Krwawa Korona #2
Seria wydawnicza: Krwawa Korona

Krwawa Korona
Prawdziwa powieść o koronie skarlandzkiej

LWA0IN4Q.jpg

P
edro de Montemayor był redaktorem jednej z skarlandzkich gazet politycznych opisujących zakulisowe działania Dworu Królewskiego; „pustą” pobożność potomka królewskiego; rozrzutność znienawidzonej Królowej Eleonory i rozwiązłość wysokich urzędników monarszych oraz kościelnych. Jako mason wysokiego stopnia miał dostęp nie tylko do pradawnych egipskich i rotryjskich pism, znał też doskonale dosłowne przesłanie Pisma Św. Wiedział, że monarchia i Kościół staczają powoli po równi pochyłej ku piekłu, a on może w tym tylko pomóc. Kiedy został zaproszony przez Norberta de Catalana, notabene wolnomularza trzydziestego trzeciego stopnia Wielkiej Loży Orientyki, wiedział już, że może przyczynić się do ustanowienia republiki w Skarlandzie. Na tajnym spotkaniu zauszników króla-seniora dowiedział się o strasznej chorobie królowej Eleonory i planach Fernanda d’Este y Córdoby w stosunku do syna królewskiej krwi.
Gdy zegar kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny wybił godzinę jedenastą w nocy, młody hrabia przepychał się między gawiedzią, by jak najszybciej dobiec do Jaskini Salomona, gdzie czekali już bracia masoni. Za kolumną Jazona, która podpierała gmach burdelu, Pedro nałożył ptasią maskę dającą mu pełną anonimowość – właścicielka owego przybytku rozgłaszała gościom, że są to duchowni uciekający do uciech tego świata, a bojący się reakcji władz Kościoła. Montemayor po przebyciu dawnego górniczego szybu wszedł do ciemnego tunelu, oślepiło go światło małych świeczek rozwieszonych po całej pobliskiej sali poświęconej Salomonowi. Wszedł i zawiadomił towarzyszy:
- Amigos, Eleonora cierpi na realiozę. Don Carlos ma zostać współwładcą, czeka nas nie republika, a diarchia!
- Niech to diabli wezmą wszystko! – zawołał Wielki Mistrz Loży, spoglądając na szarą ptasią maskę współbrata, na której wypisane były po łacinie wszystkie grzechy główne, łącząc się w krótki napis: SALIGIA. Ten sam wyraz został namalowany w siedmiu miejscach Imperium, wszystkie lokacje oznaczone były symbolem korony cesarskiej – koszary wojskowe, katedra, pałac de Oriente oraz port Santa Maria w Walencji, a także pałac Medyceuszów, Bazylika Laterańska i Fortezza Medicea w Rotrii. Wszystkie te lokalizacje miały być celem większego, gwałtowniejszego planu masonów bielańsko-sarmacko-orientyckich. – Jak to możliwe? Norbert miał wykończyć tę głupią czarownicę, a młodego spalić na stosie w imię „pseudowiary” rotryjskiej! Kto zmarnował naszą cenną pracę?! Kto jest temu winien?!
- Ja wiem, bracie Arthuro – odpowiedział spokojny głos – i wiem jak pozbyć się owej osobę.
- Któż więc to?! – zaryczał Wielki Mistrz?

* * * * * *

L
ódź Facibeniego i Medyceuszów płynęła spokojnie rzeką Bishof ku ogromnym wzgórzom Toskanii, witając najwspanialszą warownię na Pollinie – Fortezza Medicea. Lorenzo właśnie przez tę budowlę nabrał respektu do własnego syna, Cesarego, zapatrzonego głównie w karierę kościelną i mecenat nad pięknem sztuki. Przecież to z jego fundacji powstały liczne katedry i muzea, a najwspanialszą perłę baroku – Santa Maria Maggiore, odnowiono. Cesare wiedział, by utrzymać w ryzach Toskanię musi wybudować ogromny zamek, będący postrachem sąsiadów i buntowników. Otoczona kilkoma wałami murów ochronnych siedziba wojsk toskańskich była najtrudniejszym do zdobycia celem na Orientyce, co dawało przewagę Medyceuszom w walkach na lądzie. Płynąc dalej ujrzeli wspaniałe pola winne, należące niegdyś do Medyceuszy – dziś przejęte przez obcych rolników na usługach masonów.
- To było od dawna zaplanowane – rzekł Lorenzo.
- Jak to od dawna? – Zapytał zaciekawiony Cesare.
- Od momentu ekskomuniki całej masońskiej loży. Już wtedy planowali to wraz z Habsburgiem, aby mnie zrzucić z patriarszego tronu, a intronizować jego, który będzie im przychylny. Ferdynand w każdej możliwej chwili żądał mojego renuntiatio grożąc odejściem, buntem, secesją.... W końcu uległem, bo grożono mi zamordowaniem całej rodziny i najbliższych współpracowników. Lojalny nadworny lekarz wstrzyknął mi specjalną surowicę, po której na długi czas zasnąłem, przez co zdążyliście mnie pochować – zaś wojskowi wyciągnęli mnie pod osłoną nocy z trumny. Po obudzeniu błąkałem się po lasach Toskanii, zasmakowawszy później chłopskiej doli - Dziś jednak ratuję Was, bo Ferdynand też się zbuntował, mając dość niszczenia Kościoła.
- Jest jakaś szansa na pozbycie się masonów ze Stolicy Apostolskiej? – odpowiedział gniewnie Facibeni?
- Owszem. Trzeba wejść w ich organizację i zniszczyć ją od środka.
- Lorenzo, więc jak to zrobimy? – napomknął Cesare.
- Il denaro apre tutte le porte. Tylko skąd weźmiemy tyle pieniędzy?
- Mam ulokowane duże sumy w brodryjskich bankach. Znam dobrze władze Brodrii, więc szybko nam je wypłacą – rzekł Facibeni.
Gdy tylko przepływali pod Mostem Złota i Srebra natychmiast łódź została ostrzelana gromadą płonących strzał. Nim tylko uciekinierzy zauważyli spisek, łódź płonęła.
- Testa di cazzo… - zawołał Lorenzo…

