Park Stołeczny, Krzysztof Kura, 13.04.2017 r. o 16:17
Choroba, wędrówki i powrót

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Czego to człowiek nie przeżył... Dwa lata temu wracając z pracy, poczułem się... dziwnie. Nie wiedziałem co to jest, na początku nie wydawało mi się to niczym złym. Całkowicie zbagatelizowałem sprawę. To uczucie nie opuszczało mnie jednak przez parę dni, zacząłem się niepokoić. Nie udałem się jednak do żadnego lekarza, ponieważ nawet nie wiedziałem co mógłbym mu powiedzieć. Jak wielki błąd to był!

Dokładnie dziesięć dni później po pojawieniu się tego uczucia obudziłem się z całkowitym brakiem sił i motywacji do działania. Po prostu nie ruszyłem się z łóżka. Dzień, drugi, trzeci minął, ja nie wyszedłem z domu, nie pojawiłem się w pracy. Znajomi zaczęli się martwić, dzwonić, ja nawet nie odbierałem. Jeden z nich przyszedł wreszcie do mnie, walił do drzwi bym mu otworzył. Wpuściłem go w końcu do środka i wszystko opowiedziałem. Bardzo się zaniepokoił i siłą zaciągnął mnie do lekarza. U lekarza powiedziałem dokładnie to samo, a ten od razu postawił diagnozę. Ostry i bardzo niebezpieczny rodzaj realiozy. Bardzo mnie to zmartwiło. Dostałem jednak skierowanie na leczenie - musiałem wyjechać daleko do specjalnego ośrodka, po pewnym czasie powinienem już być w pełni zdolny do pracy.

Tak też zrobiłem. W ośrodku było mi bardzo dobrze. Wypocząłem, poznałem mnóstwo ciekawych ludzi, przeżyłem wiele ciekawych i radosnych chwil. Tak minęło mi pół roku. Wróciłem do domu, za dwa tygodnie miałem iść do pracy. Myślałem, że wszystko pójdzie jak powinno. Spokojnie wychodziłem już z domu, spotkałem się z niektórymi znajomymi. Jednak dwa dni przed planowanym powrotem coś powróciło. Wiedziałem, że znowu nie będę w stanie pracować. Znowu nie miałem zamiaru pójść do lekarza, ale też nie zamierzałem siedzieć bezczynnie. Podjąłem bardzo ważną decyzję. Zamierzałem rzucić wszystko, zrezygnować z całego mojego życia i bez żadnej zapowiedzi po prostu wyjechać w nieznane rejony.

Jak postanowiłem tak też zrobiłem. Udałem się na lotnisko i kupiłem bilet na pierwszy lepszy samolot. Stamtąd zamierzałem polecieć jeszcze gdzieś. By mieć pewność, że będę w miejscu, gdzie jeszcze nigdy mnie nie było. Dokładnie tak się stało. Wylądowałem w jakimś pustynnym miasteczku. Nie było tu właściwie nic. Mieszkałem w tanich motelach, czasami podejmowałem się drobnych prac by mieć jakiekolwiek pieniądze, czy wyżywienie. Bardzo dużo się dowiedziałem. Mogę powiedzieć, że poznałem cały świat, że znam już zasady jakie nim rządzą. Widziałem wszystko. Bardzo dużo miejsc, zarówno pięknych jak i brzydkich, mnóstwo wydarzeń - dobre, złe. Ludzi naprawdę szczęśliwych, jak i tych o krok od śmierci. Taka podróż była mi potrzebna. Nigdy wcześniej takiej nie miałem. Nie miałem stałego miejsca zamieszkania. Cały czas się przemieszczałem.

Parę miesięcy temu zatęskniłem jednak za domem. Zapragnąłem wrócić do Sarmacji. Poczułem potrzebę ustatkowania się. Próg swojego domu przekroczyłem dwa tygodnie temu. Od razu poczułem się lepiej. Niedługo wracam do pracy, mam nadzieję, że tym razem wszystko się uda. Powrót jest bardzo ciężki, mam wiele zaległych spraw, jak i mam świadomość, że ciężko będzie mi się odnaleźć w tak bardzo zmienionym świecie. Wielu moich znajomych również odeszło. Cóż. Pozostaje mi mieć nadzieję, że tym razem wszystko potoczy się jak powinno, a ja - wzbogacony o duże doświadczenie - dam mojej sarmackiej ojczyźnie dużo od siebie. Witajcie!
Dotacje
1 500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Tomasz Ivo Hugo, Laurẽt Gedeon I, Tytus Aureliusz-Chojnacki.
Serduszka
12 697,00 lt
Ten artykuł lubią: Thimoteus ik Hohentsolern, Alfred Fabian von Tehen-Dżek, Henryk Wespucci, Sławomir von Hohenzollern-Wikidajło, Andrzej Fryderyk, Paulus Buddus, Gniewosz Sforski, Orjon von Thorn-Surma, Tomasz Ivo Hugo, Laurẽt Gedeon I, Yennefer von Witcher, Szymon de Canterville, Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza, Adam Jerzy Piastowski, Arcadio Norbert dal Deliart-Wissener, Juliette Alatriste, Roland Heach-Romański, Julian Fer at Atera.
Komentarze
Alfred Fabian von Tehen-Dżek
Życzę szczęścia i witaj w domu!
Odpowiedz Permalink
Sławomir von Hohenzollern-Wikidajło
Życzę zdrowia. Nie znam pana, ale czuję że już pana lubię:)
Odpowiedz Permalink
Andrzej Fryderyk
Nieraz, wspominając osoby, zdarzenia z nie tak dawnej przeszłości, stawiam sam sobie pytanie: „ciekawe co się dzieje z KCSem. Jak sobie radzi. Co u niego”.

Cóż. A więc dzień dobry!
Odpowiedz Permalink
Gniewosz Sforski
Jak to jest świetnie napisane! Witaj w domu!:D
Odpowiedz Permalink
Patryk Vindsor
Gratuluję powrotu do Sarmacji !
Odpowiedz Permalink
Fryderyk von Hohenzollern
Witam ponownie, oby powrót na dłużej tym razem :)
Odpowiedz Permalink
Laurẽt Gedeon I
Powrót to zawsze świetny pomysł. Ciesze się z tego powodu i mam nadzieję na dalszą współpracę jak kiedyś, bo bardzo ją sobie cenię i miło wspominam ;)
Odpowiedz Permalink
Laurẽt Gedeon I
Acha, bo był bym zapomniał. Żołnierze z KSZ też by się na pewno ucieszyli na powrót do szeregu :)
Odpowiedz Permalink
Tytus Aureliusz-Chojnacki
Witam z powrotem! :)
Odpowiedz Permalink
Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza
No i git :) zdrówko!
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Realioza nie śpi. Czyha na każdego z nas żeby zaatakować w najmniej spodziewanym momencie. Tym bardziej cieszy, że wyrwałeś się z jej uścisku.
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
Bardzo się cieszę, że powrócił Wicehrabia do v-żywych. Życzę dużo v-zdrowia i do zobaczenia na ulicach Sarmacji ;)
Odpowiedz Permalink
Julian Fer at Atera
Dołączam do ucieszonych osób i życzę wszystkiego najlepszego :)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.