalenie całego v-świata, bo nam to nie wyjdzie na dobre i nie ma to szans powodzenia. Trzeba mierzyć siły na zamiary, kilkakrotnie się zastanowić, zanim się coś zrobi i przewidywać skutki poszczególnych kroków!

15IeKGg2.png

Czy możliwy jest model mieszany? Trudno go sobie wyobrazić. Chyba, że malując zupełnie fikcyjny obraz, doszłoby do zgody wszystkich zainteresowanych, podmiotów, w wyniku czego stara narracja stanowiłaby zamknięty już rozdział, a nowa, jako wspólna państwowość, otworzyłaby się de facto jako nowy, wspólny twór, bez obciążeń przeszłości — takie galaktyczne imperium (to oczywiście przerysowanie). Taki model wolny by był od strachu przed utratą pewnych właściwości (kultura, tradycja) bo te można by kultywować w ramach nowych składowych kraju, ale z drugiej strony zyskiwałby przede wszystkim trudną do przecenienia pulę demograficzną i nowe możliwości rozwoju i budowy państwowości. I tylko zniknąłby element zewnętrznych kontaktów.

I właśnie, czy dziś możliwe jest jednak zachowanie tego co mamy, ale przywrócenie cywilizującego kontakty pierwiastka polityki międzynarodowej? Czy istnieje możliwość zaistnienia organizacji politycznej, która funkcjonowałaby chociażby na zasadach zbliżonych do sportowej MUP, ale z tą różnicą, że decyzje przez nią podejmowane byłyby wiążące dla państw członkowskich i ich władz? Czy taki model mógłby spowodować, że ta trochę nierealna wizja wspólnej państwowości mogłaby w części zostać spełniona, a dzięki temu atrakcyjność wirtualnego świata, Pollinu, znów nieco podniesiona i pozwalająca na wspólne duże projekty, jak choćby całkiem realna promocja?
Dotacje
2 500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Ryszard Paczenko, Tytus Aureliusz-Chojnacki, Tomasz Ivo Hugo, Sorcha Raven, Henryk Wespucci.
Serduszka
11 700,00 lt
Ten artykuł lubią: Ryszard Paczenko, Tytus Aureliusz-Chojnacki, Eddard Noqtern, Henryk Leszczyński, Daniło de la Vega, Rihanna Aureliuš-Sedrovski, Irmina de Ruth y Thorn, Tomasz Ivo Hugo, Sorcha Raven, Roland Heach-Romański, Guedes de Lima, Laurẽt Gedeon I, Lambert von Güden, Malik al Mulk, Adam Jerzy Piastowski, John Rasmusen.
Komentarze
Tytus Aureliusz-Chojnacki
Jeśli chodzi o realną promocje to wiadomo, że efekty przynosi największe (spójrzmy wstecz jakie były rezultaty reportaży o Sarmacji w Faktach, gazetach o grach itp.).
Problemem jednak są tutaj finanse na taką promocję, bo nawet oplakatowanie jakiś miejscówek kosztuje. Ale naprawdę nie bylibyśmy w stanie się złożyć?
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
Tytus — moim zdaniem dziś spokojnie można starać się różnymi dojściami/blogami publikować dobre materiały za free. A jeśli ta pula się wyczerpie pojechać niskimi nakładami na FB (tak!), a dopiero potem myśleć o art. sponsorowanych. Powiem Ci, z własnego doświadczenia, że fajnie przedstawiona inicjatywa/pomysł/hobby samo się opisuje, dziennikarze szukają contentu. Problem jest jednak inny — dziś mamy zachęcać do czego? Czy to co dziś jest w KS wystarcza by się promować? Czy jest atrakcyjne?
* mam własnego bloga na platformie natemat.pl, kilkanaście moich wpisów było na głównej, możemy się pokusić by wspólnie napisać fajny materiał, który tam wrzucę i będziemy liczyć, że się przebije na główną.
Odpowiedz Permalink
Piotr Paweł I
Po to jest na wpół umarłe Stowarzyszenie Polskich Mikronacji, aby promować mikronacje jako całość. No cóż - ja mogę tylko zachęcić do SPM
https://www.facebook.com/StowarzyszeniePolskichMikronacji/
zwłaszcza, że stowarzyszenia zwykłe mają teraz więcej praw. W najbliższym czasie - nowa propozycja...
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
Określenie czegoś jako "wpół martwe" nie zachęca specjalnie do podejmowania działania ;)
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Mości Diuku, jakie akcje promocyjne dotychczas przeprowadziło SPM?
Odpowiedz Permalink
Sorcha Raven
Bardzo ciekawy artykuł i jakże na czasie, choć ja myślę, że tradycyjna (taka jak do tej pory) reklama nic nie da, ponieważ drzewiej to działało, było mniej gier przez przeglądarkę, mniej portali społecznościowych.
Myślę, że tu trzeba się zastanowić nad samymi mikronacjami, co nas różni od gier (niby każdy wie) i czy jest to dla nas na plus czy minus.
Wtedy można liczyć na jakieś podsumowanie i stworzenie reklamy, która trafi do większego grona, wtedy wystarczy fb na te cele.
Bo trzeba zwrócić uwagę na jedną zasadę, która teraz obowiązuje, ludzie wolą klikać w towary, budować domki, wysyłać wojska i łupić sąsiadów, toczyć wojny i zdobywać nowe tereny, są jeszcze eventy, które stanowią wyczekiwaną nagrodę. Mikronacje zaś głównie bazują na narracji, a i tu trzeba być zainteresowanym tematem lub klimatem kraju. To taka moja bardzo ogólna ocena, co nie znaczy, że wolę gry, bo jest bardzo dużo plusów w mikronacjach, które nie mają gry, no ale to wiemy my, którzy się tu bawimy.
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Nie wiem czy dobrze odczytałem intencje Autora, ale gdzieś podskórnie odczytuję, że Wicehrabia w tym podziale po jednej stronie postawił Bialenię i kraje z nią stowarzyszone, a po drugiej np. Sarmację. Wydaje mi się, że ciężko nas gdziekolwiek postawić. Jesteśmy trochę po środku.