* * * * * *


W
Pałacu de Oriente już spisywano ostatnie dokumenty. Oficjalnie Don Carlos Lorenzo miał stać się Carlosem II, współwładcą Skarlandu wraz z chorą Eleonorą. Zapewniało to Imperium i silnego władcę i matczyny spokój królowej. Jedyną osobą, która sprzeciwiła się sygnowaniu aktu był Norbert de Catalan, który wyraźnie coś knuł. Zauważył to Fernando de Córdoba, który usiadł przy błękitnym, ornamentowym stole z dalekiego Al-Rajnu, spoglądał w zielone, bezduszne oczy króla seniora. Powtarzał sobie zawsze, że oczy są zwierciadłem duszy. Chciał wyczytać co jest głęboko ukryte we wnętrzu Catalana. Kiedy król Marek Paweł jako ostatni podpisał akt ustanowienia diarchii, do sali wpadła dwójka zamaskowanych szlachciców – zdemaskował ich strój oraz nienaganne maniery. Naskoczyli oni na królów z szablami, chcąc ich zamordować. Nie powiedzieli kompletnie nic, kiedy Karol i Eleonora zażądali odpowiedzi. Kiedy jeden z zamachowców chwycił Kanclerza Królewskiego, nowy władca Imperium wystrzelił z swojej ulubionej Quin Anne, celując (jak wymaga tego kodeks honorowy) prosto w serce napastnika. Tym sposobem ustrzelił dwóch złoczyńców. Arystokratę w czerwonym kubraku i białej ptasiej masce ugodził prosto w serce, drugiego ubranego w niebieski surdut i trikorn oraz jasnoszarą ptasią maskę z czerwonymi zarysami śmiertelnie zranił odłamkami żelaznymi, które uderzyły ogromną siłą prosto w skroń zamachowca. Kiedy obaj padli trupem, Don Carlos i Fernando zdjęli im maski oraz spostrzegli, jak wysoko postawionych urzędników postrzelili. Eleonora przeraziła się całego zdarzenia i uciekła do swojej komnaty. Marek Paweł nerwowo wertował dokumenty. Tylko Norbert de Catalan podszedł do okna i spokojnie przyglądał się Walencji.
- Kto ich tutaj wpuścił?! – krzyknął do straży książę Sewilli.
- Przecież to markiz de Bayoun i książę Lisboy – zawołał Carlos – dlaczego chcieli nas zamordować?!
Dotacje
1 500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Laurẽt Gedeon I, Vladimir ik Lihtenštán, Antoni Rudnicki.
Serduszka
4 519,00 lt
Ten artykuł lubią: Laurẽt Gedeon I, David de Hoenhaim, Siergiusz Asketil, Vladimir ik Lihtenštán, Antoni Rudnicki, Tomasz Mancini.
Komentarze
Laurẽt Gedeon I
Ciekawa historyjka ;) Jak by znalazły się jeszcze jakieś inne opowiastki to chętnie bym zaczytał ;)
Odpowiedz Permalink
David de Hoenhaim
Ja także!
Odpowiedz Permalink
Henryk Wespucci
Ciekawe, albowiem powiadam wam ciekawe ;)
Odpowiedz Permalink
Tomasz Mancini
Ech.. Szkoda, że minęły te piękne dni, kiedy się decydowało o losie Orientyki. Starość nie radość :(. Carlo, dobra robota :)
Odpowiedz Permalink
Ryszard Paczenko
Krwawiąca korona brzmiałoby bardziej dramatycznie ;)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.