Trybuna Diuków, Jan Grimknur, 11.01.2017 r. o 21:51
Podróże z Janem #01.1

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Tutaj na dzień dobry pewnie wszystkich zaskoczę, ale przez zwrot podróże nie chodzi mi o żadne wskakiwanie pod kolczaste krzaki, o nie! Nie chodzi też o zaglądanie pod kiecę starej Róży Rogalskiej z Grodziska, jeszcze bardziej NIE! Słowo podróże użyte tutaj zostało w kontekście wypraw, przygód w nieznanych lądach, takie tam normalne jak postanawiasz, że dzisiaj wychodzi z domu i idziesz, i nie wracasz przez wiele dni i w końcu nie wiesz gdzie jesteś, ale bardzo Ci się to podoba i nie chcesz wracać.

Część z Was mnie już dobrze zna, a część jeszcze nie, dla niektórych jestem Janem, dla niektórych Świnką, a dla jeszcze innych po prostu myster Jan Grimknur (pomijam tych, dla których jestem Dżej Dżi, ale to jest zupełnie normalne, oni nie są normalni). W każdej wsi, w każdej miejscowości znaleźć można przedstawiciela mojej profesji, ludzi służących radą, zazwyczaj dobrą, ale bywają i wyjątki (te wyjątki to panowie z czerwonymi nosami, którzy za drobną opłatą oferują nie dawać dobrych rad). Kiedyś dużo podróżowałem, podróżuję i teraz, kiedy tylko mogę dzielę się swoim doświadczeniem, służę cenną radą. Oficjalnie w KS jestem wprawdzie krótko, ale to nie znaczy, że wcześniej mnie tu nie było, byłem, ale inaczej duchem, a jeszcze inaczej ciałem.

Może to i nie do końca ma jakiś większy sens, ale i tutaj na łamach tego wyszczególnionego okienka, chciałbym się podzielić kilkoma ciekawostkami z innego świata, czasami jakże odległego, czasami jakże nam bliskiego. W pierwszej części postanowiłem zająć się głównie wstępem, w drugiej natomiast zajmę się już czymś innym. Jednak jak przystało na trylogię, warto też opisać coś w części trzeciej, a później w czwartej, piątą zmienić zupełnie kierunek, by na koniec w szóstej ponownie zaskoczyć wszystkich. Ale czy do tego dojdzie? Nie wiem, na razie zapraszam w mój krótki przewodnik po piwach poznanych gdzieś w odległej krainie jaką jest republika tRoPicAny.

54NgQ85V.jpg

Zwiedzając odległe zakątki, zawsze warto pokusić się o spróbowanie lokalnych wyrobów, także zaraz po przybyciu do wyspy (oczywiście po długich morderczych spacerach, walkach z dzikim zwierzem i takich tam innych nudnych rzeczach) udałem się do lokalnego sklepu celem nabycia lokalnych trunków. Ponieważ część wydała mi się znajoma, a część to już znałem bardzo dobrze z wcześniejszych wypraw, szybko wybrałem nieznane mi siedem piw. I tak mamy tutaj Black Label, Castle Lager, Lite Lime, Brutal Fruit, Hansa Pilzner i Castle Milk Stout. Ale zaraz, wprawne oko pewnie już zauważyło i wyśmiewa się teraz ze mnie: “Hola, hola kłamczuszku, tutaj na zdjęciu jest tylko sześć piw, sześć piw też tylko wymieniłeś, a wcześniej wspomniałeś o siedmiu piwach, haha, jaka głupia ta nasza świnka.” A ja Ci wtedy mogę powiedzieć, że: „A gówno! Takiego wała, nie wiesz to się nie odzywaj, było też siódme, ale wypiłem zanim postanowiłem podzielić się wrażeniami” (będzie innym razem, tak pobieżnie pamiętam, że miało w nazwie 1985 lub 1895, będzie następnym razem, to sobie znowu kupię, a co mi tam).

Ponieważ to wstęp, a ja sam z opisami piw niewiele mam wspólnego, zazwyczaj ograniczałem się do ich spożywania, a nie tworzenia opisów czy czegokolwiek, postanowiłem w części pierwszej opisać pierwsze, to które zaintrygowało mnie najbardziej. Tak, wybór padł na Brutal Fruit!

cAi0mjg7.jpg

Przed otwarciem piwa, zawsze staram się dowiedzieć skąd ono jest oraz jaki jest jego skład i ogólnie co tam w trawie piszczy (ważny jest też wskaźnik opłacalności piwa, na którego skład idzie ilość alkoholu, cena oraz procent zawartości alkoholu). Co więc mamy w naszym Brutal Fruit? Ano jest tego sporo, zwłaszcza pod względem składnikowym, można to wywnioskować po ilości takich małych brudów, czy to może fusów, umieszczonych na dole butelki. Właśnie, ten osad, po szybkiej analizie składu, udało mi się ustalić, że to piwo stworzone jest głównie na bazie jabłek, kukurydzy, sucrozów (chyba jakieś cukry, ale o tym później), a także owoców mango i goji (resztę pomijam, to jakieś konserwanty i prezerwatywy, nie powiem, trochę się brzydzę).