Z jednej strony może się nie stowarzyszamy, chociaż patrząc na przykład Teutonii (nie ja się do tak odległej historii pierwszy w tym miesiącu odwoływałem) czy Sclavinii albo Baridasu, to tak na prawde my możemy stawiać się za wzór stowarzyszania. Z drugiej zaś - każda nasza propozycja co do "połączenia", nawet artykułowana przez Sarmatów niebędących we władzach centralnych, od razu jest rozbuchana jako imperializm sarmacki. Nie możemy się stowarzyszać w nieskończoność, to może przekroczyć granicę wewnątrz kraju - obywatele też mogą nie zdzierżyć w końcu kolejnych stowarzyszonych. Co zresztą można było niedawno zaobserwować w RB, kiedy grupka(?) Bialeńczyków oburzyła się na Hasselandczyków. Nie mnie rozsądzać czy słusznie, czy nie, ale odniosłem wrażenie, że miało to podłoże rywalizacji krajów stowarzyszonych.

Ciężko mówić też u nas o izolacjonizmie międzynarodowym. Nikt nie zabrania posiadania obywatelstw(a) innych mikronacji. Owszem, nie można być posłem mając wielokrotne obywatelstwo, ale to kwestia dyskusji czy dobrze, czy źle. Musi być pewna granica, gdzie wpływ na nasze życie mają osoby aktywne w innych mikronacjach. Z drugiej strony - czy mamy tylu chętnych do Sejmu, spośród posiadających wielokrotne obywatelstwo? Poseł, to chyba jedyne stanowisko publiczne, dla objęcia którego nie można mieć innych obywatelstw.

Że nie ma u nas parcia na PZ... Proszę tak uczciwie się spytać, Wicehrabio samego siebie - czy ta tęsknota za wysoką aktywnością poza granicami to nie jest po pierwsze sentyment, a po drugie - kwestia osób? I nie chodzi mi o liczbę osób, że mało, tylko konkretnych osób, które lubiły się tym parać i tak na prawdę nie rozdrabniały się na inne rodzaje aktywności. Być może to zbyt jaskrawe postawienie sprawy, ale czy w dużej mierze tak z dyplomatami nie było?

Co do organizacji międzynarodowych, które mają polityczny wpływ na działalność mikronacji, to według mnie temat zamknięty. OPM miało swój okres rozkwitu i być może nawet rzeczywistego wpływu na życie w Pollinie, ale w końcu przyszedł schyłek i niemoc. Myślę, że najlepsze są kontakty bilateralne, a w większym gronie można przeprowadzać konferencje, może nawet czasem przyjmować wielostronne traktaty. Być może sukces MUP polega na tym, że nie wpływa na kraje, tylko tak na prawdę jest quasimikronacją. Przecież tworzą ją samorządne organizacje - niby mające swój rodowód w poszczególnych mikronacjach, ale jednak są niezależne od central swoich państw. No i samo MUP jest niezależne od władz państwowych mikronacji. A z drugiej strony - MUP nawet nie aspiruje do organizacji, która ma wpływ na to, co się dzieje wewnątrz poszczególnych mikronacji. Czego doskonałym dowodem jest afera rajnska - MUP się oczyściło z klonerów i nic jej do tego, co zrobi sam Al Rajn, czy społeczność międzynarodowa.
Odpowiedz Permalink
Lambert von Güden
Dlaczego by jednak nie połączyć wszystkich państw w jedno? Taka fuzja byłaby korzystna właściwie dla każdego.
Odpowiedz Permalink
Roland Heach-Romański
A no dlatego nie można połączyć wszystkich państw w jedno, ponieważ na dłuższą metę taki twór nie wytrwa. Zbyt dużo jest różnić między poszczególnymi narodami. Doprawdy nie wiem jakby to miało funkcjonować? Przecież, daleko nie szukając, Bialenia zrodziła się m. in. na skutek "obrażenia się" Andrzeja Swarzewskiego na Sarmację. Unia z Wandystanem też rozpadła się nie bez powodu. Ciężko jest też mi sobie wyobrazić współżycie Sarmatów i Dreamlandczyków w takim tworze (tu: sprawa awarska).
Odpowiedz Permalink
Ivan von Lichtenstein
"Chanat Kugarski [...] jest on pełen osób, które znamy już z innych krajów."

Jakie osoby miał Autor na myśli?
Odpowiedz Permalink
Guedes de Lima
Bardzo ciekawy artykuł.
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
@Ivan są to osoby z KS, RB, itd. I to akurat odnosiło się do tych, które występują jawnie pod swoimi znanymi powszechnie nazwiskami. Natomiast nie wiem ile osób ma tam po prostu swoje alter ego.
Odpowiedz Permalink
Jahn Dagobard ik Thórn-Mákovski
Artykuł dość ciekawy. Skoro Europa przetrwała epidemię "Czarnej Śmierci" to i Mikroświat jakoś wyjdzie z tej ciężkiej sytuacji. Kiedyś państwa takie jak Zarakata, Al Farun czy Leblandia były v-mocarstwami. Nikt nawet nie myślał, że kiedyś pochłoną je mroki historii, a teraz? Pamiętajmy, że każdy koniec to początek czegoś nowego. Jestem pewien, że miejsce upadłych mikronacji zajmą nowe, być może nawet lepiej zorganizowane kraje.

A jeśli się mylę to możecie wysłać mnie do wandejskiego obozu pracy.
Odpowiedz Permalink
Lambert von Güden
@Roland
Myślę, że siła perswazji mogłaby wiele podziałać, zwłaszcza w tak beznadziejnych okolicznościach. Tym bardziej opornym można by dać większą autonomię, ale taką, by nadal utrzymywać status jednego państwa. W stanie kompletnego marazmu życia wirtualnego tylko największe zakute łby sprzeciwiłyby się takiemu rozwiązaniu. Myślę też, że w ustaleniu państwa (a wtedy może... np. stanu), z którego wywodziłby się król nie byłoby problemu po tym, gdyby udało nam się tak gigantyczny "twór" wytworzyć, nazwijmy to na razie Państwem Pollińskim. Bo kto ma najefektywniejszą monarchię? My.
Odpowiedz Permalink
Defloriusz Dyman Wander
Przede wszystkim, trzeba się intensywnie promowac. Nie osiagnie sie tego bez hajsu. Relatywnie nieduzego zreszta. Dobrze pomyslana kampania promocyjna z postami sponsorowanymi na takim np facebooku powinna przyniesc niezle owoce. I musi byc to dzialanie w miare regularne. Bo faktycznie wymieramy.

Po drugie, warto probowac odzyskac "starych" mieszkancow ktorzy zabawe z roznych powodow porzucili. Tu bedzie trudniej - ostatnio byla jedna znakomita okazja, ale zostala zaprzepaszczona, o tym napisze troche jak znajde chwile...
Odpowiedz Permalink
Malik al Mulk
Przykre jest to, że dopiero to zauważacie. Obawiam się niestety nie jesteśmy na zakręcie. Jesteśmy już za nim, a po trajektorii wnoszę że skończy się to na drzewie.
Permalink
Cudzoziemiec
Malik, musisz mi wybaczyć, ale ja 6 lat byłem nieobecny :-P
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.