Składniki już są, nie wszystkie pewne, nie wszystko określone jak trzeba, no to cóż, zabieramy się do degustacji. Rozglądam się po pokoju i co widzę? Niestety nie mam otwieracza, ale na szczęście znalazłem metalową łyżeczkę do herbaty, więc od razu się uspokoiłem, będę mógł dokończyć konsumpcję. Niestety w czasie próby otwarcia, oraz bezpośrednio po... zawiodłem się, piwo nie robi charakterystycznego „tssst”, „cyt”, ani nawet „psssss”, po prostu otwarcie było ciche. Podobnie z przelaniem, piana wprawdzie pojawiła się na chwilę (próbowałem nawet to uwiecznić), ale niestety zniknęła nim aparat dobyłem w swe dłonie. Efekty przelania do szklanki, poniżej.

6Lep39vh.jpg

No cóż czas na degustację. Chwytam szklankę w dłoń (nie mam żadnego profesjonalnego naczynia, a z filiżanki pić, to już zbytnia przesada), przykładam do nosa (gdzieś widziałem, że tak robią wąchają i na tej podstawie oceniają, ale to jest dziwne), robię głęboki wdech i... Rzekłbym, że to estry, ale niestety nie wiem co to są estry, więc powiem, że czuć egzotyką. Pierwsze skojarzenia to mango, ananas, brzoskwinia i mara**uja, czuć też lekko pomarańczą. Ogólnie nie wiem skąd taka ilość tej nuty zapachowej (skoro wiem jaki jest skład tej mieszanki), ale zrobiło to na mnie pozytywne wrażenie. Ostatni sprawdzian, wlać ten wyjątkowo złocisty trunek w siebie, pierwszy łyk, potem drugi... Myślę sobie, kurde co jest?! Kupiłem sok? Patrzę na butelkę i nie wierzę, to faktycznie zawiera alkohol, 5,5% wydrukowane na butelce raczej nie kłamie w większym stopniu... Jak więc to opisać? Znacie smak oranżadki w proszku? Takiej jaką sprzedawali u mnie w sklepiku szkolnym w Radomiu? To właśnie smakuje podobnie, taka mega nowość, ogromna ilość smaku w jednej butelce no i ta olbrzymia zawartość cukru (ale tutaj w tRoPicAnie nikt się tym nie przejmuje, cukier jest dobry do wszystkiego), mieszanka idealna.

Butelka została opróżniona naprawdę szybko, a co po niej? Cóż, przyszedł pewien niedosyt, że zakupiłem jedynie jedną sztukę. Smak tego piwa naprawdę sprawia, że ma się ochotę sięgnąć po kolejną butelkę, a po niej jeszcze następną i jeszcze następną. I nawet pomimo faktu, że po pierwszej czułem przesyt cukru w organizmie, to wiem jedno, gdybym w lodówce miał kolejną butelkę, zapewne otworzyłbym i ją. Z całego serca mogę polecić to piwo wszystkim tym, którzy przystaną na chwilę w tym rejonie i będą szukali czegoś na rozluźnienie. Piwo zdecydowanie zasługuje na wysoką ocenę, dlatego ze swojej strony daję mocne 4/5 punktów.
Dotacje
500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Fryderyk von Hohenzollern.
Serduszka
8 740,00 lt
Ten artykuł lubią: Emanuel Śmigło, Krzysztof Czuguł-Chan, Henryk Leszczyński, Laurencjusz Ma Hi at Atera, Fryderyk von Hohenzollern, Robert Fryderyk, Tomasz Ivo Hugo, Rihanna Aureliuš-Sedrovski, Joanna Izabela, Guedes de Lima, Paulus Buddus, Juliette Alatriste, Henryk Wespucci, Adam Jerzy Piastowski.
Komentarze
Emanuel Śmigło
Czekam na relację po przynajmniej sześciu owocowych brutalach.
Permalink
Krzysztof Czuguł-Chan
Ale to nie jest piwo, nawet etykieta głosi coś innego ;)
Odpowiedz Permalink
Henryk Leszczyński
ale jak róża rogalska była młoda...
Odpowiedz Permalink
Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza
Nie ma to jak "zagłębić" się w kulturze danego kraju :)
Odpowiedz Permalink
Rihanna Aureliuš-Sedrovski
No i to jest cos ;)
Odpowiedz Permalink
Joanna Izabela
Ja tam bardziej jestem ciekawa czy da się przesłać paczkę do samodzielnej degustacji.
Odpowiedz Permalink
Jan Grimknur
Krzysztofie, może i etykietka głosi coś innego, ale stało na półce z napisem "BEER" więc wrzuciłem do worka z piwami.

Emanuelu, oj kusisz proszę ja Ciebie, oj kusisz. :)

Carmenko, może i by dało radę, ale nie wiem jak wygląda transport z tRoPicAny do innych miejsc, no i zawsze jest szansa, że takie piwo nie dojdzie, gdyż kurier zgasi pragnienie. :P
Odpowiedz Permalink
Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza
teraz tak mnie naszło... seria winna się nazywać " Podróże z Janem 0.7" :)
Odpowiedz Permalink
Jan Grimknur
EAMPdF, 0,7 chłodzi się w lodówce i czeka na weekend. :)
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Jak już o piciu mówimy to przypomniał mi się kawał:

Idą Teutończyć, Sclavińczyk i Gellon przez las i nagle zatrzymał ich diabeł:
- Jeśli powiecie coś i przez 20 minut będzie słychać echo to was puszczę.
Pierwszy był Gellon:
- RCA! - Głos rozchodził się przez zaledwie 5 minut.
Następny był Sclavińczyk:
- Wolność! - Głos rozchodził się 10 minut.
Ostatni był Teutończyk:
- Wódkę dają!
- Gdzie!? - rozchodziło się 2 godziny.
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.